wspomnienia z własnego dzieciństwa…

…mnie naszły po odsłuchaniu płyty, jaką nabyliśmy dla Janeczka a mianowicie płyty „Kołysanki Utulanki” w świetnym wykonaniu Magdy Umer i Grzegorza Turnaua. Janeczek co prawda przy nich nie zasnął, za to jego Tata szybko i z uśmiechem na ustach;) A ja , jak się okazało, znałam prawie każdą wykonywaną piosenkę…Skąd? Nie wiem, pewnie też z jakiejś płyty słuchanej w dzieciństwie, bo nie sądzę, że te , szczególnie z muzyką tradycyjną, znaną od lat, śpiewała mi Mama. Ale przyjemnym zaskoczeniem było odkrycie, że gdzieś słowa tych kołysanek „czaiły się” z tyłu głowy aby wyskoczyć z ust…Jaka to pamięć ludzka jednak jest niezwykła.
Oczywiście wzruszyłam się nad wykonaniem „Kołysanki dla Okruszka”, którą to piosenkę Seweryna Krajewskiego uwielbiam.
Marga kiedyś napisała, że od zobaczenia dwóch kresek na słynnym teście, człowiek uruchamia w sobie mechanizm lęku i obaw o nienarodzone życie a potem o tego Nowego Człowieka w rodzinie. I miała rację. Doświadczam tego teraz. Ile jest tego uczucia do Małego Człowieka i ile przy tym obaw, czy się człowiek spełni jako rodzic, czy będzie dobrym rodzicem, czy należycie dba o tego Nowego Członka Rodziny…Ile jest lęków i jak wiele miłości takiej przecież innej zupełnie od tej, jaką mamy do rodziców, rodzeństwa, partnerów czy przyjaciół…Siła tego jest wielka.
Kiedy byłam takim szkrabem, moja Mama napisała dla mnie wiersz…w nim zapewniała mnie, że w przyszłości przed wszystkim złym mnie ochroni, obroni…W zeszłym roku kiedy wyłam z bólu, przypomniałam sobie tamten wiersz. Nie udało Ci się Mamo ochronić mnie przed każdym złem. Nie udało Ci się obronić mnie przed ciosem jaki zadał los. Nie udało Ci się obronić mnie przed życiem…
Teraz sama jestem Mamą i też myśli, żeby los oszczędzał Janeczka, żeby nie rozdawał ciosów, żeby udało się Go ochronić przed każdym złem…