Mówiłam, że chciałam do Czech? No, chciałam. No i byłam;) 

Po tym jakże lakonicznym wstępie coś więcej. Pierwotnie w planach był Broumov. Bo Broumov naprawdę jest wart odwiedzenia, polecam osobom, które będąc w okolicach zastanawiać się będą nad jego odwiedzeniem. Jednak pod koniec pobytu pogoda zrobiła się bardzo już letnia i zwyczajnie nie chciało mi się jechać (mimo klimy w aucie) godzinę z kawałkiem w jedną stronę. Miałam ochotę spędzić ten „czeski” czas na jakimś bardziej lenistwie, niż ganianiu po niewątpliwie ciekawych zabytkach. 

No i udało się tak spędzić. Shalu podsunęła nam pomysł pojechania do Javornika. Dojeżdża się od strony Lądka Zdroju przez przejście graniczne w Lutyni i zaraz po przekroczeniu granicy polskiej wjeżdżamy na dobrą nawierzchniowo drogę, która najpierw wiedzie nas na Travną a potem do Javornika właśnie. Bezsprzecznie największym zabytkiem Javornika jest zamek-Janski Vrch, który to pełnił rolę letniej siedziby biskupów wrocławskich. Są w nim oczywiście oprócz ciekawych mebli, ceramiki, przedmiotów artystycznych, ciekawa kolekcja, a mianowicie jedna z największych (o ile nie największa, jeśli dobrze pamiętam) kolekcji fajek. Naprawdę niektóre z nich to istne cacka. 

Są dwie trasy zwiedzania, my trochę przypadkiem wybraliśmy tę krótszą, ale nie szkodzi, był czas na dobry obiad z piwkiem (od razu uprzedzam, tak,tylko ja piłam, bo P. kierowca a i nie jest wielbicielem piwa). Za wejście na Zamek można płacić w złotówkach, suwenirki czy pocztówki już trzeba opłacać w koronach, trochę szkoda, bo nie mieliśmy. 
O zamku można poczytać tu. 

Wspomniałam już o dobrym jedzeniu, które to zadowoliło moje podniebienie w restauracji Taverna, która jest nieopodal rynku (zresztą całe miasteczko naprawdę jest niewielkie).  Zrobiłam tam sobie prawdziwą ucztę dla podniebienia z obowiązkowym oczywiście smażonym serem. Pycha;)
A w ogóle, to okazało się, że znam zaskakująco sporo piosenek czeskich (hm, niektóre jeszcze z czasów Czechosłowacji:). Pamiętacie Holki z naszej szkolki?:) 


Dodaj komentarz