…czyli Ameryka Łacińska. Obszar, który mnie kusi i który przyciąga. Cóż, na razie na pewno go nie odwiedzę, ale od czego są filmy podróżnicze, zdjęcia czy pocztówki? Takie dwie dotarły do mnie wczoraj od Malej_mi po zdaje się długim telepaniu się na pocztach (te, to dopiero pozwiedzały świata).
Na kartce z Argentyny widoki z Buenos Aires, o takie.
Na tej z Peru zdjęcie sprzedającej wyroby własne Indianki, która właśnie coś tam znowu tka, aby wystawić na sprzedaż. Dookoła niej złożone schludnie bele materiałów w tych najpiękniejszych, żywych kolorach, jakie są tak typowe dla tamtych tkanin wywodzących się z lokalnego wzornictwa artystycznego. Czy wspominałam, że uwielbiam te żywe kolory? Nie cierpię szarości, czerni, mimo, że mam kilka sukienek wieczorowych czarnych właśnie na zasadzie "małej czarnej", ale tak na co dzień uwielbiam kolorystykę żywą, radosną, optymistyczną, pobudzającą do życia i takie są właśnie kolory tkanin z tamtych okolic świata. Marzę o takim kolorowym ponczo a przynajmniej o czapce;)
Dotarła do mnie też kartka od Spacerka, ze zdjęciem z mojego ulubionego miasta, jakim jest Gdańsk. Na kartce Dwór Artusa i co wiadome, pomnik Neptuna.
Za pamięć bardzo Wam dziękuję.
