„Książę Mgły”. Carlos Ruiz Zafon.

Wydana w Wydawnictwie MUZA SA. Warszawa (2010).
Przekład Katarzyna Okrasko. Carlos Marrodan Casas.
Tytuł oryginalny El Principe de la Niebla.

To pierwsza, debiutancka powieść tak lubianego przeze mnie Carlosa Ruiza Zafona, która na polskim rynku ukazuje się sporo lat po pierwszej książce, jaka się ukazała, czyli "Cieniu wiatru". I muszę powiedzieć, że ten jego debiut zdecydowanie mi się podobał.
Sądzę, że książki Zafona adresowane są do ludzi, którzy lubią pewną magię opowieści, niekoniecznie logiczność i jasność odpowiedzi na pytania, raczej niedopowiedzenia, tajemnicę, często nawet mroczność, która unosi się nad historią podawaną nam w książce. Pewnie nie każdemu to pasuje, mnie tak, dlatego wiedziałam, że chętnie po tę książkę sięgnę i się nie zawiodę i tak właśnie było. Nie zawiodłam się.

Akcja książki nie dzieje się, do czego przyzwyczaiły nas chronologicznie wydane po niej książki w Barcelonie (nie ukrywam, wolę kiedy akcja ma miejsce właśnie w tym katalońskim mieście), a na wybrzeżu Anglii, gdzie pewna londyńska rodzina w czasie wojny wynosi się po tym, jak ojciec rodziny stwierdza, że tak będzie dla nich bezpieczniej.
Dom, w którym przyjdzie im zamieszkać obarczony jest pewną, niekoniecznie, jak się okazuje w czasie, optymistyczną historią.
Po przeprowadzce dzieci, dorastająca Alicja, Max i najmłodsza Irina początkowo nieufnie podchodzące do pomysłu przeprowadzki, zaczynają się powoli aklimatyzować mimo dziwnych wydarzeń jakie mają miejsce w nowym miejscu. Max i Alicja poznają młodego chłopaka, którego dziadek jest latarnikiem na wybrzeżu. Roland, młody znajomy, opowiada im o zatonięciu pewnego statku a dziadek chłopaka o tajemniczej postaci, która niby to zaginęła przed laty a której ponury cień wciąż jednak unosi się nad tym miejscem i ma wpływ na życie innych. O tym jak wielki, dowiedzą się sami i to bardzo szybko.

Mnie się podobała ta opowieść, mimo, że nie działa się w Barcelonie. Moja ocena to 5 / 6.