pytania książkowe…

…mam pytanie do osób, które czytały „Japoński wachlarz” Joanny Bator. Ja je czytałam, a teraz widzę, że ukazała się książka „Japoński wachlarz. Powroty”. Ciekawa jestem, czy to pierwsza książka wzbogacona jakimiś dodatkowymi felietonami przemyśleniami czy coś zupełnie nowego? To pytanie do osób, które czytały obie książki.

Drugie pytanie, w pierwszym numerze magazynu Książki reklamowano kilka wydanych w tym samym wydawnictwie książek… Ja się zraziłam do tego wydawnictwa fatalnymi tłumaczeniami, stąd od dawna nic przez nich wydawanego nie nabywam, ale może robię błąd. Chętnie przecież poznałabym współczesną prozę francuską i nie tylko. Reklamowane tytuły to „Pokój”, autorka Emma Donoghue, „Ukryte godziny” Delphine de Vigan i „Zła córka” Justine Levy. Moje pytanie, czy ktoś może zna te książki i czy uważa, że warto po nie sięgnąć a jeśli raczej to czy któraś z nich w jakiś specjalny sposób zrobiła na kimś wrażenie. Z góry dziękuję za odpowiedzi.

update, po uwadze Obiezy_swiatki trochę zmieniłam wpis, bo faktycznie coś sama pokręciłam, „Pokój” zdecydowanie nie jest francuską prozą. Dziękuję za czujność!

trudne tematy w literaturze…

…być może fakt, że wydaje mi się, że trudne tematy są najczęściej omijane w literaturze wynika z tego, że owe tematy trudne są faktycznie trudne i sama po nie nie sięgam z tej prostej przyczyny, że trudno mi i tak po prostu wystarczająco, nie mam siły chyba na lekturę, która być może przybije. Nie mówię, że na pewno, bo zależy zapewne od tego, kto i jak pisze. Jakie są autorki doświadczenia i czy pisze o czymś, co przeżyła, czy nie. Piszę autorki, bo odnoszę wrażenie, że z tymi trudnymi tematami zmagają się kobiety właśnie. Żadnych teraz teorii dlaczego tak jest, snuć nie zamierzam, żadnych tam, że być może my same mamy nieco większą potrzebę słownego wyrażenia tego, co czujemy a często właśnie to słowo odbywa się w postaci papieru czy odpowiedników elektronicznych. Sama znalazłam sobie swój netowy kącik, w którym wypisuję to, co leży na sercu.
Skąd ten temat na poniedziałkowe popołudnie? Otrzymałam bowiem informację od Wydawnictwa Replika na temat książki, która się ukaże za tydzień a dotyczy właśnie takiego niełatwego tematu, jaki jest poruszany w literaturze, a mianowicie poronień. Książka jest autorstwa Moniki Orłowskiej, „Cisza pod sercem”. Nic o niej nie wiem i po nią nie sięgnę, ale dała mi do myślenia na tematy niełatwe poruszane w literaturze właśnie ona i jakiś czas temu wydana w Wydawnictwie Czarne książka Justyny Bargielskiej „Obsoletki”, która to zresztą książka zebrała dobre recenzje i a sama autorka została za nią nagrodzona Nagrodą Literacką Gdynia 2011.

O tych książkach więc wiem, że się pojawiły bądź zaraz pojawią. Nie wiem, czy dużo jest u nas wydanych książek dotyczących tematu poronienia.

Tak samo, jak nie rusza się bardzo wielu innych tematów. Mamy takie temat tabu, o których nie wolno mówić głośno. Bo to drażni. Miałam ostatnio okazję sama przekonać się, że wciąż dookoła nas żyją ludzie, dla których najwyraźniej świat składa się tylko z osób zdrowych pięknych i bogatych. W ich świecie dzieci nie chorują i nie umierają. 

Może to tłumaczy mimo wszystko niszowość tych tematów na naszym rynku? A może sama dałam sobie to pytanie odpowiedź pisząc, że ja osobiście nie jestem w stanie sięgnąć po taką literaturę. Ale, to, że ja nie jestem, czy oznacza, że ktoś inny właśnie nie oczekuje takiej? Nie bania się poruszania tematów trudnych?
Pamiętam jak kiedyś gofer , autorka tego bloga, napisała, że została poproszona o wywiad do jednej z gazet dla rodziców o dzieciach. Tak, jednej z tych kolorowych, w których właśnie jest tylko na wesoło i miło. Temat chorób ogranicza się jedynie do chorób dziecięcych jak świnka czy różyczka. Faktem jest, że to gofer właśnie zwróciła moją uwagę na to,  że w takowych pismach miejsca na dzieci chore nieuleczalnie czy niepełnosprawne (może fizyczynie bardziej ale umysłowo? nie) miejsca brak. I faktem jest, że tamten wywiad właśnie był na swój sposób sukcesem, bo miał w jakiś sposób złamać mit. Pokazać, że osoby chore są wśród nas, że dzieci chore widuje się nie tylko na plakatach organizacji pozarządowych a w naszym społeczeństwie. W restauracji czy na plaży. W sklepie czy na urodzinach kolegi z klasy naszego dziecka.
Potem już nabywszy własnego doświadczenia zapętliłam się w myślach, że dzieci niepełnosprawnych nie widać już zupełnie nigdzie, ze zdumieniem odkryłam, że w innych krajach mają z tym mniejszy problem, swego czasu w katalogu IKEI na rynek szwedzki ukazały się zdjęcia mebli do pokoju dziecięcego, w którym to bawiła się dziewczynka z zespołem Downa. I nie działo się to w ramach żadnej kampanii społecznej na rzecz promowania zbliżenia środowisk osób niepełnosprawnych z resztą społeczeństwa. Po prostu tak było, koniec kropka.

