Bielice…

…chcesz znaleźć się na końcu świata? Gdzie żadna sieć nie ma zasięgu? Gdzie wydaje Ci się, że czas się zatrzymał? Nie nie, nie piorą tam w balii i nie jeżdżą końmi (to znaczy jeżdżą, ale używają tych mechanicznych), ale na pewno czas biegnie tam zdecydowanie wolniej niż w reszcie zagonionego świata. Takim miejscem są Bielice i szlaki za samą wsią już. Wiem, że teraz Melilla się uśmiechnie, bowiem tak, ja Bielice kojarzyć będę już zawsze z postacią Marka Hłaski, który tam przebywał i tamtejsze klimaty i doświadczenia przekazał w swojej powieści „Następny do raju”, którą jak wiemy zekranizowano pod tytułem „Baza ludzi umarłych”. Ponieważ był to chyba ulubiony polski autor mojego Ojca, patrzyłam na Bielice trochę Jego oczami. Do Bielic dojeżdża się autem a potem osoby znające się na znakach drogowych widzą, że jest zakaz wjazdu wszelkich pojazdów, zatem wyłazi się z auta i rusza na własnych nogach piechotą na wspaniały spacer po okolicach, które wszak położone są w obszarze Śnieżnickiego Parku Krajobrazowego.
Bielice owiane są legendami o podobno mających pozostać tu na wieki skarbach niemieckich pochodzących oczywiście z okresu IIWŚ, niemniej jednak ja w skarby wierzę średnio (chociaż kto wie, kto wie, co się tam działo i co się ukrywało podczas ucieczek…) , jednak według mnie ich największym atutem jest właśnie krajobraz, niezwykle piękne widoki, powietrze, które pachnie w jakiś niezwykły sposób. To kolejne miejsce, które polecam na spacery, najlepiej oczywiście, kiedy nie trafi się jak my na intensywne w całym regionie ścinki drzew…
Z Bielicami kojarzy się jeszcze dwie osoby, Michała Klahra, wspomnianego już przeze mnie przy okazji Kolumny na Rynku w Lądku Zdroju, który urodził się tam i niezwykłego Księdza, o którym doczytałam kiedyś u Melilli a którego postać jest według mnie niezwykła i warta pokazania, że są księża, którzy faktycznie czynią swą powinność uczciwie i z powołaniem, są nastawieni na drugiego człowieka. Możecie o Księdzu „Kruszynce” przeczytać tu. 

 

Bielice

nieopodal Międzygórza…

…pielgrzymi mogą odbyć wyprawę do Sanktuarium Matki Boskiej Śnieżnej, Przyczyny Naszej Radości. Jest tam przywieziona w połowie osiemnastego wieku kopia figurki Matki Boskiej z Mariazell, której kult ma tam miejsce. W roku 1983 Papież Jan Paweł II dokonał podczas Mszy we Wrocławiu koronacji tej cudownej figurki. To kolejne miejsce, które z tego co się zorientowałam nawiedzają między innymi bezdzietne kobiety z nadzieją na wyproszenie łask potomstwa…
Do samego Kościółka jest wejście zapewne w czasie Mszy Świętej, my więc popatrzyliśmy jedynie spoza krat na ową figurkę. Zdjęć robić nie można, ale można nabyć kartki w sklepiku z rozmaitościami obok. Można podziwiać za drobną opłatą ruchomą szopkę i interesującą wystawę związaną z samym miejscem i ogólnie kultem Marii na Ziemi Śląskiej…Uwaga dla chcących się tam wybrać. Uprzedzam, że nie podjeżdża się pod samo Sanktuarium, a zostawia auto na dole i jakieś dwa z kawałkiem kilometry podchodzi pod górę drogą w lesie. Więcej o samym miejscu tu.

