„Kredożercy”. Oscar Aibar.

Wydana w Wydanictwie MUZA. Warszawa (2007).
Przełożył Tomasz Pindel.
Tytuł oryginału Los comedores de tiza.

Kto z Was ma jakieś swoje przyzwyczajenia, które postronnej osobie wydawać się mogą zabawne czy nawet śmieszne, te swoiste rytuały, które uspokajają, często natręctwa? Kto z Was ma coś w rodzaju nałogu, że o prawdziwych nałogach już nie wspomnę? Ręka w górę. Państwo, którzy nie podnieśli rąk mogą opuścić salę. Zebranie chodzących ideałów jest najwyraźniej gdzie indziej;)

Książka "Kredożercy" jest autorstwa Oscara Aibara, który, co wyczytałam na okładce książki z wykształcenia jest filmowcem i wymyśla fabuły do komiksów i to się wyraźnie w książce czuje. Rozdziały tej niewielkiej objętościowo książki są dość krótkie i niektóre z nich są bardzo obrazowe, wręcz zdają się być didaskaliami do pisanego scenariusza, które czekają na to aby złowić je w kadr.
Książka ta cechuje się też tym, o czym pisałam już parę razy, a mianowicie tym niesamowicie specyficznym poczuciem humoru, które cechuje autorów hiszpańskojęzycznych. Nie umiem określić, co dokładnie mam na myśli, czy specyficzny absurd rozmaitych sytuacji, nieprzewidywalność pewnych sytuacji, komizm sytuacyjny nie ocierający się jednak o przesadną głupotę. Wszystko to znalazłam i w tej książce.
Ana, to mieszkająca z Madrycie trzydziestolatka uzależniona od kokainy, porzucona przez swojego eks, który handlował prochami, którego to kobieta raz na jakiś czas podgląda w jego nowym mieszczańskim domku. Życie osobiste Any nie jest specjalnie satysfakcjonujące, praca dość nudnawa. W dodatku jak zły sen wlecze się za nią koszmarne wspomnienie z przeszłości, kiedy to Ana chciała komuś pomóc a wyszło niedobrze. Anie w końcu "(…) zawsze, kiedy chciała zrobić dobrze, wychodziło jej dokładnie na odwrót".
Ana chce zerwać z nałogiem, ale jak to często bywa, z jednego wpada w następny. Oto bowiem przypomina sobie swoje dawne szkolne upodobanie smakowe, jakim było wcinanie kredy. Tak tak, nie mylicie się.
Jak się szybko okaże, przypadłość bohaterki ma swoje określenie w medycynie, nazywa się to ni mniej ni więcej a "pica", która to nazwa podobno wzięta jest od nazwy jednego z najpopularniejszych ptaków na świecie, czyli sroki, a raczej nazwy łacińskiej tego ptaka. Pica zaś to w skrócie (w końcu nie jest to medyczny almanach a recenzja książki) występowanie apetytu w stosunku do przedmiotów niejadalnych, takich jak glina, ziemia, kreda, i inne, o wiele bardziej drastycznie brzmiące przedmioty czy wydzieliny, pozwólcie, że nie będę w to wnikać, zainteresowanych odsyłam do internetu.

Tak czy inaczej, Ana odkrywa, że to, co się z nią dzieje, nie jest niespotykane. Ba, szybko orientuje się, że osób z takimi jak jej upodobaniami smakowymi jest więcej. Po napisaniu na forum dla osób z zaburzeniami łaknienia poznaje takich, jak ona, nawiązuje wśród nich nowe przyjaźnie i znajomości, niektóre niekoniecznie miłe. Jednak próbuje, bo jak zapowiedziała jej wróżka, wśród Kredożerców znajdzie miłość swego życia.

Książka bardzo mi się spodobała za sam pomysł. Widać tu niesamowitą fantazję i pomysłowość jej autora, któremu jak myślę, wystarczy przejrzeć poranne wiadomości w gazecie, aby wpaść na pomysł napisania ciekawej fabuły.
"Kredożercy" to nic innego, jak delikatny i nienachalny manifest współczesnego człowieka, który nieco zagubił się w natrętnie goniącym i zbyt szybkim chyba dla niektórych tempie życia. To oświadczenie tych, którzy czując się nieco zagubieni odnajdują się w uspokajających ich natręctwach, dziwactwach i którzy tak naprawdę nie krzywdząc innych uzurpują sobie właściwie tylko jedno, prawo do tych swoich małych przyzwyczajeń.

Dla zainteresowanych, w książce wymienione jest kilka nazwisk osób mających apetyt na rozmaite dziwne "smakołyki". Polecam wrzucenie sobie na youtubie nazwiska Michel Lotito, który to pan zamiast zdrowej marchewki, szpinaku czy owoców raczy się takimi przysmakami, jak szkło, żyletki, śruby itd. Ma na swoim koncie nawet skonsumowanie małego samolotu. Ostrzegam jednak, że film na youtube jest dość specyficzny i polecam go osobom o naprawdę mocnych nerwach;). Widok człowieka, który wsadza sobie do ust i zgryza szkło, przyznaję, wywołuje dreszcze.

Moja ocena tej książki to 5 / 6.

Judycie, która mi ją sprezentowała, bardzo dziękuję, gdyby nie Ty, nie przeczytałabym jej i nie miałabym za sobą dobrej lektury.