„Zimne wybrzeża”. Szczepan Twardoch.

Wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim. Wrocław (2009).

I kolejna książka "podebrana" z tych, które nabył P. do własnej lektury. Ku mojemu zdziwieniu, mimo, że to sensacja wciągnęła mnie jak rzadko.
Uwielbiam w książkach czy to kryminałach czy właśnie sensacji jeden element. Otóż jest jakieś zamknięte, odosobnione miejsce gdzieś w świecie, grupa paru konkretnych osób, co do których każda zdaje się być z czasem kimś zupełnie, zupełnie innym niż ta, za którą mieliśmy ją na początku. I wydarzenie, które stawia na głowie życie danej małej społeczności lub poważnie je zaburza.
W książce Twardocha mamy do czynienia z późnymi latami pięćdziesiątymi XX wieku i początkiem bazy polskiej, a konkretnie Polskiej Stacji Polarnej na Spitsbergenie.
Spitsbergen tamtych lat zamieszkały był przez trzy nacje. Norwegów, którzy nim zarządzali, Rosjan, którzy zajmowali się tam górnictwem i Polaków, którzy na mocy Traktatu Spitsbergeńskiego założyli tam swoją stację badawczą.
Oto więc książka zaczyna się w momencie, kiedy przybywa tam człowiek z paszportem brytyjskim, którego ani tożsamość ani narodowość nie jest do końca jasna. Przed zarządzającym terytorium gubernatorem jak również przed wszystkimi mieszkańcami wyspy występuje on jako naukowiec. Pracuje nad konkretnymi zagadnieniami, szybko jednak zostaje powierzone mu zupełnie inne zadanie, ma on bowiem wyjaśnić sprawę tajemniczego zaginięcia jednego z członków załogi Polskiej Stacji Polarnej.
Jak pisałam, nikt tu nie jest tym, za kogo jest brany, każdy ma tu jakieś tajemnice skrywane przed innymi, każdy ma uwierającą go przeszłość, która złą czkawką odbija się w teraźniejszości. I wpływa na rozwój wydarzeń.

Muszę powiedzieć, że sama książka oprócz mnie akurat ciekawiącej intrygi, która chociaż skomplikowana, wyjaśnia się na końcu zainteresowała mnie jeszcze pod innym kątem. A mianowicie zaciekawiła mnie sama tematyka Svalbardu i Spitsbergenu z jej wciąż działającą Polską Stacją Badawczą. Która ma nawet swoją stronę, oto ona.

To wydaje się być temat niezwykle ciekawy, być może dla niektórych zdawać się nudny, bo cóż może być do roboty na kawale lodu a jednak nie jest to takie oczywiste, mnie intryguje, w jaki sposób ta ziemia wciąż przyciąga do siebie ludzi, którzy zgadzają się żyć na niej w ciężkich przecież warunkach (mimo, że i tak współczesna technika czyni to życie o wiele, wiele łatwiejszym). Przyciąga i sprawia, że wielu z mogących tam pracować powraca na nią jakby przyciągała ich jakimś niewidocznym magnesem.

Moja ocena 5 / 6.