„Tam, gdzie urodził się Orfeusz”. Ałbena Grabowska-Grzyb.

Bulgaria

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2011).

W ciągu paru dni odbyłam niezwykłą podróż. Podróż literacką a jednak z pomocą własnej wyobraźni i świetnych opisów autorki książki, podróż wręcz niemal realną. Dokąd odbyła się podróż? Do kraju, który kiedyś był dość popularny w Polsce a teraz chyba stał się nieco zapomniany (a może się mylę?), a mianowicie do Bułgarii. O Bułgarii nasłuchałam się swego czasu mnóstwo zachwytów od mojej Mamy, która jeździła tam, co prawda nie na wakacje, ale do pracy, niemniej jednak kraj zdążył ją zauroczyć.
Muszę przyznać, że po lekturze książki "Tam, gdzie urodził się Orfeusz" i ja nabrałam ochoty na wyjazd tam i to jak najszybciej. Niekoniecznie nad morze, chociaż na pewno miło by było pokąpać się w ciepłej wodzie, ale tam, gdzie bywała autorka książki, mająca mamę Bułgarkę, która założyła w Polsce rodzinę. A mianowicie jeździła ona rok w rok na wakacje do babci,w Góry Rodopy.

Opowieść autorki to coś, co odróżnia się od tak popularnego ostatnio nurtu książek opisujących zycie w innych krajach. Odróżnia się po pierwsze samym faktem, że autorka nie opisuje przeniesienia się tamże i rozpoczęcia nowego życia ale, co najważniejsze, jest ona nie przesiedleńcem w nowym miejscu a właściwie pozostaje wciąż kimś "stamtąd". Nieważne, że nie urodziła się w Bułgarii a w Polsce. Jej bułgarska rodzina tam wciąż zamieszkuje, sama ona zna język bułgarski, posługuje się też biegle lokalnym dialektem. jest wdrożona w tamtejsze obyczaje, zwyczaje, kulturowość. żyjąc w Polsce wciąż pozostaje członkiem społeczności, tym bardziej, że teraz już z własnymi dziećmi i mężem wciąż na wakacje trafia do rodzinnej miejscowości mamy i babci, gdzie jest dom rodzinny, którego połowa do niej teraz należy.
Książka ta stanowi opowieść o życiu w wiosce górskiej w Rodopach. O historii regionu, o tym, jakie ludy zamieszkiwały tamte tereny, także jest to niezwykle barwna opowieść o obyczajach, od narodzin, kulturze, o przesądach i o wszystkim tym, czym tam się żyje. Jest też poszukiwanie grobu Orfeusza, bowiem według pewnych przekazów tam właśnie podobno się on może znajdować.
Ja osobiście uwielbiam takie opowieści, niezwykle mnie one interesują, a autorka, co ciekawe, nie mająca literackiego wykształcenia a będąca specjalistą nauk medycznych, ma dar do opowieści interesujących i barwnego nie przynudzającego języka. Czułam się właściwie, jakbym miała znajomą, która zaprosiła mnie na jakieś smaczne danie i wyborne bułgarskie wino i opowiada, opowiada, opowiada o tym, jak się żyje w kraju jej przodków, w wiosce, skąd pochodzi jej rodzina.
Właściwie to książka mogła się nie kończyć, chętnie poznałabym jeszcze więcej informacji na temat zarówno okolic jak i samych ludzi.
Moje zdumienie było dość duże, gdy czytając odkrywałam, jak wiele obyczajów jest podobnych do tych, które obowiązują nawet teraz w Grecji. Oczywiście, ktoś powie, przecież Bułgaria graniczy z Grecją, to tak naprawdę bliskie sąsiedztwo. A jednak sądzę, że nie wszystkie bałkańskie kraje mają aż tak dużo wspólnego a tu te styczne odkrywałam i to było dla mnie ciekawe. Ot chociażby zwyczaj nadawania dzieciom imion dziadków. Gra "dama" kojarzyła mi się z grą w tryktraka, tak popularną w Grecji (chociaż tu mogę się mylić, musiałabym dowiedzieć się szczegółowo). No i obyczaj owych dziadków, którzy niemal od rana do wieczora przesiadują w jakimś głównym miejscu wioski, gdzie spędzają dzień na leniwych pogawędkach, czytaniu gazet, popijaniu rakii.
Co kojarzyło mi się jeszcze z Grecją, to owe górskie kaplice, które w Grecji są mini  wersją większych budowli, a w Bułgarii nazywają się konkretnie "paraklisy", często ongiś fundowane po jakimś śnie fundatora, w którym nakazano mu ufundować kościół w danym miejscu.
Książka zachęciła mnie jednak do pojechania nie tylko poprzez ciekawą opowieść o ludziach żyjących tam i ich zwyczajach ale również ogromnie zaciekawiły mnie same Rodopy, ich zabytki, jak również same formacje skalne, górskie, jaskinie, wodospady, czyli ogólnie mówiąc miejsca,  które zdają się być niezwykle interesujące i warte odwiedzenia.
Czego mi zabrakło to jakiegoś konkretniejszego zakończenia samej opowieści. Obecnie wygląda to tak, jakby autorka urwała dość nagle swoją relację. Ja jednak oczekiwałam czegoś, co zamknie opowieść czy to bez zapowiedzi następnych opowieści czy to może właśnie z zapowiedzeniem kiedyś tam kontynuacji.
Natomiast miłośnikom kuchni bałkańskiej polecam zajrzenie na koniec książki, gdzie znajdują się przepisy kulinarne, które jak myślę, pasjonaci gotowania chętni będą wykorzystać i wypróbować.
Ogólnie powiem, że jestem wręcz zachwycona tą książką i cieszę się, cieszę ogromnie, że zdecydowałam się na jej kupno i przeczytanie.
Polecam ogromnie.
Moja ocena to 5.5 / 6.