…bo trzeba umieć słuchać, z cyklu dialogi i nie tylko…

dialog numer jeden, miejsce akcji osiedlowa apteka.
Pan, który wszedł rozmawia najwyraźniej z drugą połową i dopytuje się "Jak mówiłaś? Łojowa?". Ja zasłuchuję się, bo jako żywo, nie mam pojęcia, co też łojowego pan może chcieć nabyć w aptece a łój kojarzy mi się z reklamą Mumio dla Plusa, kiedy to była mowa o świecy łojowej. Pan poinstruowany przez połowicę podchodzi do okienka i prosi "Jałowy pojemniczek na mocz poproszę".

dialog numer dwa, miejsce akcji kolejka do dermatologa. Ja czekam, bo wciąż walczę z alergią. Na miejscu są takie jakieś lampy, wyglądają jak lampy w solarce, ale to raczej nie to samo, sama bowiem solarka stanowi IMO przeciwieństwo dbania o zdrową skórę. Pan, podchodzi do pani wydającej okularki (czyli ciągle coś w deseń tej solarki, hmmm) i radośnie oznajmia "Przyszedłem się trochę napromieniować". Aż się prosiło stwierdzić, że kto wie, czy na dłuższą metę nie taniej wybrać się na wycieczkę do Zony.

dialog numer trzy, miejsce akcji niedaleko naszego domu. Ja czekam na P., który poszedł po coś do domu. Nieopodal mnie na spacerze jest chłopaczek na oko jedenastoletni z psem tej rasy.
Pies jest młody, nie bardzo chce się słuchać swojego pana i w pewnej chwili a jest po burzy i trawa nasiąknięta jest deszczem rzuca się gwałtownie w trawę na plecki i wszorowywuje ją w siebie jak mniemam częściowo z barwnikiem. Młody właściciel ze stoickim spokojem zwraca się do swego pupila "Haroldzie, proszę cię, nie wygłupiaj się".

dialog numer cztery, miejsce akcji ciąg dzisiejszego spaceru (tego po burzy). Ja mijam kolejną osobę, co do której mam jakieś niejasne wrażenie, że "ja go skądś znam" (chodzi Wam czasem takie wrażenie po głowie?). Przy kolejnej osobie chcę powiedzieć do P. , że być może to jakaś jednostka chorobowa:) Skarżącym się tonem odzywam się "Wiesz, co, dziwne, już kolejna osoba, która mnie mija a ja mam wrażenie, że ją znam, to chyba jakiś…" (szukam słowa a w tym czasie P. wpada mi w zdanie)
i odzywa się "…syndrom Facebooka"…

Kurtyna.

niedawno…

…"odkryliśmy" sklepik w okolicy z przysmakami z…Grecji. No, to wiadomo, czym się ostatnio rozpieszczam. Baklava bardzo udana, jak również ciemne oliwki, które bardzo lubię i coś, co uwielbiam wręcz, czyli pasta z ciemnych oliwek, do chleba, pycha!
Wczorajszy spacer do lasu zaowocował wreszcie obejrzeniem ptaka, którego usłyszałam w zeszłym tygodniu , a mianowicie ortolana. Bardzo jestem z tego spotkania zadowolona.:) Słyszałam go, wiedziałam, że to nie trznadel, ale zobaczyć go nie mogliśmy, wczoraj się wreszcie udało. Ha!
Nie odzywała się za to wilga, którą tuż w okolicy ortolana udało nam się słyszeć dwa dni temu. Dwie wilgi zresztą nawoływały, być może uznały, że póki się da, zmieniają miejsce zamieszkania, nie mam pojęcia.
Dziś w nocy miałam śmieszny sen. Śniło mi się, że wraz z Judyttą poszłyśmy do księgarni Świata Książki i wybierałyśmy książki. U mnie ten sen zapewne po wpisie na forum książkowym, gdzie ktoś polecał książkę, nad którą się nawet zastanawiałam a w rezultacie zrezygnowałam. Księgarnia w moim śnie wyglądała zupełnie inaczej, niż ta w rzeczywistości, pamiętam, że Judytta odkryła, że jest jakaś promocja, trzy książki w cenie jednej (fajna taka promocja by była), ja się zorientowałam, że nie wybrałam jeszcze jednej książki, więc znowu ruszyłam na poszukiwania.
Nie pierwszy raz śni mi się sen o książkach, księgarni, wybieraniu, kupowaniu, ale to akurat dla mnie nie jest dziwne.