
Wydana w Wydawnictwie Homini. Kraków-Łódź (2010).
Dzięki uprzejmości Megarecenzji udało mi się przeczytać tę książkę, której niestety, nie udało mi się znaleźć w internetowym sklepie, z którego korzystam. A miałam ochotę ją przeczytać ze względu na moje osobiste zainteresowania Chinami współczesnymi, szczególnie właśnie tymi po okresie "Rewolucji Kulturalnej".
Książka została napisana przez młodego człowieka, rocznik 82, co ciekawe, jest on rówieśnikiem przedstawicieli owych "młodych Chin", którymi w swojej książce się zajmuje. Pewnie dlatego było mu łatwiej. Bo pomimo niby otwarcia się na zachód współczesne Chiny wcale takie otwarte się nie zdają być. Nawet w Pekinie, gdzie obcokrajowców jest już obecnie naprawdę dużo, młodzi ludzie nie mają zbyt wielu znajomych z innych krajów a z kolei również przybywający do Chin obcokrajowcy zdają się nie mieć chęci na większą integrację. Jadą tam w konkretnym celu, na zarobek dobrych pieniędzy i trzymają się w swoim zamkniętym środowisku.
Rówieśnicy autora to osoby, których Rewolucja Kulturalna nie dotknęła osobiście, ale raczej pośrednio. To ich rodzice stali się ich "ofiarami". I to widać, bo to niestety, procentuje, chociażby w tym, jak większość rodziców podchodzi do kwestii wykształcenia stawianego dzieciom, w większości jedynakom na skutek polityki rodzinnej Państwa Środka. Rodzice chcą nadrobić swoje własne niedostatki, braki co powoduje, że na młodych ludziach ciąży wielka presja i bardzo wiele oczekiwań, czego symbolem są chociażby lata nauki i katorżnicze wręcz egzaminy maturalne i na studia. Co roku w Chinach wielu młodych ludzi, którym się nie powiodło, popełnia samobójstwa. Odnoszę wrażenie, że osławiona presja pracy Japonii jest niczym w porównaniu z tym, jak traktuje się obecnie młodzież w Chinach. Nie jestem przekonana, że jest to dobre, wręcz odnoszę wrażenie, że więcej przynosi szkody niż pożytku, ale o tym chyba sami Chińczycy dopiero przekonać się muszą.
Autor opisuje sytuację ludności napływowej do większych miast najbardziej na przykładzie Pekinu i niechęć, jaką jest ona otoczona jak również pewnego rodzaju dualizm myślenia, jaki towarzyszy temu procesowi. Ludność napływowa przydaje się do wykonywania najcięższych prac, których mieszkańcy Pekinu wykonać już nie chcą, ale za to obwinia się och o zawłaszczenie miast, odbieranie miejsc nauki itd.
Autor zwrócił uwagę na to, jak mimo presji ze strony otoczenia młodzież w Chinach wciąż pozbawiana jest możliwości rozwinięcia indywidualizmu. Oczywiście niektórzy mogą zrzucić to na karb mentalności kraju dalekiego Wschodu, w którym w masie zdziałać można więcej niż pojedynczo, wydaje się jednak, że na dłuższą metę nie przyniesie to dobrych owoców.
Dobrym pomysłem jest według mnie zamieszczenie na końcu książki solidnej bibliografii odsyłającej nas na rozmaite ciekawe strony w internecie pozwalające zgłębić problem Chin współczesnych i naszych rówieśników, na których oczach działy się tak wielkie zmiany. Zmiany, które być może działy się aż nadto szybko ale o tym wypowiedzieć powinni się raczej ci, którzy znają się na socjologii społecznej.
Jak pisze sam autor "Obserwacja Chin jest jak hazard (…)". Zgadzam się z jego tezą. Odnoszę wrażenie, że współczesne Chiny są wciąż jak puszczona w ruch ruletka. Nie wiemy dokładnie, na czym konkretnie w przyszłości się zatrzyma i czy zdarzy się spektakularna wygrana czy porażka.
Moja ocena książki to 4.5 / 6.


