„Raj tuż za rogiem”. Mario Vargas Llosa.

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2010).
Przekład Danuta Rycerz.
Tytuł oryginału El paraiso en la otra esquina.

Tytuł zaczerpnięty z dziecięcej zabawy doskonały i w odniesieniu do treści książki i do ironii, z jaką czasem traktuje nas życie.
Och, wspaniała lektura. Na coś takiego właśnie czekam najbardziej sięgając po książkę. Pamiętam, że po ogłoszeniu tegorocznej Nagrody Nobla dla Llosy bodajże Piotr Kofta w "Dzienniku" napisał bardzo ciekawy komentarz do tej nagrody, w którym to komentarzu, o ile dobrze pamiętam, podkreślał szczególnie fakt, że wreszcie została nagrodzona powieść, dobra powieść. I ja się z jego tezą jak najbardziej zgadzam. Bo Llosa to mistrz powieści. Opowieści. Jak słusznie zauważyła z kolei Tani, w jego książkach nie ma tak lubianego przez czytelników (na przykład mnie) realizmu magicznego widzianego na przykład w prozie Marqueza. (Swoją drogą dopiero dziś doczytałam się o tym, że Llosa swego czasu wymierzył Marquezowi siarczysty policzek, ciekawe, o co im poszło?:).
A mimo to jest to powieść z krwi i kości bo tylko tak można określić nakreślone piórem autora postaci. Żywe, prawdziwe, wiarygodne, możliwe do zaistnienia. Z ich zaletami i wadami, śmiesznostkami i tym, co nas w nich zachwyca. Oddane sobie, innym, idei, talentowi, pasji…W przypadku
"Raju tuż za rogiem" jak najbardziej realne, bo faktycznie obie istniejące, a mianowicie Flora Tristan i Paul Gauguin. Spokrewnieni, co wiedzą niektórzy jako, że artysta był wnukiem słynnej rewolucjonistki i jednej z pierwszych feministek.
W przeplatających się rozdziałach Llosa zajmuje się na przemian snuciem opowieści o losach Flory i Gauguina. I chociaż ich losy w żaden sposób się nie przetną, ba, postaci te zdają się stanowić dwa odrębne byty, to nic bardziej mylnego. Obie bowiem nacechowane są jednym, pasją, pasją, którą rozwijają i która na dłuższą metę spala ich do cna. Czy można dziedziczyć nie tylko cechy fizyczne ale i na przykład skłonność do melancholii, czy porywczości? Czy można dziedziczyć na przykład nieszczęśliwe życie? Malarz, który to malarzem stał się jak nawet na lata, w których żył, późno, zdaje się dziedziczyć swoje nieszczęście po babce. Owszem, teoretycznie zdaje się wiedzieć, czego chce, ale jest on postacią tragiczną, uwięzioną w konwenanse. Flora postacią tragiczną zdaje się być również, ale to postać Gauguina w tym duecie zdaje się mnie samej być bardziej tragiczną i tkniętą niemożnością zrealizowania swego życia tak, jak by chciał.
Miałam kiedyś możliwość zgłębić sztukę Gauguina pisząc pewien referat, stąd może jakaś taka moja osobista sympatia do tej postaci, z którą się ani nie utożsamiam, ani nie jest mi jakoś mentalnie bliska a jednak jego obrazy w jakiś niezwykły sposób do mnie przemawiają. I jednak coś chwyta za serce, kiedy poznaje się losy kogoś, kto odkrył swoje powołanie za późno. I niby to je realizując, oddając się swojej pasji, w jakiś sposób jednak przegrywa. Jednak czy aby na pewno? Co prawda jego życie rodzinne i uczuciowe legło w gruzach, ale zostały przecież po nim wspaniałe dzieła sztuki, które do mnie zawsze przemawiały w jakiś niezwykły sposób.
Llosa w cudowny sposób oddał w swojej prozie to rozedrganie malarza, dzikość, wahania nastrojów, nierówność stanów psychicznych, z pewnością spowodowane nie tylko charakterem ale i chorobą, z którą przyszło mu walczyć.
W świetny też sposób Llosa odkrył na nowo obie postaci, zarówno socjalistki Flory Tristan jak i samego Gauguina. To nie kolejne, nawet dobrze napisane biografie, to raczej świetne studium poszukiwania przez obie te postaci tytułowego raju, który przez całe ich życie zdawał się być nieosiągalny, właśnie tuż za rogiem. Raju, którego chyba obojgu niestety, nie udało się osiągnąć, ale czy na pewno?
Poszukującym kawałka wspaniałej prozy, od której trudno jest się oderwać polecam z czystym sumieniem.

Moja ocena to 5.5 / 6.