Międzygórze w mojej prywatnej ocenie to jedno z najładniejszych miejsc w tamtym rejonie. Posiada niezwykłą aurę alpejskiej wioski z jego alpejską właśnie architekturą drewnianą domostw i pensjonatów. Bardzo ładne miasteczko, w którym również pozostało do dnia dzisiejszego trochę starej zabudowy. 
Jak mniemam większość jednak je odwiedzających trafia tam za sprawą Wodospadu Wilczki, który można podziwiać. Możecie poczytać o nim w Wikipedii o tutaj.

Wodospad robi imponujące wrażenie a podziwianie go polecam w dzień słoneczny, kiedy to jest naprawdę niezwykłe widowisko. Bardzo lubię takie cuda natury…

Wodospad w Międzygórzu

 

Czarna Góra…

…polecam zajrzeć na stronę www.czarnagora.pl

W okresie letnim działa jeden wyciąg, co 45 minut. Warto wiedzieć, że bilety nabywa się w karczmie nieco powyżej wejścia na wyciąg, co na pewno trochę czasu zajmuje, więc warto to uwzględnić jak się chce zdążyć „na styk”. Wjeżdżając na Czarną Górę ma się wiele możliwości wędrowania szlakami, zarówno docierając pod Śnieżnik i zdobywając go, jak również można pokręcić się na górze i zjechać w dół, jak też zejść w dół, co zajmuje nie tak wiele czasu. Szlaki są oznaczone zarówno pod samą Czarną Górą, skąd można o ile się nie mylę, ruszyć nawet na Międzygórze. To już dla bardziej zaawansowanych wędrowców. Widoki w każdym razie gdzie się człowiek nie ruszy, jak w reklamie, czyli bezcenne. Naprawdę można oko napaść zarówno widokami, jak i można się zrealizować fotograficznie. No i poprawić kondycję. 

Po drodze na Przełęcz Puchaczówka można napotkać owce, które co wieczór wędrują w dół z gór, gdzie są wypasane, aby zdążyć na nocleg do Bacówki. Bacówka oferuje oscypki. Tak, oscypki, albowiem owce te przyjeżdżają na wypas z Podhala, aż spod Gubałówki. Obecnie oscypki mają już mało owczego mleka, jednak jest przewaga krowiego, to nie wiosna, ale jak ktoś dotrze tam wiosną, to na pewno naje się ich z przewagą mleka owczego. Owce obecnie były golasami albowiem dopadł je owczy fryzjer, ale myślę, że przed zimą pokryją się ciepłą wełną i nie podziębią się. Dobrze, że pogoda była świetna to myślę, że się nie pochorują.

Okolice południowo-zachodniej Polski, jak wiemy obfituje w Zdroje. Dawne „wody”, do których jeździło się podreperować zdrowie.  „Wody” zmieniły nazwę na zdroje, a poza tym nic się nie zmieniło, dalej jeżdżą tam ludzie aby nabrać sił i zażyć leczniczych wód. Trzeba przyznać, że sporo ludzi z małymi dziećmi wybiera taki pomysł wypoczynku połączony ze zdrowym stylem życia. My byliśmy w dwóch zdrojach, Dusznikach i Lądku Zdroju. 
Lądek Zdrój znowu dzieli się na dwie części, miejską ze Starówką (szkoda, że nie wszystkie kamieniczki odnowione, trochę jest dysonans) z pręgieżem, kolumną autorstwa słynnego w okolicy Michałą Klahra Starszego (z klanu rzeźbiarskiego Klahrów) i częścią uzdrowiskową ze słynnym chyba na całą Polskę domem zdrojowym Wojciech.
Nieopodal Wojciecha jest przyjemna kawiarnia w stylu wiedeńskim, w której raczyliśmy się słodyczami i niezłą kawą (podobno, mnie od czasów ciąży do kawy ciągnąć przestało, więc zdanie opieram jedynie na opinii P.). 

