
Wydana w Wydawnictwie MUZA. Warszawa (2010). Tłumaczył Jędrzej Burakiewicz. Tytuł oryginalny What Was Lost.
Po pierwsze, po raz kolejny zastanawia mnie opis książki, tym razem na okładce. Cytuję "Gotycka powieść angielska przeniesiona we współczesne czas." Hmmmmmm…….
Ani to powieść gotycka ani o duchach, mimo, że owszem, jeden duch się pojawi. Ale niech nie zwiedzie się opisem ktoś, kto naprawdę liczył na współczesną opowieść o duchach, bo tego w tej książce nie znajdzie na pewno.
Znajdzie za to coś zupełnie innego, ale to już inna sprawa.
Zacznijmy od tego, że czytając tę książkę miałam poważne wątpliwości do kogo tak naprawdę jest ona adresowana. To znaczy do jakiego wiekiem czytelnika. Czy dla młodzieży czy dla dorosłych? O ile nie przepadam generalnie za tego typu książkami, co do których mam takie wątpliwości, tak ta mi akurat pasowała. Niemniej jednak owa wątpliwość pozostała.
Książka zaczyna się bowiem opisując akcję w roku 1984 , kiedy to poznajemy małą Kate mającą zamiar poświęcić się pracy detektywa. Dziewczynka naprawdę poważnie traktuje swoje zadanie a miejscem jej najbardziej intensywnej pracy śledczej (na wyposażeniu pani detektyw Kate jest notes i pluszowa maskotka-małpka) staje się nowo wybudowane centrum handlowe Green Oaks. Ta część książki napisana jest z największym poczuciem humoru, notatki Kate zasługują na pochwałę zarówno za ich ścisłość jak i poczucie humoru je cechujące, natomiast w drugiej części książki, w czasach współczesnych, prawie 20 lat później owego poczucia humoru już jakby zabrakło. Być może ze względu na tematykę, jaką ta część porusza. Czyli opis życia i przeżycia w pracy w Centrum Handlowym. Sztuka przeżycia tamże to zdecydowanie niełatwa sprawa. O czym wiedzą zarówno Kurt, ochroniarz, jak i pracownica sklepu muzycznego Lisa, oboje od dłuższego czasu mający poczucie potwornej paniki w skutek utknięcia na swoich stanowiskach w owym centrum handlowym.
Pewnej nocy Kurt, który bierze głównie nocne zmiany widzi na ekranie kamery przemysłowej śledzącej życie centrum handlowego małą dziewczynkę z notatnikiem w ręku i maskotką małpki. Jak szybko wychodzi na jaw, widzi ją jedynie on.
Razem z Lisą podejmą coś na kształt prywatnego śledztwa, które ma doprowadzić do rozwiązania zagadki, dlaczego ta akurat dziewczynka zjawia się po tylu latach w centrum handlowym.
Losy bohaterów splatają się w książce, co wychodzi na jaw podczas lektury. Nie podejrzewaliśmy jak bardzo. I jak wielki wpływ na swój los wzajemnie mają jej bohaterowie.
Książka ta jest po trochu książką obyczajową a po trochu kryminałem. Z pewnością nie jest to książka o duchach a jeśli o duchach w ogóle, to o duchach przeszłości. Tej przeszłości, w której ma się więcej czasu dla bliskich, żyje się wolniej a zakupy robi się w sklepach osiedlowych, w których sprzedawcy nas znają, w których pytają się o zdrowie bliskich nam osób.
Według mnie mocną stroną tej książki jest zarówno poczucie humoru, o którym wspominałam wspominając pierwszą część książki, jak i refleksje nad kondycją współczesnego świata, które autorka serwuje nam opisując momenty z życia centrum handlowego, podejścia do klienta itd.
Na końcu książki dowiemy się, co i w jaki sposób łączy bohaterów książki. Dowiemy się też, dlaczego Kate po tak wielu latach pojawia się w centrum handlowym.
Ale nie jestem przekonana, że w stu procentach dowiemy się, co tak naprawdę , zgodnie z pytaniem postawionym w tytule książki, straciliśmy…..Tylko, że to nie jest zarzutem w stosunku do książki. To pozostaje do naszej, osobistej refleksji.
Moja ocena książki 4 / 6.
