
Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2010).
Przełożyła Anna Sak. Tytuł oryginału My life in France.
Książkę otrzymałam od blogowej koleżanki, za co już dziękowałam, ale podziękować raz jeszcze nie zaszkodzi, co też niniejszym czynię.
Pamiętam naszą rozmowę z koleżanką o tejże książce, w czasie której to rozmowy stwierdziła ona, że czytanie idzie jej tak sobie. Niby się czyta a jakoś to kuleje. Tak przynajmniej wtedy to zrozumiałam.
Muszę przyznać, że sama miałam dokładnie takie same odczucia podczas lektury tej książki.
U Zosika, która napisała świetną recenzję tej książki, którą Wam linkuję napisałam, że prawdopodobnie po tę książkę nie sięgnę. Stało się inaczej, czego nie żałuję. Nie jest tak jednak, że ta książka Julii Child powstała przy jej współpracy z wnukiem brata bliźniaka męża Julii zdecydowanie mnie porwała i pochłonęła. Nie. Bez problemu byłam w stanie oderwać się od lektury, co dla mnie samej jest już jakimś znakiem, że nie jest doskonale. Nie mówię, że książka jest zła, nie nie nie, nic takiego. Jak dla mnie była po prostu zbyt rozwlekła, za długa i to akurat nie dlatego, że jest to już mała "cegła". Nie, po prostu uważam, że śmiało można było zmieścić treść w mniejszej objętości nic nie tracąc. Takie jest moje, czytelnicze, zdanie.
Mnie najbardziej podobała się pierwsza część i mniej więcej połowa książki, w której to Julia Child z poczuciem humoru i niespotykaną dla wielu ciekawością świata i akceptacją tego, co inne, niż to, w czym sama się wychowała, opisująca pobyt autorki i jej męża dyplomaty we Francji. Ta część zawiera tak interesujące mnie spojrzenie nowicjusza. Nowicjusza w dodatku totalnie zachwyconego nowymi warunkami, w jakich przyszło mu żyć. I akceptującymi bez mrugnięcia okiem to, co innych potrafiło by wprawić w podenerwowanie czy nawet złe samopoczucie. To wielki plus samej postaci autorki, zaleta, którą "przemyca" w swojej opowieści delikatnie i nienachalnie.
Tak więc ta część porwała mnie faktycznie. Julia opowiada w niej o swoich początkach życia w Paryżu, którym to miastem jest dosłownie zachwycona, jak również o zaskakującej nawet dla niej samej pasji do gotowania. Nie przygotowywania potraw, ale sztuki przygotowywania posiłków. I nie chodzi tu wcale o tylko wymyślną kuchnię, o nie. Julia zgłębia tajniki gotowania zarówno potraw trudnych ale i zdawałoby się banalnych. Baczne i wnikliwe spojrzenie Julii koncentruje się najczęściej na szczegółach wobec których przeciętny człowiek nawet obyty z kuchnią pozostaje obojętny.
Opisuje ona swoje nauki, jakie pobierała w słynnej paryskiej szkole kulinarnej, jak również swoje własne odkrycia, radości ale i wątpliwości.
Druga część książki koncentruje się bardziej nie na samym może gotowaniu co na procesie powstawania pierwszej z kilku książek Julii Child na temat kuchni francuskiej, a mianowicie "Doskonaleniu się we francuskiej sztuce kulinarnej", jak również opowiada o tym, jakie to niosło ze sobą konsekwencje, jak chociażby fakt zaproponowania autorce potem programów telewizyjnych na temat francuskiej sztuki kulinarnej.
Tak naprawdę to co ja wyniosłam z tej książki to refleksje, że w życiu koniecznie trzeba mieć swoją pasję. Nawet jeśli są osoby, które z niej się śmieją albo też zwyczajnie jej nie pojmują, nie rozumieją, czasem nie chcą nawet.
Jak również, że można być tylko we dwoje i dalej mieć poczucie pełności i szczęścia. Coś, o czym się, szczególnie w dzisiejszych czasach, zapomina.
Jak również, że w życiu najważniejsza jest niekoniecznie kariera, która czasem przydarza się zupełnie bez naszej woli, ale miłość, zdrowie, grono oddanych przyjaciół, którzy wspierają w trudnych chwilach, rodzina, która kocha a nie przybija człowieka (w książce autorka nie najlepiej wspomina postać swojego ojca, który lekceważył ją i jej męża, głównie ze względu na różnice polityczne, jakie jak się okazuje patrząc na obecną polityczną sytuację w Polsce, potrafią poróżnić raz na zawsze i nieodwracalnie).
Rozczarowani będą ci, którzy spodziewali się przynajmniej kilku przepisów autorstwa słynnej Julii Child. Tego mi tu jednak zabrakło.
Na koniec, kilka cytatów, które mi utkwiły w głowie i pamięci, spodobały się po prostu:
"Zawsze trzeba myśleć o przyszłości".
"Gdy już wiesz, że twój czas w określonym miejscu dobiega końca, starasz się zatrzymać chwile, takie jak ta, w pamięci".
o ojcu, a raczej o jego podejściu do życia "Był nietolerancyjny i mało ciekawy świata".
"Dziwne, ale czasem czujesz, , jakbyś kogoś dobrze znała, choć nigdy nie zdarzyło się wam spotkać".
"Próbowałam trzymać się wspomnień, ale było to równie beznadziejne jak chwytanie się snów".
"Dobre rezultaty wymagają poświęcenia c z a s u i u w a g i."
I tym akcentem zakończę tę recenzję bo uważam, że dotyczy ta uwaga nie tylko sztuki gotowania ale życia, życia przede wszystkim.
Moja ocena książki to 4.5 / 6.
