
Wydana w Wydawnictwie MUZA. Warszawa (2010).
Przełożył z angielskiego Jędrzej Polak.
Tytuł oryginału japońskiego Hashiru koto-ni tsuite kataru toki-ni boku-no kataru koto.
Tytuł przekładu angielskiego What I talk About When I Talk About Running. A Memoir.
Ci, którzy mnie znają wiedzą, że moim ulubionym autorem jest Haruki Murakami. Proszę mnie nie pytać, za co. Odpowiem lakonicznie. Za całokształt. I za to, jaki jest, a raczej, co tworzy w swoich książkach. Za to, o czym pisałam już niejeden raz, a mianowicie , że często czytając jego książki mam wrażenie, jakby wyjmował z mojej głowy daną myśl i formułował ją na kartach swojej powieści.
Dlatego też wiadomo było, że jego najnowsza książka wydana (nareszcie!!) u nas zainteresuje mnie.
A mowa oczywiście o "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu". Ciekawa jest interpretacja tytułu, pomysł na niego zaczerpnął bowiem z książki wielbionego przez siebie autora, o czym pisze na końcu swojej książki.
Muszę uprzedzić tych, którzy czekali na kolejną prozę czy opowiadania Haruki Murakamiego, że nie jest to to, do czego nas dotąd przyzwyczajono. Książka bowiem jest jego refleksje, snucie opowieści o tym, co czuje on podczas tego, kiedy biega. Nie wiem, na ile znacie jego biografię, podejrzewam, że nie wszyscy wiedzą, że Murakami biega. Od ćwierćwieku. I to intensywnie. Bierze udział w maratonach, a próbuje też swoich sił w triatlonie, chociaż to bieg, szczególnie maratońskie dystanse, są tym, co najbardziej go zajmuje w sporcie.
Napiszę szczerze, a powielę to, co przeczytałam w opinii jednej z blogowiczki mnie odwiedzającej, która pisała o tym do mnie w emailu, że to, co pisze Murakami w swojej książce o życiu, jego obserwacje, refleksje, zajmują ogromnie, ale niestety, pozostałe części, czyli to, co dotyczy biegu i wszystkiego co wokół znużyło mnie trochę. No, nie ukrywam , mnie osobiście nieco wynudziło. Nie, nie, nie mam nic przeciwko bieganiu! Sama uwielbiam spacer (ale nie takie wleczenie się noga za nogą, a dość intensywny, od razu mówię BEZ KIJKÓW:), ale rozumiem, że nie każdego to musi fascynować. To, że mnie dodaje to siły, radości życia, sprawia, że czuję się o wiele, wiele lepiej, to wielkie szczęście. Jednak zdaję sobie sprawę, że są osoby, które niewiele takie coś obchodzi. I nie mam do nich o to pretensji.
Cieszę się jednak, że przeczytałam tę książkę, bo po pierwsze, poznałam to, co sprawia radość ulubionemu autorowi, poznałam w jakiś sposób jego samego, jak również mogłam wynotować sobie kilka jego myśli, refleksji, które mi się spodobały.
Co najważniejsze płynie z tych rozmyślań o bieganiu, to to, co niby powinno być jasne, ale czy zawsze jest? A mianowicie fakt, że nie trzeba w czymś osiągać poziomu mistrza świata. Ale warto jest, jeśli mamy coś, co nas cieszy, co sprawia, że czekamy na to coś z niecierpliwością. To coś dodaje kolorytu naszemu życiu. Dla jednego będzie to coś stricte intelektualnego, dla innego wysiłek fizyczny, który pobudzi jego endorfiny i sprawi, że ktoś poczuje w sobie jeszcze więcej entuzjazmu i szczęścia i siły.
Jak dla mnie Murakami w jakiś sposób porównuje bieganie , szczególnie to długodystansowe do pisania. Mówię tu oczywiście o jego pisaniu zawodowym. Jako autora. Też nie zawsze jest tak, że od razu przynosi to owoce, też bywa, że dopiero kolejne uczestnictwo przynosi wymierny zysk czy to w postaci uznania jako autora czy to już po prostu zysk finansowy. No i, co jest niezaprzeczalną prawdą, podczas treningu biegu i pisania czegoś nowego zawsze jest się samemu. W takich chwilach nie musisz z nikim rywalizować. Jeśli już, to jeśli rywalizujesz, to sam ze sobą, stawiając sobie pytanie, na ile sam jesteś w stanie pokonać własne słabości i stać się lepszym…Jak sam Murakami wyszczególnił, w literaturze, pisaniu najważniejsze są talent, koncentracja i wytrzymałość.
Jeśli chodzi o bieganie, to mnie najbardziej ujęły jego wspomnienia dotyczące osób, które regularnie spotykał on podczas swoich treningów. Ujęło mnie to, bowiem wiem, co ma on na myśli. Podczas naszych spacerów również spotykamy z czasem te same osoby. Poznajemy się i w jakiś sposób stajemy się sobie "bliscy". Czasem wymienimy uśmiech, czasem skinienie głową.
Jeśli zaś chodzi o pisanie, to absolutnym cudem są słowa Murakamiego na stronie 105 książki, dotyczące wypytywania go o styl życia i pisanie, jakie spotyka go ze strony nie obcokrajowców a jego własnych krajan.
Cytuję "Nie pytają mnie o to obcokrajowcy, ale najczęściej mieszkańcy Japonii, dla których pisanie powieści jest niezdrowym zajęciem. Sądzą, że oddają się temu jacyś degeneraci, którzy źle się prowadzą właśnie po to, by pisać. Panuje powszechne mniemanie , że wiodąc niezdrowy tryb życia, pisarz oddala się od pospolitości i uzyskuje swoistą czystość, która ma wartość artystyczną. Ta koncepcja kształtowała się przez długi czas. Filmy i seriale powtarzają ten stereotyp-czy mówiąc mniej pejoratywnie, legendę- o postaci artysty.
W zasadzie zgadzam się z poglądem, że pisanie powieści jest niezdrowym zajęciem. Kiedy zabieramy się za pisanie książki, kiedy używamy pisma do tworzenia opowieści, na powierzchnię wypływa-czy nam się to podoba, czy nie-jakaś toksyna zalegająca głęboko we wszystkich istotach ludzkich. "
i na stronie 106:
"Działalność artystyczna ma w sobie od samego początku niezdrowe i aspołeczne elementy".
I za tę szczerość i prawdziwość, ale nie silenie się na przeintelektualizowanie tak uwielbiam Haruki Murakami.
Moja ocena książki, to 4.5 / 6.