Mamy wiele tematów tabu, których w książkach brak a jak się już ukażą, to są jak te nieliczne rodzynki. Jest temat niepłodności, najczęściej niestety wykorzystywany kiepsko w jakichś marnej jakości kryminałach, czy beletrystyce, w której z par borykających się z tym tematem robi się głównie maniaków porywających cudze dzieci, kupujących je na czarnym rynku i generalnie patlogię. Brak naprawdę dobrej książki napisanej na ten temat przede wszystkim z perspektywy kogokolwiek, kto wie coś po prostu na ten temat z własnego doświadczenia a nie autorów, którzy mimo zapewne dobrej woli tematu nie znają, nie stali koło niego nawet.

Mało wciąż książek na tematy budzące największe kontrowersje. Nie chcę wymieniać ich w jednym rzędzie aby nie doszło do jakieś próby przez kogoś porównania tych wszystkich tematów tabu. Są one bowiem zupełnie nieporównywalne. Każdy z nich to dla osób zainteresowanych temat rzeka i często jego własne piekło.

Do takich tematów według mnie należą aborcja.
Lub niezgoda na nią.
Terminacja ciąży.
Śmierć dziecka. 
Poronienie.
Choroby psychiczne.
Niepełnosprawność.

Ja wiem, że poszczególnie tu wymienione przeze mnie tematy w jakiś sposób są ujmowane w książkach, mam jednak na myśli to, że nieczęsto i wcale według mnie nie musi to oznaczać, że wszystkie książki dotyczące tematu danego jakie na rynku się ukazały muszą być dobre. Mogą jedynie korzystać z tego, że właśnie temat do tej pory nie został nadmiernie ruszony.

Być może brak lektur na te tematy wynika też z tego, że chwytając się jakiegokolwiek tematu autor jednak wchodzi w niego z własnymi przekonaniami, światopoglądem. Czy można potraktować tematy budzące takie kontrowersje w sposób wyważony? Bez opowiadania się często po tej czy innej stronie a zgłębiając jedynie temat? Czy w ogóle jest to możliwe? Czy uda się uniknąć mędrkowania i głoszenia tak zwanych prawd słusznych i objawionych? Bez uszanowania zdania kogoś z „przeciwnej drużyny”? Czy uda się uniknąć pompatyczności, czy umoralniania na siłę? Albo dla odmiany robienia z jakiegoś tematu sensacji?
Nie wiem czy pisząc to nie ocieram się już właściwie nie tyle o literaturę a debatę publiczną, głos społeczny a nie to właśnie w tym wpisie miałam na myśli. 

Dużo jest tematów, które niechętnie słyszymy na spotkaniu towarzyskim. Najczęściej nie chcemy wiedzieć o tym, że zło, smutek też jest częścią życia. Osoby nim dotknięte mają więc możliwość wygadania się często jedynie w formie anonimowego wypisania się gdzieś w internecie. Bo jak sądzę, wciąż gdyby nawet chciały sięgnąć po jakiś temat w książce, wciąż jest go za mało. I brutalnie mówiąc, zapewne temat trudny jest nie sprzedawalny, marketingowo się nie sprzeda, nie warto go tykać.

Tak sobie teraz przypominam, że jest jedna książka dla dzieci, w której spotkałam się przez chwilę z tematem poronienia. Inna sprawa, że o tym, czego dotyczyło tamto niedługie może zdanie wiem teraz, z perspektywy lat i dorosłości po prostu, dzieci chyba kompletnie tego nie rozczytały a ciekawa jestem z drugiej strony jakby dziecku, które zechciało by wyjaśnienia temat poronienia wyjaśnić…nie jest łatwo…A książka ta to Joanny Papuzińskiej, pierwsza część przygód Rokisia u Kasi, która to Kasia właśnie miała mieć rodzeństwo i tak się wszystko stało, że temat został zamknięty a rodzice wyjechali we dwoje zdaje się, że do Mongolii…Ciekawe, czy jakieś inne książki dla dzieci w jakiś sposób sygnalizują takie trudne tematy, które kiedyś mogą spotkać w rodzinie małego czytelnika…

Jeśli macie ochotę, to napiszcie mi, jakie Wy uważacie tematy za tematy trudne, z którymi wciąż trudno jest się borykać autorom książek? Jest ich jeszcze bardzo wiele, sama właśnie jeszcze jeden sobie przypomniałam, ale może komuś to przyjdzie do głowy i podsunie.
Ja jeszcze tylko dodam, bo tak mi to w międzyczasie do głowy przyszło, że nie wiem, czy to nie jest tak, że takie zjawisko pisania w książkach o tych tematach nie zostało wyparte przez blogi. Z drugiej strony, jak widać jakieś książki się ukazują, czyli może nie tylko o to chodzi…