
Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2010).
Dawno temu dostałam tę książkę od mojej Mamy. I prawie natychmiast stała się ona jedną z moich ukochanych książek, zaczytanych aż do wypadania kartek…Podobnie, jak "Maria i Magdalena" tej samej autorki i traktująca na ten sam temat. Świat Książki wznowił "Zalotnicę niebieską" i dlatego z radością skorzystałam z możliwości nabycia nowej, całej , bez wypadających kartek książki, a okraszonej dodatkowo, co dla mnie jest wielkim plusem, zdjęciami i rysunkami z archiwum autorki. Szkoda tylko, że zdjęć tak mało, no, ale zawsze coś.
Bardzo byłam ciekawa, jak odbiorę po latach tę książkę, niegdyś wyczytaną na wszystkie strony. Minęło wiele lat i oto znowu sięgnęłam po opowieść o Siostrze. Siostrze Magdaleny Samozwaniec z domu Kossak, która opowiada o jednej z moich ulubionych poetek, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.
Jak wspomniałam, opowieść, dłuższa i jeszcze bardziej przez to smakowita snuta jest w "Marii i Magdalenie" , którą mam nadzieję, że Świat Książki lub inne wydawnictwo wznowi również,bo na to ogromnie czekam.
A jak wypadł powrót do książki po latach? Pozytywnie. Po raz kolejny zadumałam się nad siłą i współpracą sióstr. W tym przypadku czasem aż zastanawiającej, bo związek łączący Marię i Magdalenę czasem zdawał mi się aż nadmiernie silny. W dzisiejszych czasach, feministycznych i wyemancypowanych obie panie podejrzewam, że nie założyłyby rodzin. W tamtych czasach rolą kobiety nie było spełnianie się zawodowe, kariera, realizowanie się, a rola żona i matki. Siostry jednak nie do końca zdawały się w tym odnajdować. Owszem, założyły rodziny, ale odnoszę wrażenie, że najbliższe były tylko sobie wzajemnie. Obie nie znoszące dzieci (Magdalena mimo to była matką, ale co z jej córką zwaną Reksią? nie jestem w stanie odnaleźć na jej temat żadnych informacji w internecie, może ktoś może mnie wspomóc wiedzą na temat córki), bardziej zajęte sztuką, niż życiem realnym, przyziemnym, a przy tym odgadujące wzajemne myśli bez słów.
Nie jestem wielką fanką biografii (chociaż czytałam parę naprawdę udanych), ale tę lubię, mimo, że dostrzegam słabość autorki a mianowicie bałwochwalcze wręcz uwielbienie jakim darzy siostrę. Bałwochwalcze, ignorujące wady, którymi na pewno obdarzona była Lilka, jak po domowemu nazywa ją Magdalena.
Pamiętam, jak czytając poprzednio tę książkę zazdrościłam poetce, że miała w postaci siostry takiego wiernego miłośnika i osobę obdarzającą ją aż takim uczuciem.
Teraz już może mniej zazdroszczę aczkolwiek miło jest mieć świadomość, że są rodzeństwa, które aż tak się kochają (chociaż z boku może to być może kogoś wręcz śmieszyć). Magdalena propagowała poezję siostry po śmierci Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej a i jej biograficzne książki na pewno przyczyniły się do rozpropagowania postaci poetki.
W "Zalotnicy niebieskiej" oprócz opowieści, wspomnień snutych przez Magdalenę dodane są zarówno wiersze Marii, jak i fragmenty jej bogatej i smakowitej korespondencji z rodziną, szczególnie wielbioną przez poetkę mamą. Korespondencja ta jest tak wspaniała, widać w niej zupełnie inne oblicze tej eterycznej zdawałoby się , wiotkiej i podatnej niemal na wiatr osoby. Z listów przenika obraz pełnej poczucia humoru postaci, która kochała do niemożliwości nie, nie tylko swoich partnerów życiowych, a właśnie swoją rodzinę, rodziców, brata, siostrę.
Już kilkakrotnie , co Wiecie, wspominałam, jak uwielbiam słowo pisane pod postacią listów właśnie. Sama prowadzę dość ożywioną korespondencję listową, która sprawia mi wiele, wiele radości i cieszę się, że rodzina Marii zostawiła jej listy, chociaż nie ukrywam, że takie publikacje cudzej korespondencji zawsze sprawia, że czuję się lekko nieswojo, bo nie jestem przekonana, że w 100% powinno się ją ujawniać (mimo, że wiele nam przekazuje na temat danej osoby czy epoki, w której bohater żył).
Widzę pewne wady owej biografii, chociażby owo bezkrytyczne postrzeganie obrazu siostry autorki, ale za to ciepło, za miłość, jaką darzy ona nie tylko siostrę, ale i rodzinę, którą opisuje w barwny, żywy sposób, za smaczek tamtych, przedwojennych czasów krakowskich głównie daję jej ocenę 6 / 6.
