„Sztylet wenecki”. Jacek Joachim.

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2009).

No, proszę. Nie sięgnęłabym, gdyby nie fakt, że książkę tę nabył sobie do czytania P. Przekonana, że to będzie jakaś sensacja nawet nie zainteresowałam się książką, gdyby nie fakt, że zaczęłam poszukiwać czegoś z kryminałów na własnej półce i wtedy P. podpowiedział mi tę właśnie książkę. I tak oto udało mi się przeczytać ją przed nim.
Znak wznowił wydawane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych kryminały piszącego pod pseudonimem Jacek Joachim (stanowiącym również dane osobowe zajmującego się śledztwami milicjanta z książek autora) Zbigniewa Kubikowskiego. Do tej pory z autorów kryminalnych z tamtych czasów znałam właściwie jedynie Joe Alexa, który to również był pseudonimem literackim. Widać, jak niegdyś traktowano ten gatunek literacki w Polsce, chyba z niechęcią a w najlepszym przypadku z przymrużeniem oka, skoro tak chętnie korzystano z pseudonimów literackich. Niesłusznie.
Obaj bowiem przywołani przeze mnie autorzy popełnili coś bardzo ciekawego i spełniającego warunki dobrego kryminału.
Ja cykl o Jacku Joachimie zaczęłam od książki przedostatniej, ale nie ukrywam, że nabrałam apetytu na zapoznanie się z jego wcześniejszymi książkami.
W "Sztylecie weneckim" jest atmosfera nieco zbliżona do tak lubianych przeze mnie kryminałów Agathy Christie, czyli jest rozpalone słońcem lato, które zdaje się mieszać w głowach, jest grono osób, które w większości się znają. Jest willa, w której całe to towarzystwo mieszka i pierwszy trup. Trup profesora historii, który ongiś nauczał Jacka Joachima. Joachim skręcił z drogi pasjonowania się historią w stronę milicji i śledztw, jednak na prośbę pewnych osób a i odpowiadając na własne chęci przybywa do willi profesora aby odkryć, kto i dlaczego zabił starszego pana. Czy powodem mogły być jakieś prace historyczne, którymi zajmował się jego dawny mentor czy też może w grę wchodziły jakieś sprawy osobiste? Tego Jacek Joachim będzie musiał się dowiedzieć.
Moja ocena tej książki to 5 / 6.