…ponownie nawiedziła Warszawę. U nas było znowu nieprzyjemnie. Chyba starły się dwie burze, ta znad Konstancina i ta, która nadeszła z zachodu. Najpierw nie zapowiadało się na aż takie wątpliwej przyjemności fajerwerki, za to jak lunęło, jak grzmociło. Ja burz nie lubię, boję się ich i parę razy miałam naprawdę stracha, jak huknęło baaardzo blisko. Dobrze, że byłam w domu. Teraz czytam na gazecie, że pozalewało miasto, znowu metro nie staje na niektórych stacjach, sygnalizacja nie działa itd. U nas niestety, ponownie zalało piwnicę i garaż. Auto, nauczeni tą nawałnicą w Boże Ciało, wyprowadziliśmy niemal od razu i opłaciło się, bo garaż mocno zalało.
A weekend coś słyszałam, ma być burzowy, ale może tak nie będzie?
a co ja mam? co ja mam?
Co wczoraj nabyłam? A wznowienie "Marii i Magdaleny" autorstwa Magdaleny Samozwaniec;) Ale jestem zadowolona. Myślałam, że później będzie, w październiku, a tu proszę, już mogę sobie ją przypomnieć. Nawet kwestia kolejnego katalogu, który do mnie nie dotarł i oczekiwaniu na blankiet reklamacyjny, który mam przesłać z powrotem, nie popsuł radości. Będzie wspaniała lektura, ogromnie się na nią cieszę.
