…że zbliża się święto zakochanych?
Spam w każdej twojej emailowej skrzynce zapchany jest wyłącznie reklamą pewnej niebieskiej tabletki;)
„Dziennik Ma Yan. Z życia chińskiej uczennicy”. Ma Yan. Prezentacja: Pierre Haski.

Wydana w Wydawnictwie Albatros. Warszawa (2004). Z francuskiego przełożył Wiktor Dłuski.
Znowu Chiny. Znowu. Nie wiem, co się stało, ale tematyka współczesnych Chin jakoś niezwykle mnie intryguje, co ciekawe ,mój stosunek do tego kraju na pewno nie jest bałwochwalczy , wręcz sądzę, że więcej dostrzegam wad niż zalet tego kraju a jednak temat interesuje, kusi i powoduje, że z chęcią sięgam po tego typu lekturę.
Na wstępie recenzji, szczerze polecam wpis Magi-mary , nie tak dawny, o którym zaraz kiedy po książkę sięgnęłam, pomyślałam.
Ciężko jest ogarnąć myśli po tak przejmującej lekturze. Muszę powiedzieć jedno. Po raz kolejny, mimo, że kiedy myślę o szkole, zwłaszcza początkowej, to chce mi się cytować za T.Love "(…) dziękuję szkole za pierwsze kontakty za dzikie wakacje i nerwy w ubikacji", to odczułam wielką wdzięczność za fakt, że przyszło mi się narodzić w kraju, w którym mam dostęp do wykształcenia. W którym moi rodzice nie musieli zastanawiać się nad tym, czy stać ich na to aby posłać mnie do szkoły.
Francuscy dziennikarze podróżowali po okolicy , w której mieszka autorka dziennika, robiąc reportaż, kiedy to w chwili, kiedy wyjeżdżali podbiegła do nich matka trzynastoletniej dziewczynki, Ma Yan, wręczając im list swej córki. List, którego matka bez wykształcenia nawet nie rozumiała i który musiała jej córka odczytać. A list ten był rozpaczliwym, mocnym krzykiem o pomoc i ratunek. Czyli w tym przypadku o możliwość kontynuowania nauki.
Chińska prowincja boryka się obecnie z wieloma problemami. Jednym z nich z pewnością jest brak wykształcenia nowego pokolenia. Niestety, szkolnictwo, zrujnowane podczas szalonej Rewolucji Kulturalnej , nie podźwignęło się.
Swoistym paradoksem jest fakt, że w kraju, który odnotowuje tak wysoki rozwój gospodarczy, jest cała masa ludzi niewykształconych i biednych. Takich, którzy albo nie mają pieniędzy aby ich dzieci uczyły się po szkole podstawowej albo takich, którzy, jak rodzina pochodzącej z mniejszości muzułmańskiej Chin, Ma Yan, musi wybierać spośród gromadki dzieci. I, rodzi się kolejny problem, oprócz samej biedy i co za tym idzie, zatrważająco rosnącego poziomu coraz niższego wykształcenia wśród ludności wiejskiej, widać kolejny problem nie tylko w tym przypadku Chin, ale i wielu innych krajów rozwijających się. A mianowicie, z góry przegraną dziewczynek. Kobiety się nie liczą. Narodziny kolejnej dziewczynki nie są przyjmowane z radością a z westchnieniem. I kiedy przychodzi co do wyboru czy kształcić syna czy córkę, wybór jest jasny, pada oczywiście na syna.
W historii Ma Yan jaśniejszym promykiem jest fakt, że jej rodzice zdają się ją kochać, ale mimo to, kiedy przyszło co do wyboru , na które kształcące się dziecko wydadzą pieniądze, wybrali synów, nie córkę.
I to właśnie chciała wykrzyczeć Ma Yan.
Niesamowita jest w tej dziewczynce wola dalszej nauki. Ona, jako jedyna naprawdę rozsądna, a właśnie dlatego, że kształcona, rozumie, że współczesnym świecie nie da się osiągnąć nic bez nauki i wykształcenia właśnie. Tylko nie rozumieją tego, niestety, współczesne władze Chin, które zdają się jedynie chwilowo dostrzegać problem, by za chwilę znowu zamieść go pod dywan i udawać, że nie istnieje. W końcu rolnicy im mniej mądrzy, tym lepiej, prawda? Mniej będą myśleć, mniej domagać. Będą egzystować na granicy przeżycia. Wtedy łatwiej się nimi steruje.
