Kopiuję swój wątek z Forum Kryminały i Sensacje, ale być może komuś wpadnie coś do głowy:
już wyjaśniam, co bym chciała. Od jakiegoś czasu ciekawi mnie prawo
amerykańskie, a raczej to, jak w różnych stanach można je w różny sposób
interpretować itd. Zainteresowała mnie literatura, kryminały
oczywiście, w
których byłoby trochę właśnie o sądowych rozprawach, pokazywało, jak
różnie adwokaci czy prokuratorzy dochodzą do tego, co chcą czyli rozgrywki,
układy
pomiędzy obrońcą a oskarżycielem, to, jak można "manipulować" prawem.
jak
bardzo może stać się ono elastyczne w imię takiej czy innej idei.
Ciekawe, czy
jasne jest to dla osoby z Polski, która na amerykańskim prawie zna się
tyle,
co nic. Ale kusi i interesuje.
Acha, mimo wszystko pytam o literaturę wydaną w Polsce.
Jeśli komuś wpadnie coś do głowy, byłabym bardzo wdzięczna.
Zdrowych, Spokojnych…
Wiem, że niektórzy z Was wybywają w tych dniach do domów, a wiadomo, że w Święta nie siedzi się na necie, więc już dziś składam Wam i Waszym Bliskim (piszącym u mnie i tylko tym "podczytującym") Zdrowych i Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. I poczucia Wiosennego Odrodzenia. Niech zagości w sercach.
„Grobowa cisza”. Arnaldur Indridason.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2010).
Przełożył Jacek Godek. Tytuł oryginalny "Grafarpogan".
Po książce tego samego autora "W bagnie" teraz przeczytałam "Grobową ciszę" i muszę powiedzieć, że odnoszę wrażenie, że książki o Inslandii w wykonaniu tegoż autora z pewnością nie zachęcają do wyprawy tamże. Niestety, obraz wyłaniający się z kart książki bardziej zniechęca do wyprawy do Islandii, niż zachęca…
To jedna z bardziej przygnębiających książek, jaką czytałam w ostatnim czasie, serio. Przez całą lekturę miałam na ciele nieprzyjemną skórkę, taką ze smutku i poczucia współczucia i z takiej ponurej świadomości, że to, co przedstawił nam autor nie jest wcale ani rzadkie ani oddalone o lata świetlne.
Jak zwykle u Skandynawów intryga kryminalna staje się być właściwie jedynie pretekstem do ukazania całego przekroju problemów świata, społeczeństwa, współczesnych mieszkańców Islandii i nie tylko. Mamy tu zarówno problem narkomanii i niszczenia własnego życia i rodziny na własne życzenie, i problem rozbicie rodziny i niedopuszczania jednemu z rodziców do kontaktów z dziećmi. Jest tu wreszcie główny problem, wokół którego skupia się cała intryga kryminalna a mianowicie problem przemocy domowej. Potwornej, brutalnej, niszczącej wszystko co mogło być piękne i dobre, wpływającej na każdego członka rodziny, a wiadomo, że najbardziej na dzieci obecne w tej rodzinie. Przemocy, która zapoczątkowana jest również przemocą, której poddawany był w dzieciństwie później okrutny dla swoich ofiar sprawca. Błędne koło przemocy i agresji, które zdaje się nie do przerwania.
Ponownie też zatrważa to, co jest przemycone, czyli obojętność na tą przemoc członków społeczności lokalnej jak również organów, które zdecydowanie obojętne pozostać nie powinny czyli na przykład policji. I nieważne, że rzecz działa się kilkadziesiąt lat temu, myślę, że podobne błędy popełniane są do dziś, chociaż zapewne nie na taką skalę.
Po raz kolejny refleksja mnie naszła podczas lektury. Mimo, że lubię kryminały Skandynawskie za ich obyczajowość właśnie, tę niezwykle ciekawą umiejętność połączenia kryminału ze studiem obyczajowym świata współczesnego, to dlaczego one są na ogół aż tak ponure. Zresztą, z tego, co kojarzę, to mało która literatura skandynawska (pomijając cudowne i radosne kontrastowo książki dla dzieci) jest optymistyczna, dużo w niej przemocy, wobec kobiet właśnie często. Czy winą jest naprawdę położenie geograficzne, które skąpi światła tak często? W którym słońce często jest gościem, a częściej odwiedza śnieg i zimno? Nie mam pojęcia.
Wiem jedno, mimo, że książka według mnie dobra, interesująca chociażby ze względu na zwrócenie uwagi na tematykę, którą niechętnie poruszają autorzy książek, to na pewno jest niezwykle przybijająca i przygnębiająca.
Ja obecnie sięgnęłam po coś, co przynajmniej wiem, że zakończy się happy endem. Tego mi obecnie potrzeba.
Moja ocena książki 5/ 6.
