„Brak wiadomości od Gurba”. Eduardo Mendoza.

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków 2010.
Tłumaczyła (brawurowo, oklaski dla pani tłumacz;) Magdalena Tadel.
Tytuł oryginału Sin noticias de Gurb.

Jedna z najśmieszniejszych książek, jakie w ogóle czytałam. Cudeńko śmieszności;)) Dosłownie co chwila głośno się śmiałam. Mało tego, czytałam ją na głos P. , praktycznie prawie całą. Niestety, książka niewielka objętościowo (a ją właśnie chętnie czytałabym o co najmniej drugie tyle obszerniejszą).

Niektórzy zapewne pamiętają, że ja uwielbiam prozę Mendozy. Uwielbiam go za trylogię kryminalną, ale nie tylko. Uwielbiam go za promowanie Barcelony w swoich książkach, za przesycenie ich tym niesamowitym surrealistycznym poczuciem humoru, które powoduje, że zaśmiewam się głośno i niemal do łez.
W tej książce jest tego humoru naprawdę dużo i zdecydowanie kolejna to książka, którą mogę polecić tym, którzy w danej chwili szukają czegoś weselszego, czegoś, co oderwie od trosk i zmartwień, co spowoduje, że się człowiek uśmieje zdrowo.

"Brak wiadomości od Gurba" to prześmieszny pamiętnik pisany przez nieznanego nam z imienia kosmitę, który przybył na Planetę Ziemia swoim statkiem kosmicznym wraz ze swoim podwładnym Gurbem, który wypuścił się na wyprawę do miasta Barcelony obdarzony żeńską postacią i …słuch po nim zaginął. W pamiętniku nasz bohater opisuje swoje życie w nowym świecie, w wielkim mieście, ale również poszukiwania zaginionego w mieście Gurba.

Można by powiedzieć, że kosmita w wielkim mieście, to tak naprawdę każdy z nas, który trafia w nowe warunki, w których do tej pory nie mógł być i który musi się przystosować. W swój humorystyczny sposób Mendoza umie pokazać jego powolne przystosowywanie się do życia w Barcelonie. Nowy mieszkaniec Barcelony uczy się kupić mieszkanie, oporządzić je. Nabywa nowe meble, zapoznaje znajomych, wydaje pieniądze (nadmiernie),  smakuje (nadmiernie;) ukochane churros i inne smakowitości i alkohole dostępne w barach i restauracjach.
Humor Mendozy jest tak specyficzny i tak wspaniale absurdalny, że po prostu trzeba samemu przeczytać książkę, bo mnie się chyba nie uda jakoś zebrać w sensowną całość wyjaśnień dlaczego ta książka jest tak zabawna, ale jest i baaardzo mi się podobała i baaaardzo ją polecam.

Moja ocena 6 / 6.

„Czarna lista”. Aleksandra Marinina.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2010). Tłumaczyła Aleksandra Stronka.
Tytuł oryginału Czernyj spisok.

Najgorsza, jak dotąd, według mnie oczywiście, wydana u nas książka jednej z moich ulubionych autorek, Aleksandry Marininy.
Nie wiem, być może wynika to z tego, że w tej części pożegnaliśmy się z dotychczasową główną bohaterką książek Marininy, czyli Anastazją Kamieńską a zamiast niej bohaterem jest zupełnie inny policjant, Władisław Stasow.

Akcja zaczyna się interesująco, aby potem stracić sporo na animuszu (mimo popełniania kolejnych zbrodni). Według mnie autorka sama nieco pogubiła się w tym, co chciała napisać i jak dla mnie nie wyszło to zachwycająco.

Oto czarnomorski kurort, w którym mający niebawem odejść na emeryturę Stasow spędza wakacje letnie z ośmioletnią córką. W owym kurorcie odbywa się właśnie gala filmowa, na której mają zostać wręczone nagrody. Jest tam też była żona Stasowa, która wymyśliła sobie taki sposób podarowania rodzicielskiego zadbania dla dotąd zaniedbywanej przez obojga rodziców córki.

Atmosfera wielkiego filmowego świata kapiącego przepychem i ociekającego śmiesznostkami i grzeszkami ludzi z tego typu środowiska zostaje zakłócona przez pierwszą zbrodnię, oto zostaje zamordowana mająca otrzymać główną nagrodę aktorka. I nie jest to jedyny trup. Można powiedzieć, że akcja dopiero się zaczęła.
Stasow nie ma ochoty brać udziału w śledztwie, jednak można powiedzieć, że sytuacja zmusi go do tego, potem zaś w grę wchodzić będą powody osobiste.

Jak wspomniałam na początku, mam wrażenie, że akcja działa się szybko i dynamicznie, aby zapętlić się w środku i oklapnąć jakoś na koniec.

Nie, mnie ta książka jakoś nie wciągnęła, nie zachwyciła i pierwszy to raz, kiedy Marinina otrzymała ode mnie taką notę a jest to 3.5 / 6.

Acha, i jeszcze uwaga. Na okładce polecany jest audiobook tej książki z BŁĘDEM w nazwisku autorki. Brrr…

wywiad z Marininą.