…bo mam kocioł na głowie, różny taki. Nie ma o czym tu pisać. Tak czy siak, daję znać, że jestem;) tylko jakby mnie na blogu mniej.
Ale, muszę odnotować, wczoraj na polu stojąc zobaczyłam, jak ludzie nieopodal wgapiają się w coś w górze, spojrzałam i ja i była to czapla siwa lecąca…Dzisiaj coś jeszcze lepszego! Bocian. Czarny! Ha. Jak dla nas, to pierwsze spotkanie z tym osobnikiem. Chyba nawet podczas naszych wyjazdów na Mazury nie udało nam się go zobaczyć w naturze, chyba, że przelatywał a my myśleliśmy, że to zwykły, kto wie. W każdym razie niezwykłe ptasie spotkania.
Czytam teraz cudeńko literackie, książkę, którą dziewczyny poleciły na Forum Książka, która mi się potem śniła po nocach i którą wiedziałam, że muszę mieć. A jest to książka o świetnym tytule "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek", Mary Ann Shaffer i Annie Barrows. Daaaaaawno nie czytałam tak ciepłej, dobrej książki, z której biją niesamowicie ciepłe dobre emocje. Na mój obecny czas i nastrój i wszystko razem to to, co jest mi najbardziej potrzebne.
Zapomniałam napisać;) Doszła do mnie kartka z ulubionego Wiednia, z balkonami z fasady Hundertwasser Haus i przyjemna dla oka zakładka do książek z motywem artystycznym z pracy Klimta. Dziękuję za pamięć;)
