niemożliwe stało się możliwe…

…czyli po kilku już chyba latach poszukiwań i dwóch nietrafionych jednak zakupach udało mi się wreszcie nabyć torebkę. Ufff, ulga. Po prostu weszłam do sklepu i ją znalazłam. Jest objętościowo taka, jak lubię, czyli nie za worowata (typ wór nabyłam rok temu i niestety, nie nosiła mi się dobrze, nie mój klimat) ale i nie za mała (aż nie chce się wierzyć, ile to się rzeczy w takiej torebce nosi). Ma dwa ucha, z długością taką jak lubię, ma kieszeń zewnętrzną, co jest jedynym z koniecznych dla mojej torebki elementów co zawęża mi poszukiwania na ogół. Jest w kolorze stalowym. Najpierw szukałam czegoś w nieco innym kolorze, ale stwierdziłam, że ten będzie właśnie dobry bo będzie mi pasować do wielu ubrań a ja nie mam zwyczaju przepakowywania się do kilku torebek na zmianę. Już się do niej przepakowałam. Oby się dobrze nosiła.