…to słowo klucz tego lata. Właśnie przeszła kolejna. Lało nieźle.
Wczoraj udało się załatwić pewną sprawę u notariusza, to przynajmniej "do przodu". W nagrodę poszliśmy na pyszną wyżerkę do włoskiej restauracji. Niestety, nasza "lokalna" już prawie tydzień zamknięta na cztery spusty zupełnie bez powodu, to znaczy żadnej kartki i nie wiadomo, co i jak. Żaluzje antywłamaniowe zasunięte i nic. Poszliśmy więc do konkurencji, trudno. Mieliśmy średnią przyjemność spędzenia części posiłku przy jednym z celebrytów z kolejną jego żoną. Szczerze? Już dawno powinnam zmienić szkła. Niedowidzę, taka prawda;) gdybym widziała, że to oni to na pewno bym koło nich nie siadła. Nie wiedziałam, że to oni, bo on siedział tyłem, ona przodem do mnie i jej nie skojarzyłam początkowo. Gdyby nie to, że poznałam go po głosie a cały czas rozmawiał przez telefon i w końcu też się komuś tam przedstawił, w ogóle nie wiedziałabym, że oni to oni, bo zajęta byłam wybieraniem pysznych dań z menu a nie gapieniu się po ludziach wokół. Ona zaś patrzyła się na mnie w jakiś taki nieprzyjemny sposób (przynajmniej ja to tak odczułam), aż przez chwilę zastanawiałam się nad tym, żeby się przesiąść, żeby nie psuć sobie nastroju. Nie wiem, może myślała, że wyciągnę aparat i wyślę jej fotę na pudla. Nie mam takich pomysłów, wolę spędzić miło czas na rozmowie z własnym mężem. Na szczęście dość szybko poszli.
Podczas popołudniowego spaceru, kiedy wisiały nad nami ciężkie chmury i przygnębiający nastrój krążył nad głową, jakoś pierwszy raz poczułam wyraźnie, że jesień się zbliża, nie ma na to rady, jak to mam w zwyczaju mawiać. W powietrzu nie dość, że wisiał taki jakiś przygnębiający nastrój, to w dodatku taki jakiś chłodek się rządził. Oj, mówię Wam, czuję, że po tej dziwnej wiośnie i niezbyt fajnym lecie czeka nas mało przyjemna jesień, ale może się mylę i oby.

Dodaj komentarz