zastanawiałam się, czy napisać…

…ten wpis. Bo idzie weekend i po co zarzucać smutkami. Bo co kogo obchodzi. Ale przecież mój blog był z założenia. Był? Jest! Pamiętnikiem i chcę w nim zostawiać to, co w głowie się kotłuje. Nie ukrywam też, że "impulsem" stała się dla mnie rewizyta na blogu Ewy.
Minęła niedawno miesięcznica od śmierci mojego Ojca. Jakoś do siebie dochodziłam, ale śmierć w rodzinie Męża, tym bardziej, że również ktoś został osierocony, przywróciła wiele wspomnień, oczywiście, że niekoniecznie , raczej tylko tych smutnych, złych.
Krąży więc koło mnie znowu temat śmierci, żałoby. Do tego stopnia, że kiedy dwa dni temu miałam dół gigant, rycząc zaczęłam przekopywać się przez strony na necie dotyczące właśnie żałoby i jej etapów. Zajrzałam nawet na forum poświęcone jej, ale nie znalazłam tam tego, czego szukam. Troszeczkę zbyt dla mnie tam było za duchowo, a nie szukałam nic w tej kwestii właśnie, bardziej jak najbardziej właśnie realności fizyczności przeżywania. Poza tym, co ważne. Pisały tam osoby, które miały z osobą zmarła świetne układy. A dla mnie istotną kwestią jest ta, że ja z Ojcem nie miałam najłatwiejszych układów. Ale, to nie znaczy, że Jego śmierć mnie nie ruszyła. Nie. A może wręcz odwrotnie, ruszyła silniej, niż gdybyśmy mieli te nasze układy wzorowe. Po co o tym piszę? Może ktoś też kiedyś będzie przekopywał się przez net, aby poszukać zdania kogoś, kto właśnie nie miał super układów z kimś, kto odszedł, ale odczuwa po nim jak najbardziej żałobę. I chce poczuć, że nie jest w tym sam. Że są tacy jak on. Ja wiem, że są, bo nawet jedna z osób z bloga rozmawiała ze mną i wiem, że i jej układy z Ojcem nie były super, ale nie znaczy to, że śmierć Ojca jej nie ruszyła. Ale jakoś ostatnio mijają nam się drogi i nie mogę się z nią nagadać na ten temat. A potrzebowałam tego. Chciałam też poczytać o samym zjawisku żałoby, jego etapach.
I wiem już, że mimo, że nie przeszłam przez wszystkie jej etapy (na przykład nie miałam etapu , ani przez chwilę, zaprzeczenia) to wiele z tego, co obecnie przeżywam jest jak najbardziej "normalne" o ile można to tak nazwać. I wiem, że na przykład fakt, że dostałam po prostu, znienacka uczulenia, mimo, że nie wypróbowałam nic nowego z kosmetyków może wiązać się z tym stanem właśnie. I dobrze jest wiedzieć, że takie a nie inne myśli niekoniecznie muszą oznaczać, że się zwariowało.
Że nie każdy ma z kim o tym pogadać. Nie dlatego, że nie ma się komu, ale dlatego, że osoby, które tego nie doświadczają, po prostu nie zawsze są w stanie nam pomóc. Owszem mogą wysłuchać, ale nie bardzo się ustosunkować, bo i jak. Ważne jest, że jest ktoś obok nas ale chciałoby się czasem wiedzieć, że ktoś ma za sobą takie samo doświadczenie.
Bo to jest tak, że każdy z nas swoją żałobę przeżywa po swojemu. I ważne jest , żeby o tym wiedzieć.
Szukając w necie artykułów natknęłam się z powrotem na ten, który odszukałam, kiedy szukałam tej tematyki po śmierci Kogoś Ważnego w życiu M. Potrzebowałam tego, bo , przyznaję się, nie wiedziałam, jak reagować. Tam wyczytałam, to mądre, żeby nie mówić komuś JAK ma przeżywać swoją żałobę. Żeby nie mówić, że się WIE, jak się ten ktoś CZUJE. Bo się nie wie. Bo nawet jeśli ktoś stracił tak samo powinowatą osobę czy o tej samej relacji (na przykład nienarodzone dziecko, partnera, przyjaciółkę) to i tak nie czujemy tego samego.
I nagle okazuje się, że niezwykle ważne jest dla mnie, jeśli ktoś w ogóle pyta się mnie, jak sobie z tym wszystkim radzę. Bo wiecie co, bardzo wiele osób omija ten temat w moim życiu. Nie pytają. Nie mam pretensji, wiem, że pewnie chcą być delikatne, dyskretne. Nie mam pretensji. Tylko po prostu radzę sobie tak falami. Raz lepiej raz gorzej.
Dobrze, że jest net. Naprawdę. Uspokoiłam się kiedy tego szukałam, a wczoraj przekopując się ponownie jeszcze bardziej się w tym utwierdziłam.
Nie chciałam takiego wpisu , bo smutny, bo w dzisiejszych czasach omijamy tematy smutne, niewygodne, złe, ale to w końcu moje miejsce w sieci i jest mi niezwykle dobrze, że to z siebie mogłam wywalić.
Nie oczekuję komentarzy, bo sama wiem, że sprawy dotyczące uczuć, odczuć, są niezwykle delikatne. Ale oczywiście, nie zabraniam, bo i jaki to ma sens, skoro popełniam jakby nie było publiczne wynurzenia. Natomiast chciałam, aby ten wpis stał się być może pomocą, wsparciem dla kogoś, kto też kiedyś będzie szukał czegoś o tej właśnie tematyce.