Przypomniałam sobie o stronie
http://www.iplex.pl/
(niestety, z tego co się orientuję jest dostępna tylko dla osób z terytorium Polski), na której można oglądać wiele filmów bez jakichkolwiek opłat i tak oto w niedawnym czasie obejrzałam trzy zupełnie inne od siebie , różne a jednak interesujące mnie, filmy, jak "Lektor" w reżyserii Stephena Daldry, "Przyjeżdża orkiestra" w reżyserii Erana Kolirina i "Wycieczkowicze" w reżyserii Jiri’ego Vejdelek’a.
"Lektor" ciekawił mnie z tego względu, że przecież wrażenie zrobiła na mnie książka na podstawie której powstał film, o której pisałam w tym wpisie i byłam zainteresowana, jak też wyszła ekranizacja. Według mnie , bardzo przyzwoicie. Szczególnie świetna gra jednej z moich ulubionych autorek czyli Kate Winslet. Podobała mi się ta opowieść o pamiętaniu lub też nie tego, co zrobiliśmy w życiu. Ciekawe jest zestawienie byłej więźniarki obozu koncentracyjnego i jej zamazanie w pamięci tego, co złe robiła a to, jak zawsze pamiętał ją sam jej były kochanek, jak nie mógł zapomnieć jaki wpływ na niego i jego życie odcisnęła ta kobieta.
"Przyjeżdża orkiestra" to moim zdaniem jedna z tych "perełek" filmowych, które nigdy nie trafią do szerszego grona widzów, odbiorców, zapewne głównie z powodu nieposiadania przez twórców olbrzymiego budżetu, którą można przeznaczyć na promocję pokroju amerykańskich hiciorów. Zawsze jest mi trochę żal i tych twórców i samych filmów, obrazów, które ja wyłuskuję, jak zielony błyszczący groszek ze strąków i cieszę się ogromnie ich odbiorem.
Ten film dzieje się na jednym z osiedli żydowskich w Izraelu. Zadupiu, jak wprost określa je jeden z zamieszkujących je Żydów. Zadupiu, na które trafia Aleksandryjska Orkiestra Reprezentacyjna Policji. Trafia, nie łudźmy się zupełnie przypadkiem. Nie, żeby jej członkowie nieśli kaganek oświaty czy mieli misję łączenia dwóch historycznie niekoniecznie uwielbiających się narodów, nie nie. Orkiestra trafia tam na skutek pomyłki i pięknych oczu pewnej pani na lotnisku. I aby dotrwać do rana, kiedy ktoś ich z owego zadupia zabierze, musi spędzić tam noc ugoszczona przez lokalnych mieszkańców.
Wiem, wiem, jakich zarzutów można spodziewać się ze strony niektórych krytyków filmowych. Film jest naiwny, być może nawet przesłodzony, bowiem owi lokalni mieszkańcy zamiast sprać na kwaśne jabłko przedstawicieli nacji, z którą ich władze się nie lubią, goszczą ich może nie chlebem i solą, ale solidnym posiłkiem, noclegiem, możliwością rozmowy. Mnie się ten film spodobał właśnie dlatego, że reżyser mając do wyboru dwie drogi, podkreślenie różnic, barier i odwrotnie, pokazanie podobieństw między ludźmi, postawił na to drugie. Owszem, poznajemy prawdę znaną nam, nie, żeby nagle ktoś odsłonił przed nami nieznane fakty, ale jest to przedstawione w ciepły, pozytywny sposób. Ludzie, pod każdą szerokością geograficzną jak świat światem pragną tych samych rzeczy. Chcą być kochani, chcą kogoś kochać, chcą się realizować w życiu czy pracy, chcą mieć przyjaciół i dzieci. Chcą mieć swoje miejsce na ziemi i czyż nie jest tak?, potwornie boją się samotności!
Niejedna osoba ma swój własny , niedokończony koncert, tak, jak miał to jeden z bohaterów.
"Wycieczkowicze" to kolejna ekranizacja, tym razem książki Czecha, o którym zwykłam mawiać, że jego proza jest nierówna. A mówię tu o książce, którą opisywałam tu właśnie. Zabawne, prawie równo rok temu. I tym razem uważam, że ekranizacja całkiem udana, może jakieś jedno czy dwa potknięcia, ale jak na to, jak szalona to była proza , uważam, że jej sfilmowanie udało się reżyserowi całkiem całkiem. Szczególnie podobała mi się gra Anny Polivkovej, nawiasem mówiąc, tak podobnej do koleżanki z przeszłości, że właściwie uznałam, że to ona ją zagrała.
Spora dawka czeskiego humoru, który lubię, widoki kurortu i beztroski wakacyjnej, to złożyło się na przyjemne patrzadło na czas letni właśnie.
Moje oceny filmów są takie:
"Lektor" 5 / 6.
"Przyjeżdża orkiestra" 5.5 / 6.
"Wycieczkowicze" 5 / 6.
I na zakończenie tego wpisu, bo czyż większość koncertów nie kończy się właśnie w ten sposób?
>
