złoto…

…zawsze fascynowało i sprawiało, że powstawały kopalnie tego metalu. Co się dzieje obecnie z jego cenami, sami widzimy, co tylko potwierdza, że złoto wciąż trzyma się mocno. 

W Złotym Stoku można zwiedzić dawną kopalnię złota. Sama Kopalnia organizuje zarówno trasę „pieszą”, jak i spływy pontonami wśród korytarzy, jak się jednak można domyślić, na tę drugą atrakcję są największe kolejki. My akurat nie byliśmy na to chętni z góry, ale słyszałam przy kasie, że kiedy byliśmy tam około 11.00 to pierwsze wolne bilety na spływ można było nabyć na dopiero 16.00. Jednak domyślam się, że jest to wielka atrakcja dla dzieci i pewnie warto.

My zdecydowaliśmy się jak mówię, na jedynie poznawanie dawnej kopalni na własnych nogach. Jak we wszystkich tego typu miejscach warto zaopatrzyć się w jakieś cieplejsze ubranie wierzchnie. Nauczeni doświadczeniem kopalni soli w Hallstatt wzięliśmy ze sobą kurtki i długie spodnie i przyznam, że dobrze zrobiliśmy. Czuć jednak te siedem stopni. Do Kopalni Złota wchodzi się wejściem do jednej z dawnych sztolni, zwanej Gertrudą i tam odbywa z przewodnikiem część trasy, a potem wychodzi się i kolejny raz podchodzi w górę aby wejść do nowej sztolni, Czarną Górną. Podczas pierwszego wejścia można poznać miejscowego gnoma i wysłuchać ciekawostek, jak chociażby tego, jak mało złota tak naprawdę udaje się wydobyć z rudy, co oczywiście tłumaczy cenę kruszcu. Drugie wejście jest krótsze, ale według mnie ciekawsze, bowiem to podczas niego widzimy podziemne miejsce graniczne z Czechami, jak również wspaniałość, czyli podziemny wodospadzik, który robi wielkie wrażenie. No i to z tamtego miejsca na powierzchnię wyjeżdża się specjalnym tramwajem, kolejką…
O Kopalni Złota można poczytać tu.


W Kopalni zimą nocują nietoperze. W ogóle wiele miejsc położonych w tamtych rejonach jest zimowiskiem nietoperzy, jak chociażby Twierdza Kłodzka czy Jaskinia Niedźwiedzia, o której teraz napiszę.

Jaskinia Niedźwiedzia to miejsce niezwykłe i na pewno na skalę europejską. Odkryta zupełnie przypadkiem stała się miejscem chętnie zwiedzanym. Tu uwaga dla chcących zobaczyć to miejsce, polecam zawczasu dodzwonić się do kasy i zarezerwować sobie miejsce. Wejścia do Jaskini nie odbywają się każdego dnia, poza tym grupa liczy najwyżej ileś tam osób. Po prostu warto zadzwonić (chociaż w sezonie jest to podobno trudne, nam bilet rezerwowano z miejsca, w którym mieszkaliśmy) i mieć pewność, że w dniu, kiedy się zjawisz przy kasie i odbierzesz bilet będziesz mógł odwiedzić to niezwykłe miejsce. Acha i również uwaga, parkuje się na dole a potem do Jaskini albo dociera piechotą około pół godziny albo można skorzystać z podwózki meleksem.

A naprawdę warto je zobaczyć mimo, że oczywiście nie zwiedza się jej całej a udostępnioną jej część. I znów uwaga, polecam wziąć ze sobą coś naprawdę ciepłego. Ja czułam zimno i pogratulowałam sobie wzięcia ciepłych rzeczy.
A po co psuć sobie podziwianie stalaktytów, stalagmitów, stalagnatów i rozmaitych pięknych form naciekowych marznięciem? Początkowo sądzono podobno, że w Jaskini mógł stacjonować człowiek pierwotny, jednak poza szczątkami Niedźwiedzia Jaskiniowego i innych zwierząt plejstoceńskich na ślad człowieka pierwotnego tam nie natrafiono. A szczątki owego starego zwierza, jakim był wspomniany Niedźwiedź zobaczyć można podczas zwiedzania. Warto podczas zwiedzania uruchomić wyobraźnię, bowiem kształty form naciekowych są naprawdę niewiarygodne i co fajne, każdy może zobaczyć tam coś innego. 45 minut zwiedzania przebiega człowiekowi nie wiedzieć, kiedy. Strona Jaskini Niedźwiedziej tu.

