„Zabójcza podróż”. Kathy Reichs.

Wydana w Wydawnictwie Red Horse. Lublin (2008). Wydanie II, kieszonkowe.
Przełożyła Anna Dobrzańska. Tytuł oryginalny Fatal Voyage.

Poszłam za ciosem i przeczytałam kolejną książkę autorki na naszym rynku, wciąż w dobrym wydaniu kieszonkowym. Dobrym, bo cena nie powalała a druk bardzo przyzwoity, nie takie malutkie literki, jak w niektórych tego typu wydaniach, których nie czytam już teraz właśnie ze względu na małe literki, męczenie się moich oczu i fakt, że z upływem lat robię się najwyraźniej coraz bardziej wygodnicka.

Kolejna część serii o Temp Brennan spowodowała, że sięgnęłam do netu po biografię autorki i oto okazuje się, że jej bohaterka nosi cechy autobiografii, bowiem zarówno mają ten sam zawód jak i obie czyli autorka i Temp łączą pracę i życie na dwóch stanowiskach w dwóch różnych miastach, jedno w Charlotte w Karolinie Północnej a drugie w Montrealu.
Zainteresowanym linkuję wiadomości o autorce.

oficjalna strona Kathy Reichs.

"Zabójcza podróż" zaczyna się od katastrofy lotniczej, która to właśnie przywiedzie Temp Brennan do Stanów właśnie, do jej rodzimego stanu, w góry, gdzie rozbił się samolot. Muszę przyznać, że osoby delikatne nie będą zachwycone. Autorka nie szczędzi opisów a mniej więcej można sobie wyobrazić, jak wyglądają ciała po takowej katastrofie. Jak pisze ona sama w posłowiu, kiedy zaczynała pisać tę książkę nie spodziewała się, że chwilę potem zdarzy się 11 września, które to wydarzenie, jak widać, ogromnie na nią wpłynęło.
Temp pomaga więc przy porządkowaniu miejsca katastrofy, kiedy pewnego dnia odkrywa fragment ciała, które początkowo myśli, że pochodzi od ofiary katastrofy samolotu, szybko jednak okazuje się, że tak nie jest. Rozpoczyna się przedziwna gra, w którą Temp mimo własnej woli zostaje wciągnięta. Ginie ktoś, kto je pomagał, wobec niej samej zostają wysunięte nieprawdziwe i krzywdzące ją zarzuty a sama ona ma poczucie, że została wmanewrowana w coś co najmniej nieciekawego i bardzo niebezpiecznego. W pewnej chwili Temp zaczyna odczuwać, że nadepnęła komuś na nogę i podejrzewa, że ktoś ten jej tego nie daruje.
Mnie ucieszył fakt, że w tej książce jest w tle Ameryka, taka, jaką lubię w książkach, czyli z innym miastem, niż NY czy LA i po prostu z jakimś zupełnie innym stanem niż te najczęściej "oklepane" w książkach czy filmach. Samo miasto Charlotte podoba mi się już ze względu na piękną nazwę. Ciekawe, jakie jest naprawdę i jak się tam mieszka.

W tej książce poznajemy motto życiowe Temp Brennan a być może, jak się spodziewam, i samej autorki.
"Zmarłym przysługuje prawo do tego, by zostali zidentyfikowani. By ich opowieści dobiegły końca, a oni sami zajęli należne im miejsce w naszych wspomnieniach". (str. 330).

To podejście bardzo mi się podoba a ów szacunek do zmarłych wyczuwa się u autorki być może bardziej niż sama ona chciałabym ujawnić.

Moja ocena książki to 4.5 / 6.

data…

…spytaj przeciętnego młodego człowieka, z czym kojarzy mu się pierwszy września? Myślę, że większość z drżeniem powie o powrocie do szkoły. Chyba niewielkiej liczbie skojarzy się z datą wybuchu najstraszniejszej jak dotąd z wojen. Sama muszę przyznać, że myśląc o pierwszym września coraz częściej myślę raczej o tym, że to zawsze oznaczało koniec wakacji i początek roku szkolnego w nielubianej przeze mnie zawsze instytucji, jaką była szkoła. Może to dobrze, że się ma już głównie takie skojarzenia? Może to znak, że powrót do normalności jest możliwy? Nawet po takiej potworności jaką była tamta wojna?
Wracając do początku roku szkolnego, to szczerze się cieszę, że do szkoły uczęszczać już nie muszę. Obie szkoły, zarówno podstawówkę jak i liceum wspominam co najmniej średnio, żeby nie powiedzieć nieciekawie, o ile jeszcze w podstawówce odnosiłam wrażenie, że komuś tam na nas uczniach zależy, to w liceum już tego nie odczułam. Miałam może jedną nauczycielkę, którą oceniam jako poprawnego pedagoga. Reszta trafiła do szkół i nauki młodzieży chyba na zasadzie kary czy przegranego zakładu. Trafiły się wręcz jednostki, które praktycznie teraz nie mogły by z młodzieżą pracować. Do tego klasy, niezgrane, szczególnie ta licealna, z podchodami, dokuczaniem tym, którzy nie wpisywali się w ogólny trend, byli biedniejsi czy lubili się uczyć a nie wpisywali się w tumiwisizm naukowy. Podobno teraz, zwłaszcza w gimnazjach, jest jeszcze gorzej. Mogę to sobie wyobrazić i współczuję współczesnym nastolatkom.
Dziś w Jedynce Radiowej wreszcie początek mojej obecnie ulubionej audycji, czyli zaczynają się Cztery Pory Roku.
Za oknem jesień totalna, ziąb i deszcz. Wczoraj nawet odpuściłam z powodu ulewy wieczorny spacer. Podobno weekend ma być z lepszą pogodą, oby. Słońca mi trzeba a tego za oknem zdecydowany deficyt.