![]()
![]()
![]()

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2011).
Przełożył Jacek Godek. Tytuł oryginału Roddin.
Kolejna po dwóch wydanych książkach tego autora na naszym rynku, o których pisałam, czyli „W bagnie” i „Grobowa cisza” to „Głos”. Straciłam już nadzieję sięgając po książki tego autora, że będzie w nich jakikolwiek optymizm, ale nic na to nie poradzę, że podobają mi się te kryminały. Odnoszę wrażenie, że sam autor jest trochę „niszowy”? Nie odbieram go jako zbyt popularnego. Nie szkodzi, mnie pasuje. Mimo, że w swoich książkach też nie stwarza łatwego świata. Ale czy właściwie gdziekolwiek jest ten „łatwy” świat? Tu również poznajemy nie tylko samą intrygę kryminalną, ale głównego bohatera, prowadzącego wszystkie śledztwa komisarza Erlendura, jego przeszłość, która mu ogromnie ciąży, jego teraźniejszość, która również uwiera w postaci dzieci, które borykają się z własnymi wielkimi problemami. Nie wiemy nic, co przyniesie przyszłość Erlendura, podobnie jak on sam właściwie. W tej książce spotkamy trzech chłopców, których dzieciństwo zostało nagle przerwane i którym przeszłość ogromnie ciąży. I chociaż nie są równolatkami, wiemy jedno, dziecko jest niezywkle ufne, dorosły może łatwo to wykorzystać i stworzyć mu piekło na ziemi lub skrzywdzić w inny sposób, nie wyjaśniając pewnych spraw. Akcja książki rozgrywa się parę dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Kiedy to turyści odwiedzający spory hotel w Reykjaviku, wdziewają na siebie zakupione swetry z wełny islandzkich owiec i rozkoszują się w hotelowym barze rozgrzewającymi trunkami, w małym, nędznym pokoiku w podziemiu, zostaje znaleziony pracownik hotelu. Odwiecznie zdający się tam pełnić rolę portiera, ale również miejscowa „złota rączka” od wszystkiego. Zostaje znaleziony zamordowany. Przybyła na miejsce policja musi znaleźć sprawcę a przy tym dobrze było by widziane, gdyby hotelowi goście nie dowiedzieli się o sprawie, gdyż jak można się domyślić, taka antyreklama na pewno odstraszy potencjalnych gości hotelu. Ale nie jest łatwo znaleźć mordercę samotnego pracownika hotelu, który zdaje się być bardzo samotnym mężczyzną, jakby bez przeszłości, które całe swoje życie spędził właśnie w tym miejscu. Komisarz Erlendur, dość szybko dowiaduje się jednak, że w przeszłości zamordowanego portiera był jakiś jaśniejszy promyk, oto bowiem w dzieciństwie był on niezwykłego talentu gwiazdą i solistą śpiewakiem, który miał szansę się wybić. Do czasu, oczywiście.
„Głos” to taki wielogłos, który opowiada o różnych aspektach życia. O rodzicach, którzy potrafią narzucić własnemu dziecku jakieś swoje niezrealizowane marzenia, o rodzicach, którzy w obliczu tragedii, która dotyka rodzinę, nie potrafią stać się wsparciem dla własnych dzieci, o dzieciach, które nie potrafią mówić o własnym poniżeniu, słabościach, o złu, które je dotyka. O tym, jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa właśnie dzieciństwo i jak zapewnia nam ono kondycję na bycie dorosłym…Wnioski, do których prowadzą te głosy nie są zbyt optymistyczne, niestety.
Mimo to będę czekać na ciąg dalszy opowieści o komisarzu Erlendurze.
Moja ocena to 5 / 6.
