„Nadepnęłam na węża”. Hiromi Kawakami.

Wydana w Wydawnictwie Karakter. Kraków (2010).
Z japońskiego przełożyła Barbara Słomka.
Tytułu oryginału Hebi o fumu.

Coś zupełnie nowego w prozie japońskiej wydane przez wydawnictwo, które też dla mnie jest nowością. Trudno było nie skusić się na coś z Japonii, co dodatkowo, spodobało się a to, nie muszę dodawać-cieszy.

"Nadepnęłam na węża" autorstwa Hiromi Kawakami to zbiór trzech niezwykłych opowiadań. Niezwykłych, bo przesiąkniętych magicznym wręcz klimatem, trochę jakby fantasy, trochę magii, trochę niedopowiedzenia. Gęsty to klimat, taki, w którym wydaja nam się, że sami poruszamy się aż wśród czytanych słów i opowieści a mimo to zachowana jest owa niezwykła wstrzemięźliwość Wschodu, którą ostatnio się zachwycałam. Czy to możliwe? Ależ tak. Myślę, że jest to wynik zarówno samego stylu autorki jak również bardzo dobrego tłumaczenia pani tłumacz, która posługując się ładną polszczyzną oddała oniryczny, przepełniony metaforami klimat książki.

Lubię książki, w których jest właśnie wszystko możliwe, w której coś co opisuje autorka zdawać się może być czymś zupełnie innym w jakiejś innej rzeczywistości, w jakimś innym magicznym świecie. I tak naprawdę w pewnej chwili nie wydaje się nam niemożliwe to, że po nadepnięciu na węża główna bohaterka znajduje owego węża u siebie w domu przemienionego w kobietę a na noc wracającego do postaci węża. Rozmawiającego z nią, szykującego jej smakowite kolacje po jej przyjściu z pracy i twierdzącego, że jej jej własną matką, co jest oczywistą nieprawdą. Nigdy nie nadepnęliście na węża? Nigdy nie wrócił się on do was aby kusić do zmian?

W drugim opowiadaniu autorce udaje się stworzyć niezwykły klimat poczucia odchodzenia, straty, która może być zarówno śmiercią kogoś jak i również po prostu niezwykłym zbiegiem okoliczności i po prostu znikaniem danej osoby w sposób niewyjaśniony.

Trzecie opowiadanie, najdłuższe w książce, to najbardziej przesiąknięta oniryzmem opowieść o trafieniu przez bohatera do jakiegoś innego świata, pełnego sprzeczności , niemożliwości, a jednocześnie, co czujemy, wcale nie niemożliwego do zaistnienia, jakby podskórnego. Każdy z nas może mieć taki własny oniryczny świat. Czasem poznajemy go podczas snu, kiedy możemy do niego chociaż na chwilę wstąpić. Niektórzy dążą do niego stosując inne sposoby.

Język opowiadań zdał mi się niezwykle plastyczny, wręcz marzyłoby się poznać jakiś ciekawy obraz na podstawie słów, ale jak to ze słowami i ich ekranizacją bywa, mogłoby nastąpić stracenie tego czegoś nie do końca dającego się określić, nazwać i utrata tego niezwykłego klimatu, jaki towarzyszy właśnie opowieściom.

Moja ocena książki to 5 / 6.