„Lekka komedia”. Eduardo Mendoza.

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2010).
Przełożyła Zofia Wasitowa.
Tytuł oryginału Una comedia ligera.

Tak się na nią nastawiłam, tak się wyczekałam i…zawód na pełnej linii.
Ci, którzy czytają mój blog dłużej pamiętają, że prozę Mendozy uwielbiam. Właściwie, to większość tego, co czytałam jego autorstwa podobało mi się ogromnie. Uwielbiam go za poczucie humoru, ironię, za pomysłowość. Ostatnio chociażby zachwycałam się jego "Brakiem wiadomości od Gurba". Tak więc "Lekka komedia" nęciła mnie, spodziewałam się czegoś, od czego nie będę się mogła oderwać a tu niestety, zaskoczenie na minus. A nawet lekko się wynudziłam. Złapałam się na myślach, że jak dla mnie książka śmiało mogła by zmniejszyć swoją objętość o połowę i nic by nie straciła. Niestety, jak dla mnie, jest ona po prostu zbyt przegadana i to co zabawne i śmieszne na stu stronach niekoniecznie takim jest na ponad czterystu.

"Lekka komedia" to opowieść o autorze sztuk komediowych, który nazywa się Carlos Prullas. Żyje on w Barcelonie, mieście tak ulubionym przez Mendozę, które to miasto w jego prozie zawsze zdaje się być innym niż to przedstawiane nam w kolorowych przewodnikach zachęcających do odwiedzin katalońskiego miasta. Barcelona Mendozy pełna jest starych, zrujnowanych kamienic, przepychu i bogactwa skontrastowanego ze skrajną nędzą, bogaczy spędzających czas na nicnierobieniu i harujących na nich biedaków a nadto to miasto wprost stworzone dla konsumpcji.
Prullasa poznajemy kiedy najgorętszym letnim okresie dogląda prób swojej najnowszej komedii. Rodzina zostaje wysłana na zasłużony odpoczynek do domu letniego a nasz bohater to dogląda prób, to spotyka się ze śmietanką towarzyską, to znowuż wdaje się w nie do końca przemyślane znajomości, które zaowocują w przyszłości nie tyle komedią co raczej dramatem. Będziemy bowiem mieli do czynienia z wątkiem kryminalnym.
Niestety, mimo całkiem dobrego pomysłu, jak dla mnie sama książka nie wciąga, nie porywa w ten tak charakterystyczny dla Mendozy świat jego prozy. Jak już wspomniałam, dla mnie była ona zbyt przegadana i ja sama uważam ją za najsłabszą z dotąd przeczytanych przeze mnie książek tego autora.
Być może jednak Wam spodoba się bardziej, niż mnie. Czego życzę.

Moja ocena to 3.5 / 6.