Francja…

…odwiedziła mnie pod postacią pocztówek, za które dziękuję Nutcie i Czarze:) Od Nutty dostałam pocztówkę z typową starą zabudową miasteczka Troyes a od Czary reprodukcję obrazu prezentującą Rue de Clichy z roki 1900! Obraz, który przeniósł mnie odrobinę w stare, dawne czasy. Lubię miasta a faktycznie ciekawie jest je oglądać również w postaci obrazów dawnych mistrzów. 

Kolejna fala upałów i ważne sprawy, które z gatunku zajmujących mocno głowę powodują, że nie mam ochoty pisać osobnej recenzji dla książki o Japonii, którą ostatnio przeczytałam, a jest to „Japonia w sześciu smakach” Anny Świątek. Niezłe, według mnie czytadło. Żadne odkrycie nie zostało tam dokonane, ot, kolejne spojrzenie na Japonię osoby, która spędziła tam rok, więc nie kogoś, kto tam mieszka, ale zawsze chwilę przebywał. Sporo fajnych zdjęć, ciekawe opisy przygód autorki tamże. Jak mówię, Ameryka nie została odkryta, ale w sam raz na letni czas. (Oceniam na 4.5 / 6).

Upały wróciły, oddychać ciężko, generalnie chyba nie mogłabym żyć w krajach południowych, utwierdzam się w tym przekonaniu coraz bardziej.

Miłego, spokojnego weekendu dla Was.