
Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2004).
Po moim zachwycie nad książką Pani Krystyny "Moja droga B," nie mogłam nie sięgnąć po tę, powstałą na podstawie bloga internetowego prowadzonego przez aktorkę. I również mnie te zapiski zachwyciły. Lektura ta była dla mnie ogromną przyjemnością, a po niej stwierdzam, że książka ta zdecydowanie powinna być zapisywana na receptę przez lekarzy dla osób, którym w danej chwili, nieważne, z jakiego powodu jest źle lub czują się przybici czy przygnębieni. Przez cały czas lektury miałam na ustach totalny rogal co oznacza, że dawno czytając coś nie uśmiechałam się do siebie aż tak często.
Po dacie wydania książki widać, że czytałam ją sporo po dacie wydania, ale powiem tak, zazdroszczę wszystkim, którzy też jeszcze jej nie czytali i mają tę lekturę dopiero przed sobą. Czeka was wspaniała uczta, nie tylko literacka. Otóż te zapiski są nie tylko po prostu pisane dobrą polszczyzną (jak ja to cenię u piszących!) ale dotyczą rozmaitych ciekawostek z życia autorki. Jak to blog osobisty, pamiętnik po prostu. Jest tu o życiu, ale nie tylko o życiu autorki, ale o życiu matki, babci, córki, siostry, przyjaciółki…
Mnie zainteresowały potyczki i boje opisywanie przez panią Jandę dotyczące wystawianie nowych sztuk teatralnych. To, jak wciąż, po tylu latach na scenie, aktorka je przeżywa, tym bardziej, że niektóre z nich sama reżyseruje. Nie jest dla siebie łaskawa, o, nie, nie rozpieszcza się, jest wielce krytyczna.
Odkrywam wiele łączących nas z panią Krystyną cech i przyzwyczajeń. Może dlatego, że, co odkryłam z zachwytem, jest ona w horoskopie chińskim Smokiem, jak ja!
Wspaniałe są te zapiski, takie szczere, takie osobiste, niektóre wręcz intymne, a mimo to nie postrzegałam ich jako jakieś nachalne wynurzenia na granicy ekshibicjonizmu osobistego.
Zdecydowanie pomogła mi osobiście na wiele spraw spojrzeć w jakiś nowy, świeższy sposób, za co jestem ogromnie autorce wdzięczna.
A już w chwili, kiedy doczytałam, że też lubi Wiedeń, że uwielbia, jak i ja, wiedeńskie kawiarnie, w których docenia dokładnie to samo, co ja, czyli możliwość beztroskiego przesiedzenia godzin całych przy jednej filiżance wspaniałej kawy bez narażenie się na wymowne spojrzenia coraz bardziej zniecierpliwionej naszą przedłużającą się obecnością obsługi, poczułam, że "ja chcę umówić się na kawę z panią Krystyną!". Nie musi być to w Wiedniu;) I , jakaż miła niespodzianka, wśród kawiarni wiedeńskich, które odwiedza, wymienia tę, którą i my sobie ulubiliśmy podczas naszego pobytu, ha!
Wzruszyła mnie miłość do dziadka, który z krwi dziadkiem nie był, a w pamięci pani Krystyny właśnie dziadkiem jest jak najbardziej. Przy opisie pana zarządzającego plażą, w miejscowości, w której autorka z rodziną i przyjaciółmi spędza wakacje, popłakałam się ze śmiechu.
Na koniec, muszę wstawić cytat, który ogromnie, ogromnie poruszył mnie osobiście:
"Od kilku lat uporczywie wracam do miejsc, dań, przedmiotów, ludzi. Zawężam swój świat, krąg dookoła mnie. Zamykam go, robię go coraz bardziej wartościowym dla mnie i hermetycznym. Eliminuję, wybierając. Wyróżniam, nadając znaczenia i moje sensy. I czuję się z tym dobrze." str. 285 / 286.
Och, cóż mogę jeszcze dodać poza tym, że polecam? Polecam ogromnie.
Moja ocena 5.5 / 6.
