„Ogród wiecznej wiosny”. Cristina Lopez Barrio.

Wydana w Wydawnictwie Otwarte. Kraków (2010).
Przełożyła Sylwia Mazurkiewicz-Petek.
Tytuł oryginału La casa de los amores imposibles.

I muszę powiedzieć, że tytuł oryginału o wiele bardziej mi się podoba, niż ten wydawniczy.
"Ogród wiecznej wiosny" był z mojej strony próbą. Niewiele wiedząc o książce, nie kierując się raczej opiniami ze stron księgarni netowych i mało znajdując na blogach sięgnęłam po te książkę trochę na zasadzie chęci zobaczenia, co to jest i czym to się je. Zainteresował opis na skrzydełku książki, na którym to wyczytałam, że autorka to pani prawnik, która zamiast tkwić za biurkiem wypasionej kancelarii i zmagać się z ludzkim losem za dobre pieniądze wolała oddać się pasji pisania, jaka ją najwyraźniej dotknęła.
Muszę powiedzieć, że faktycznie widać jest zauroczenie pani Barrio książką "Sto lat samotności" aczkolwiek w ogóle bym nie porównywała nich obu. To dwie zupełnie inne książki i zupełnie inna liga, że się tak być może kolokwialnie wyrażę.
Można by powiedzieć, że autorka a raczej jej styl i pomysł na książkę rozwijał się wraz z rozwojem fabuły. Początkowo książka niby to interesująco pisana z pomysłem, ale jakoś nie wzbudziła we mnie przemożnej chęci natychmiastowego doczytania do końca. Postaci wydawały mi się płaskie, zbyt papierowe właśnie, sztuczne. Wraz z rozwojem akcji wydawało się, jakby autorka sama dała się ponieść temu, co wcześniej przyszło jej do głowy, dała się porwać własnym opowieściom i magiczności świata przez siebie wykreowanego i mniej więcej od dwóch trzecich książki znacznie lepiej mi się ją czytało.
"Ogród wiecznej wiosny" opowiada o tym, co tak często kusi nas w książkach. O losach niezwykłych niby to zwykłych ludzi. Opowieści przedstawione w książce są jak to u Latynoskich czy hiszpańskojęzycznych autorów pełne niedopowiedzeń, sekretów, tajemniczości, wrecz magii. Los ludzki jak to często bywa w tych opowieściach został zdeterminowany dawno, dawno temu i nie da się walczyć zarówno z losem jak i z przeznaczeniem, jaki przeznaczył on dla ludzi.
W małej kastylijskiej miejscowości żyje kobieta, która para się magią i czarami. Pochodzi ona z rodu swego czasu przeklętego. Klątwa raz rzucona dotyczy wszystkich kobiet rodu, które to kobiety łączy fakt nieszczęśliwej miłości, których to owocem jest wydanie na świat kolejnej kobiety, która powieli los matki, babki, prababki. Zdawać się może, że nie ma wyjścia z tej sytuacji, że klątwa działać będzie zawsze.
Historie owych nieszczęsnych i wyklętych przez miejscową społeczność kobiet opisana jest opisowym, malowniczym językiem, dość "zawiesistym" co akurat lubię. Prawie sto lat z historii rodziny walczącej z dawno temu rzuconym przekleństwem.
Jak pisałam wcześniej, książka wyraźnie się rozkręca i według mnie to dobry początek do następnych książek tej autorki, które jak mam nadzieję, okażą się jeszcze lepsze.
Moja ocena książki 4.5 / 6.