Mikołajek…

…mnie odwiedził:)
Znowu poczta rozpieściła. Spacerek podesłała mi kartkę z Tatr. Tak, naszych gór;) Z widokiem Pośredniej Turni i Skrajnej Turni nad Doliną Gąsienicową. Dziękuję za kartkę z gór;) W tych naszych nie byłam bardzo dawno i raczej nie zanosi się abym tam szybko była, a więc tym milej podziwiać widoki.

Natomiast wczoraj odwiedził mnie ni mniej ni więcej, ale Mikołajek. Tak, ten z książek;). Jeśli kiedykolwiek miałam wątpliwości, jak on wygląda, to wczoraj się ich pozbyłam. Maga-mara bowiem podesłała mi pocztówkę ze zdjęciem autorstwa Willy Ronisa, która to przedstawiała ni mniej ni więcej a Małego Paryżanina.

Od znajomej zaś Amerykanki (i jej bliżniaków) dostaliśmy najprawdziwszą Walentynkę czyli przez pocztę wysłaną. Miły gest;)

Ogromnie Wam Dziewczyny dziękuję za pamięć i przede wszystkim za podróż, jaką odbyłam jak również za możliwość poznania Mikołajka;)

„Kości wróżebne”. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin”. Peter Hessler.

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. (2009). Z angielskiego przełożyła Anna Katarzyna Maleszko.

Cóż mogę powiedzieć. Dziwne uczucie mam po lekturze tej książki. Bo tak. Na kolana mnie nie rzuciła. Ale i przeczytałam. Bo wiecie, te Chiny tak mnie intrygują, że mam teraz taki "chiński" czas. Zauważyłam, że miewam takie fazy i co ciekawe, te fazy książkowe są na ogół w stosunku do miejsc, krajów, co do których mam zdecydowanie jakiś taki dualistyczny stosunek. Z jednej strony coś mnie w nich drażni, wiem, że nie chciałabym tam pojechać, z przeróżnych przyczyn, a z drugiej strony, coś tak silnie "uwiera", że muszę o nich czytać albo żeby utwierdzić się w moich indywidualnych przekonaniach, opiniach albo, żeby po prostu się nie zgodzić, ale zgłębić temat. Obecnie "na tapecie" , że się tak kolokwialnie może wyrażę-Chiny. Tak na to wygląda sądząc po moich ostatnich lekturach.

Po "Kości wróżebne" sięgałam z wielkimi oczekiwaniami. Kusiła mnie, bo tak jest i będzie raczej, właśnie ta perspektywa spojrzenia na Chiny współczesne. Oczywiście, wiadomo, że współczesność jest kształtowana przez przeszłość, ale miałam cichą nadzieję na jak największe skupienie się na owej współczesności właśnie. Książka jest owocem paru lat zamieszkiwania Chin przez jej autora, Petera Hesslera. Trochę głupio jest mi się go "czepiać", bo jak widzę, znany dziennikarz, z dokonaniami itd. Hm. Mnie nie do końca przekonał. Zastanawiam się, jak to sformułować. Czytając książkę z jednej strony byłam zaciekawiona, z drugiej, trafiałam na takie "rafy", przez które nie miałam niemal siły przebrnąć. Kilkakrotnie prawie porzuciłam książkę.
Jak dla mnie mistrzem reportażu pozostanie i nic tego nie zmieni, Kapuściński. Peter Hessler pisze dobrze, porusza ciekawe tematy, ale mnie osobiście często po prostu i zwyczajnie i banalnie znudził.
Podsumowując moje żale, dokończyłam dlatego, że jednak byłam ciekawa, co będzie dalej w tym reportażowym spojrzeniu na Chiny a po drugie, nie mam zwyczaju (raz może się zdarzyło, że złamałam ów zwyczaj) pisać o czymś, czego nie czytałam czy nie widziałam w całości.
Peter Hessler lepiej pisze o sprawach kulturalno społecznych, chociaż odnoszę wrażenie, że według niego lepiej wychodzą mu kwestie związane z archeologią. Jest to pewnie jego konik i trudno mu się dziwić, że chce mieć wrażenie, że tym "zarazi" innych. Ja jednak uważam, że najlepiej wyszły mu obserwacje zmian zachodzących w Chinach na przestrzeni lat przełomu milenijnego. Ta kwestia mnie osobiście interesuje zawsze w stosunku do każdego kraju, o którym czytam. Społeczeństwo, kultura, współczesność, to, jak się żyje obecnie tu i teraz i jakie nastąpiły zmiany. Nic na to nie poradzę, że kwestia tytułowych "kości wróżebnych" najmniej mnie ciekawiła, mimo prób powiązania tego tematu z współczesnością.

Z kolei tematem najbardziej mnie ciekawiącym była jego analiza życia jego własnych studentów , którzy rozpoczynali dorosłe życie w nowej, zdecydowanie kapitalistycznej a nie socjalistycznej rzeczywistości (cokolwiek by Komunistyczna Partia Chin na ten temat nie myślała).

Fantastyczną lekturę miałam podczas analizy miasta Shenzhen, które "wyrosło z dnia na dzień", a w którym wielu młodych ludzi rozpoczyna start w nowe , lepsze? życie. Bardzo też zajął mnie rozdział wciąż powiązany z owym miastem a dotyczący kultowej dziennikarki radiowej prowadzącej audycje nocne dla zagubionych we współczesnych Chinach młodych kobiet.

Najmniej ciekawiły mnie wtręty polityczne a raczej obserwacje dotyczące konfliktów na linii władz Amerykańsko-Chińskich, aczkolwiek przerażający jest opis tego, jak reagował tak zwany "przeciętny Chińczyk" po słynnym 11 września…To pokazuje, jak odmienna i nigdy dla mnie niezrozumiana jest ich mentalność i nich tak pozostanie. Niemniej jednak, co również można wyczytać z kart książki, niestety, pewne sposoby myślenia ze słynnej "Rewolucji Kulturalnej" już niestety, raz na zawsze , będą pokutować w sposobie myślenia współczesnych Chińczyków. A może, co jeszcze ciekawsze, Mao nie odkrył nic nowego a czerpał z przeszłości, z myśli powstałych wieki temu, tylko umiejętnie dostosował je do swoich pomysłów?

Podsumowując. Przed lekturą miałam taki na nią apetyt. Spodziewałam się więcej. Dostałam przyzwoitą prozę ale nie coś, co powoduje, że nie mogłam się oderwać. Mimo to lekturę oceniam na przyzwoitą.

Moja ocena to 4 / 6.