takie tam…

…o ludziach i w ogóle wynurzenia na piątkowe przedpołudnie (jeszcze).
Ostatnio zdałam sobie sprawę, wiem, truistycznie to brzmi, jak jednak wielka moc jest rozmów z kimś bliskim. Jak wiele to może dać. Te babskie rozmowy, zwierzenia, sprawy, których nie powierza się każdemu. Ja w ogóle trudno się z wiekiem odsłaniam, i tak naprawdę niewielu osobom, tylko takim, które są mi naprawdę "zaufane", o których wiem, że nie kłapią dziobem na prawo i lewo. Takie, które jak to się mówi, jak coś powiesz, to studnia, wpadło i nie wypadnie.
Zdarzyło mi się coś niesamowitego. Przeszło rok temu ktoś mnie zranił. Przeżyłam to wtedy strasznie. Ta osoba nie wiedziała, że tak to na mnie wywarło wpływ, bo ja z tych, co się świetnie oko w oko maskują, za to "po" wyryczeć swoje w cichości pokoju muszą. No, ale nieważne. Zdarzyło mi się, że ten ktoś mnie za to przeprosił. Ktoś powie, rychło w czas, ale powiem, że na tamtą sprawę, jej wagę, to zdecydowanie czas nie zagrał roli, ważne, że coś takiego miało miejsce. I ważne, że padły słowa niosące ukojenie po tamtym. Swoją drogą ogromny szacunek żywię dla tych, którzy umieją się do błędów przyznać, przeprosić, powiedzieć wprost , że popełnili błąd, że nie chcą, aby tak niewyraźnie było.