Dziennikarze, którzy otrzymali list zainteresowali się losem dziewczynki. Wkrótce otrzymali jej dziennik, zapiski, których część poszła z dymem, kiedy jej ojciec skręcając sobie papierosy używał zapisków córki z zeszytów, zapisków, których rzecz jasna, nie rozumiał jako, że sam nie uczył się w szkole. Francuzi nie odpuścili, w "Liberation" ukazał się reportaż na temat Ma Yan, który wywołał wielki odzew wśród czytelników. Ludzie przejęli się losem trzynastolatki, która, jakież to ciekawe , kiedy patrzy się na niektóre rozpieszczone dzieci , które uczyć się nie chcą z kaprysu i niechęci, ma tak wielką potrzebę nauki. Która rozumie, że tylko to może pozwolić jej wyrwać się ze świata biedy, wręcz nędzy. Świata, w którym ona, jako uczennica ma jedno ubranie, które pierze sobie przy okazji weekendowych wizyt w domu. W świecie, w którym praktycznie nie je ona mięsa a miseczka ryżu stanowi jej codzienną strawę. W świecie, w którym idzie ona w piątek po południu do domu kilka godzin , bo żal jej jednego Juana na traktor, którym może podwieźć ją do jej wioski rolnik przyjeżdżający na targ w mieście, w którym jest szkoła.
Przejmujący jest opis zaginięcia długopisu, który Ma Yan tak kochała, a na który zbierała pieniądze długo , w dodatku dokonując wielu wyrzeczeń takich, jak odmawianie sobie jedzenia aby na ów długopis zaoszczędzić.
Po jakimś czasie zapiski, ów dziennik Ma Yan ukazał się drukiem i właśnie prezentowany był przez Pierra Haski.
Powstało również stowarzyszenie "Enfants du Ningxia", które ma swoją siedzibę w Paryżu i dzięki któremu ufundowano paru innym dziewczynkom oprócz Ma Yan możliwość dalszego kształcenia się.
Ktoś spyta czy warto jest robić szum aby pomóc tylko paru dziewczętom skoro na całym świecie takich, jak one są miliony? Ale czy jest to argument na to abyśmy pozostali obojętni na los takich jak one?
Moim zdaniem nie.
Ma Yan zasługuje na dalszą naukę. Mam nadzieję, że spełniło się jej marzenie o Uniwersytecie, jako, że zasługiwała na to jak mało kto. Wiedząc, czego pragnie, dążąc do tego pomimo głodu, biedy, nędzy, niepowodzeń.
Ma Yan wykazała się niezwykłym jak na dziecko w jej wieku poziomem dojrzałości, odpowiedzialności i świadomości, że we współczesnym świecie tylko wykształcenie zmienia coś w życiu człowieka na lepsze. Dziewczynka chce kiedyś sprawić, aby nie tylko jej kraj rósł w siłę ale również wesprzeć rodziców, którym, a szczególnie matce, jest wdzięczna za okazaną jej pomoc. Ma Yan nie jest rozgoryczona na władze swojego kraju, który zdaje mi się traktować takich jak ona co najmniej lekceważąco. Nie widzi nic niezwykłego w tym, że w kraju, który chwali się niesamowitym rozwojem gospodarczym wciąż jest tylu analfabetów a poziom wykształcenia wśród rolników wręcz zatrważająco maleje zamiast rosnąć. Ma Yan ucząc się w obskurnych warunkach, bez jakichkolwiek wydawało by się nam, ludziom Zachodu , pomocom naukowym, wciąż ma chęć do kontynuowania nauki, właśnie po to aby zmienić los swój i bliskich.
Książka, dziennik właściwie jest przejmujący, nie tylko ze względu na postać samej dzielnej dziewczynki, ale na ilość refleksji i niewesołych myśli, jakie człowiekowi przychodzą do głowy w związku z tematem…
Moja ocena to 5 / 6.
polecanka filmowa…
…jest miejsce, gdzie można
oglądać filmy za darmo. Niestety, dostępne jedynie dla osób z Polski.
A jest to to:
Jest tam też film, który zrobił na mnie tak wielkie wrażenie, a mianowicie "Hanami-kwiat wiśni".