Będąc w Lądku nie sposób nie odwiedzić Arboretum. Bardzo polecam to miejsce jako cel relaksującego spokojnego spaceru wśród oszałamiająco pięknego drzewostanu. Domyślam się, że wiosną jest tam najpiękniej ale i teraz było bardzo miło. No i tam spotkaliśmy sąsiada z Kabat;). 

okolice Czarnej Góry

 

 

wybór bazy…

…na wyprawę to podstawa. My chcieliśmy zatrzymać się nieopodal Kłodzka, wszak zwiedzać mieliśmy Ziemię Kłodzką, jednak nie w samym mieście bo chcieliśmy mieć spokój i ciszę. Niezłym miejscem okazało się Stronie Śląskie. Sądzę, że mało kto wie, jak bardzo aktywnie można spędzać tam czas. Ręka w górę, kto wie, że jest tam wyciąg na Czarną Górę i możliwość uprawiania narciarstwa zimą? No, może fani nart znają ten adres, dla mnie to była nowość, ale muszę przyznać, że faktycznie sądzę, że ci, którzy niekoniecznie marzą o wyprawie do megapopularnych ośrodków narciarskich , śmiało mogą wybrać Stronie. Chociaż uprzedzam, chociaż strona narciarska wygląda na przyzwoicie przygotowaną, to na przykład pod kątem gastronomii jest tam skromnie. My jedliśmy w jednej z restauracji nieopodal stoku (celowo już nie podam nazwy, coby nie reklamować, i tak nie mają zbyt wiele konkurencji, co jak wiemy, wcale nie jest takie dobre). Coś tam jeszcze bliżej stoku widziałam, więc nie to, że nic, ale moim zdaniem mogło by być więcej.
Stronie dzieli się na dwie części, my zatrzymaliśmy się w miejskiej, która niestety, mówiąc wprost , średnio jest urodziwa. Ale niektórzy uprzedzali. Kierowaliśmy się konkretnym miejscem zatrzymania, a więc nieco „skazani” na tę część byliśmy. Stronie Wieś, w której mieści się większość pensjonatów dla kontrastu jest bardzo ładna i taka już właśnie górska. Samo miasto oferuje atrakcje nie tylko zimą, ale posiada zarówno ośrodek sportowy, basen, jak również z tego, co się orientuję, stadion. Jest na pewno wiele możliwości spędzenia czasu, jednak sądzę, że na pewno na stacjonowanie poleciłabym teraz część wiejską. 

Stronie Śląskie posiada swoje zabytki, jak Kościół parafialny ukończony w latach 30stych osiemnastego wieku czy była Kaplica protestancka. Dawniej miejscowość posiadała też Hutę Szkłą, która stanowiła miejsce pracy dla bardzo wielu mieszkańców samej miejscowości jak i okolic. Z niewiadomych dla mnie przyczyn huta nie przetrwała, w sklepie można teraz nabyć produkty nie wykonywane w niej za to tamże wciąż zdobione. Jednak nie rozumiem, jak to możliwe, że całkiem zdaje się odnoszący spore sukcesy zakład po prostu upadł. Sami nabyliśmy w nim szkło po banalnie niskiej cenie (obecnie jest tam naprawdę spora obniżka cen produktów) i chociaż w ludziach z naszego pokolenia „szkło kryształowe” budzi skojarzenia raczej z meblościanką czy wiozącym na Węgry prezent z kryształu inżynierem Karwowskim, muszę powiedzieć jedno, niektóre z produktów Huty Szkła Violetta są naprawdę bardzo ładne.

Do Kłodzka trafiliśmy niestety w bardzo gorącym dla miasta okresie, odbywały się tam dni miasta, o których wcześniej nie wiedzieliśmy, inscenizacje bitw z występami ludzi poprzebieranych w stroje z epoki napoleońskiej i szczerze mówiąc, wyprawa w tłum bardziej nas wymęczyła niż się podobała. Zwiedziliśmy więc tam tylko Twierdzę Kłodzką a i to nieco znużeni. Rzuciliśmy też okiem na Stare Miasto i średniowieczny most i wróciliśmy do nas. Mieliśmy raz jeszcze wybrać się do Kłodzka, jednak muszę przyznać, że jakoś to w końcu rozmyło się.