„Nieoswojona ziemia”. Jhumpa Lahiri.

Wydana w Albatros. Wydawnictwo A. Kuryłowicz. Warszawa (2010).
Przełożyła Anna Kołyszko. Tytuł oryginału Unaccustomed Earth.

Ta przetłumaczona świetnie przez niestety, nie żyjącą już, panią tłumacz to kolejna przeze mnie czytana książka Jhumpy Lahiri i muszę powiedzieć, że trafia ona na moją listę autorów lubianych czy wręcz ulubionych. Pisze świetnie i w dodatku w jej prozie odczuwam to, co lubię czyli jej własny rozwój. Nie wiem, jak w Polsce jej książki są wydawane, czy w chronologii ich pisania, wydaje mi się, że tak  i widać, że autorka nie spoczywa na laurach i wciąż jej proza staje się jeszcze lepsza.

Wcześniej czytałam jej "Tłumacza chorób", a potem "Imiennika", który tak mnie zachwycił.

Tym razem wracamy do opowiadań, formy, w której autorka czuje się tak samo dobrze jak w powieści. Książka dzieli się na dwie części. W pierwszej jest pięć nie łączących się ze sobą opowiadań, każde na odrębny temat. Druga część zatytułowana "Hema i Kaushik" to trzy opowiadania bądź właściwie trzy rozdziały niby to nie mające najpierw ze sobą nic wspólnego a szybko okazuje się, że łączą je postaci tytułowych bohaterów.

W dwóch poprzednich książkach autorki, jakie miałam okazję czytać, mocno skupiała się ona na kwestii emigracji, tożsamości kulturowej, poczucia przynależności do danego kraju, miejsca czyniąc swoimi bohaterami emigrantów z Indii osiadłych podobnie, jak sama Jhumpa Lahiri w Stanach Zjednoczonych. W tej książce bohaterowie są dziećmi pokolenia emigrantów, bardziej zamerykanizowane niż związane z Indiami. Kraj rodziców odwiedzają przy okazji wakacyjnych wypraw do dziadków najczęściej a często i wcale. I w tej książce autorka nie skupiła się na problemach emigranta muszącego odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W tej książce skupiła się na ludziach. Ludziach i ich problemach, szczęściach, radościach, smutkach, nowych możliwościach, poczuciu straty czy szczęścia. Na życiu po prostu.

W tych opowiadaniach ludzie dowiadują się dzięki zbiegom okoliczności lub planowanym wydarzeniom prawd o sobie samych, o swoich związkach ze starzejącymi się rodzicami, dorastającymi dziećmi, swoimi życiowymi partnerami. Stają wobec wyborów, których konsekwencje będą ponosić przez resztę życia. Kochają i nienawidzą, śmieją się i płaczą. Zostają zaskakiwani niemożnością wpływu na osoby bliskie i ich decyzjami,które bądź to są trafione bądź nie. Zdają sobie sprawę z własnych osiągnięć ale i porażek. Zatajają sekrety przed współmałżonkami ale i zostają niemile zaskoczeni tajemnicami innych swoich bliskich. Często uświadomiwszy sobie, jak niewiele wiedzą o zdawało by się bliskich im osobach.
Zyskują coś raz na zawsze albo tracą coś ważnego bezpowrotnie.
Dowiadują się o sobie prawd, których się nie spodziewali. Dojrzewają i rozwijają się ich relacje z innymi.
Bo tak naprawdę każdy z nas, każdy człowiek jest właśnie niczym innym jak taką nieoswojoną ziemią…

Ogromnie podobał mi się ten zbiór opowiadań, z których każde dało mi coś do myślenia, spowodowało rozmaite refleksje na różne tematy. Bardzo się cieszę, że ją przeczytałam i z niecierpliwością oczekuję więcej książek Jhumpy Lahiri na naszym rynku.

Moja ocena 6 / 6.

po czym poznać, że będzie burza?

Nie, nie korzystać z prognozy pogody, która nawiasem mówiąc burzy na noc nie zapowiadała. Wystarczyło wczoraj wieczorem wyjść na spacer. Pierwsze wygłodniałe i szukające zapasów krwi "na potem" komarzyska rzuciły się na nas już po wyjściu z domu. Spacer polegał na wykonywaniu ruchów opędzających się głównie. Ale kiedy trzy dopadły mnie jeszcze podczas jazdy windą do mieszkania (wskutek czego wróciłam do domu dziabnięta w szyję, palec od ręki i czoło, do tego stopnia, że miałam wrażenie sparaliżowania części czoła, czy tak czują się ofiary botoksu?? 🙂 ) stwierdziłam , że na sto procent będzie burzysko w nocy. Nie myliłam się. Po dwunastej burczało w tle, około pierwszej już przewalało się nad nami.

dwie rozśpiewane pocztówki…

…wczoraj do mnie dotarły. Pierwsza od Latającej_Pyzy, z Granady. Pamiętacie, jak ostatnio pisząc o kartce z Granady w Nikaragui stwierdziłam, że do tej pory owa nazwa kojarzyła mi się wyłącznie z Hiszpanią? Tak właśnie jest tym razem. Kartka prezentuje detal architektoniczny z niezwykłą fontanną tak charakterystyczną dla wnętrz muzułmańskich, jaka znajduje się w przecudnym cacku architektury, jakim jest właśnie La Alhambra. To jest cudeńko, które chciałabym kiedyś zobaczyć. Pyza pisze, że dla miłośników sztuki Islamu w tym mieście miejsc jest mnóstwo i sądzę, że ci, którzy w nim byli, potwierdzają to stwierdzenie. A dlaczego piszę o muzycznych pocztówkach? Wszak wszyscy zapewne znamy słynną "Granadę", która to pieśń faktycznie jest niezwykła i poruszająca.

Druga "muzyczna" kartka, to pamiątka ze słynnego właśnie chyba między innymi dzięki piosence "Na moście w Avignon" Awinionu z wizerunkiem najsłynniejszego chyba mostu, osławionego właśnie w tejże piosence, czyli Le Point Saint Benezet.
Przypominam chyba najsłynniejsze wykonanie tej piosenki w polskiej wersji oczywiście.

Za pamięć i kartki bardzo Wam dziękuję;)