…7 lat stuknęło dziś temu blogowi (oby nie jak w Misiu, temu blogu oczko wyleciało).
Nie wiem właściwie, to napisać, datę odnotowuję z kronikarskiego obowiązku. Nastroju do świętowania nie mam, ale zawsze tam na spragnionych czeka a to poczęstunek a to napiwek. Nie wiem, ilu wiernych czytaczy teraz tu przebywa, chyba tych z samego początku brak, jak to w życiu, o czym ostatnio pisałam, są znajomości, relacje, które dotyczą tylko fragmentu naszego życia, to fakt oczywisty i tyle.
Gdybym na początku blogowania wiedziała, ale nie, dobrze, że właśnie nie zna się przyszłości.
Dziękuję wiernym czytelniikom za odwiedziny.
„Siła perswazji”. Lee Child.

Wydana w Wydanictwie Albatros. A. Kuryłowicz. Warszawa (2011).
Z angielskiego przełożyła Paulina Braiter. Tytuł oryginalny Persuader.
Kolejna część przygód nieustraszonego Jacka Reachera, serduszka na dłoni, który nie zapomina nigdy tych, którzy skrzywdzą kogoś jemu bliskiego. Nie zapominać i działać, oto motto Reachera. Który skutecznie rozprawia się z tymi, którzy w przeszłości nadepnęli mu na odcisk.
Tym razem Jack Reacher wybiera się do pewnego baru w dzielnicy Bostonu. Zamiar napicia się niezłego drinka psuje jednak jedno nieprzyjemne wydarzenie. Oto Reacher staje oko w oko z pewnym wyjątkowo niefajnym facetem, który według wszystkich znaków na ziemi i niebie powinien zginąć dziesięć lat temu. Z czyich rąk? Można się tego oczywiście domyślić.
Nie będzie wróg płuł Jackowi w twarz.
Wcześniej jednak Jack Reacher ratuje z poważnych opresji pewnego młodego człowieka. Podczas tej akcji jednak następuje coś nieprzewidzianego a mianowicie okazuje się, że Reacher postrzelił śmiertelnie policjanta. O tym, że te dwa wydarzenia łączą się ze sobą dowiadujemy się bardzo szybko a dalej jest jeszcze ciekawiej i oczywiście, jak to u Lee Childa, akcja dzieje się szybko, z pomysłem, ze zwrotami akcji.
Muszę przyznać, że do książki podchodziłam dwa razy, z oczywistych powodów. Już się bałam, że długo jej nie przeczytam, tym bardziej, że zdecydowanie wolę, jak narracja nie dzieje się w przypadku Reachera w osobie pierwszej, no, nie pasuje mi i tyle, ale jak zaskoczyłam (jak ci górale budujący chałupy) to poszło szybciej niż myślałam i oczywiście nie mogłam się od niej oderwać.
Moja ocena 6 / 6.
co robi prawdziwa kobieta?
…czyli dobra rada na domowe problemy i zmartwienia w mistrzowskim wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej i Anny Seniuk.