Niedaleko są jeszcze dawne kopalnie Uranu, ale my się tam nie wybraliśmy.

Natomiast miejsce, które każdemu polecam to położone w Kletnie właśnie, niedaleko parkingu, na którym parkuje się przed wizytą w Jaskini, to Muzeum Ziemi Geologiczne. To tam oprócz wspaniałej kolekcji minerałów z całego świata można zobaczyć rozmaite skamieniałości, jak cztery gniazda dinozaura z jajami! Można tam też nabyć zarówno biżuterię z minerałami jak same minerały. Ja bardzo lubię takie miejsca, więc je polecam. Można o Muzeum poczytać tu.

 

Wejście Gertruda

 

Srebrna Góra…

…, która nazwę swą zawdzięcza dawnemu wydobywaniu srebra. Cała ta okolica obfitowała w metale i minerały, co często odzwierciedla się w nazwach miejscowości. 
Miejscowość malowniczo położona, podjeżdża się do niej drogą, spora część zabudowy ostała się mimo wojennej zawieruchy, w tym warto zwrócić uwagę na zabudowę w ścisłym „centrum”, gdzie zachowana została część dawnych koszar wojskowych.

Tamte ziemie również obfitują w twierdze wszelakie, jak widzę bo i ta kłodzka i ta w Srebrnej Górze właśnie. Rozumiem, że to uwarunkowania historyczne skłoniły do budowy takich a nie innych rozwiązań. Ja akurat nie jestem jakąś wielką miłośniczką takich budowli, ale P. chciał zobaczyć, to czemu by nie. Auto zostawia się na parkingu i znowu, podobnie, jak w przypadku Sanktuarium na Iglicznej, zdąża się piechotą w stronę Twierdzy. 
Nie zwiedza się całej Twierdzy, a tylko jego część, Donżon, kazamaty i można wejść na koronę Donżonu, z którego to miejsca rozciąga się bardzo malowniczy widok. Zwiedza się z przewodnikiem, panem z miejscowego stowarzyszenia miłośników Twierdzy. Panowie ze stowarzyszenia podchodzą poważnie do przedsięwzięcia, są ubrani w stroje z epoki, jak również na sam koniec mają dla nas niespodziankę, czyli wystrzał z repliki, ale jednak zabytkowego pistoletu. Muszę powiedzieć, że pan podczas naszej wizyty tamże i pokazu owego wystrzału pomógł nam dosłownie zrozumieć sens dwóch naszych powiedzonek, czyli do trzech razy sztuka i spalić na panewce. Za to na sam koniec, jak się jednak udało, jak huknęło, to ho ho!
Sama twierdza jest ciekawą budowlą, polecam poczytać materiały w internecie, ja polecam chociażby ten. 

My dotarliśmy do Twierdzy tuż przed burzą. Niesamowite, że całą burzę udało się przeczekać podczas zwiedzania, gdy wychodziliśmy na koronę Donżonu już praktycznie nie padało prawie.
Twierdza posiada jeszcze jeden atut, słodkiego oczywiście ciekawskiego mieszkańca tejże, który oczywiście musiał naszą grupę odprowadzić do makiety i nieco nas poobserwować, jest to bowiem czarna jak noc kotka, podobno Kazia, aczkolwiek według mnie Kazimiera brzmiało zdecydowanie lepiej.  

 

Donżon w Twierdzy Srebrna Góra