
Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2012).
Przełożyła Anna Horikoshi.
Tytuł oryginału Chinmoku Hakubutsukan.
Są książki wypełnione jakimś niezwykłym klimatem, atmosferą nie do końca dającą się zwerbalizować. Takie są często książki autorów japońskich, przynajmniej w moim osobistym odbiorze.
Taka jest właśnie przeczytana przeze mnie książka „Muzeum Ciszy”, w którą to dosłownie miałam wrażenie, że ze słowa na słowo jakbym się zatapiała podczas jej lektury. Ta proza jest prowadzona delikatnie, spokojnie, bez żadnych nagłych zrywów (pomimo, że są opisane również nagłe wydarzenia a mimo to bez jakichś zrywów i gwałtowności). Nazwałabym ją (co zapewne jest również dzięki pani tłumaczce) wręcz elegancką, delikatną w tej swojej elegancji, nienachalną. Bardzo lubię takie właśnie klimaty. Język literacki, który zdaje się być malarski.
Do pewnego małego miasteczka trafia muzealnik. Zostaje mu zlecone niezwykłe zadanie. Stworzenia muzeum. Jednak nie jest to muzeum, do którego do tej pory kustosz był przyzwyczajony. To muzeum, które chce założyć pewna bardzo stara mieszkanka miasteczka, a które w jakiś sposób zapoczątkowała ona sama dziesiątki lat temu, kiedy zdobyła pierwszy eksponat do kolekcji. Pamiątkę po osobie zmarłej, mieszkańcu miasteczka. Coś, co należało do zmarłej osoby a co w jakiś sposób określało tę postać. Nie chodzi tu o byle jaką pamiątkę. I tak oto przybyły do niej muzealnik zastaje ciekawy zbiór pamiątek po zmarłych jakimi są na przykład spirala antykoncepcyjna prostytutki (która padła ofiarą przestępstwa). Pamiątki mają jeszcze jedną cechę, otóż zostały one ukradzione przez staruszkę. Ma ona pomocnicę, adoptowaną dziewczynkę, która też staje się pomocnicą muzealnika. Który pomimo pierwszego dziwnego wrażenia na temat ich współpracy zostaje przyjęty i podejmuje się owego niezwykłego zadania jakim jest stworzenie muzeum niezwykłego, Muzeum Ciszy.
Dla każdego muzealnika jasny jest ogrom pracy jaki trzeba wykonać przy katalogowaniu i opisie dzieł jakie mają być wystawione w tworzonym przez niego muzeum. Nasz bohater zostaje jednak obarczony zadaniem dodatkowym, początkowo dla niego wydającym się nie do wykonania, a mianowicie sam ma zacząć kolekcjonować zbiory czyli pamiątki po zmarłych mieszkańcach miasteczka. Jednak z czasem okazuje się, że jak najbardziej można wykonać i takie zadanie.
Podoba mi się idea książki, czyli fakt podniesienia do ważnych przedmiotów może dla niektórych błahych a jednak tak ważnych bo związanych z kimś, kto odszedł a które to przedmioty w jakiś sposób osobę daną określały, być może związane były z trybem jej życia, zawodem…
Dla pomysłodawczyni tego muzeum ów zbiór jest miejscem wytchnienia dla starzejącego się świata i być może jest coś na rzeczy. Muzeum Ciszy jest czymś ponad po prostu pomieszczeniami z eksponatami do podziwiania. Podkreśleniem ulotności ale i podkreśleniem ważności i to oczywiście nie tyle samych pamiątek co osób, po których te pamiątki pozostały.
Jak czytamy w książce „Gdyby Muzeum Ciszy zostało, na przykład zburzone, w jaki sposób udowodnilibyśmy, że mieszkańcy miasteczka istnieli? Nie mając się na czym oprzeć, wpadlibyśmy w otchłań zapomnienia. I o naszym istnieniu też nikt by nie wiedział. (…) Straciwszy raz grunt pod nogami, nie potrafilibyśmy się ponownie wdrapać na brzeg tego świata.”. (str. 288).
Wbrew temu co może się wydawać po tym, co napisałam, nie chcę powiedzieć, że starsza pani w swojej idei skupiła się na jedynie „materialnym” odbiorze świata. Nie umiem jednak sama określić, co powoduje, że jej idea w jakiś sposób niezwykle do mnie przemówiła. Nie dla materialności pozostawionych po zmarłych pamiątek ale dla ogromu pracy i emocji jakie zostały włożone w stworzenie owej niezwykłej kolekcji.
Niezwykła, inna od wielu, książka, która na pewno zostanie w mojej pamięci i do której pewnie wrócę za czas jakiś. Bardzo polecam.
Moja ocena to 6 / 6.
