
Wydana w Świecie Książki. (2010). Tłumaczenie z języka angielskiego Katarzyna Maleszko.
Jak pisałam we wpisie dotyczącym nabytków książkowym, temat współczesnych Chin w jakiś nie do końca mi zrozumiały sposób intryguje mnie ogromnie. Szczególnie ciekawi mnie temat słynnej już rewolucji kulturalnej, która według mnie jest niesamowitym zjawiskiem, które tak naprawdę logicznie (w mojej opinii) zdarzyć się w świecie rządzącym się logiką zdarzyć się nie powinno a jednak, zdarzyło się.
O tej tematyce lubię czytać w książkach obyczajowych czy też wspomnieniach osób, które jej doświadczyły i tak zaczęło się od "Dzikiego Imbiru" Anchee Min (polecam jej książki), potem czytałam o tym w "Dzikie łabędzie: trzy córy Chin" Chang Jung, książce, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Teraz miałam okazję zmierzyć się z tym niełatwym tematem w książce autorki, która przeszła sześć lat obozu pracy właśnie podczas owej słynnej rewolucji kulturowej, jaka miała miejsce w Chinach.
Książka to niełatwa, bo i niełatwe było życie samej autorki. Nawiasem mówiąc, autorka mieszka obecnie w Kanadzie. To tak z zupełnie innej beczki;)
Opowieść autorki Ting-Xing Ye zaczyna się, kiedy ona i jej trzy siostry i dwaj bracia tracą rodziców i zostają pod opieką przybranej babci. Która to na ówczesne czasy jako jedyna z całej familii ma właściwe pochodzenie. Oni bowiem są uznawani jako mający pochodzenie zdecydowanie niewłaściwe, bowiem ich rodzina miała swoje interesy i na pewno nie można było nazwać ich robotnikami czy niewykształconymi rolnikami.
Niestety, jak wiemy, w tamtych czasach takie pochodzenie nie zapewniało nic dobrego i o tym przekonują się osierocone dzieci, które nie dość, że muszą zmóc się ze stratą rodziców, to i odnaleźć się w nowej rzeczywistości , która nie rozpieszcza.
Sąsiad, członkowie rodziny, stają się dla siebie wzajemnie wrogami, którzy mogą zdenuncjować.
Uwielbienie i miłość do Mao osiąga stany narkotyczno-obłędne wręcz. Co sprytniejsze jednostki umieją się w tym znaleźć. Mądrzy i myślący – nie i na tym polega ich główny problem, który dotyka i samej bohaterki. Dziewczyny, dla której ważne jest myślenie, nauka, wykształcenie a nie bezmyślne klepanie idiotycznych myśli z czerwonej książeczki przewodniczącego Mao.
Niestety, jej upór i czasem zbytnia naiwność prowadzą ją często do kłopotów.
Pierwsza część książki ma miejsce w jej rodzinnym mieście, druga jej część opowiada o sześciu , niełatwych latach spędzonych w obozie pracy, kiedy dla przewodniczącego Mao wykonywało się nawet najgłupszą i pozbawioną wszelkiej logiki pracę, mającą zapewne stłumić resztki inteligencji i myślenia w masach, które, a jakże, jak każde inne, zaczynając myśleć mogły być zdolne do działania twórczego.
Autorka nie wybiela się, umie pokazać, jak i ją złamano w pewnym momencie, jak bardzo wciąż ciąży jej fakt, że w pewnej chwili poddała się wymogom systemu.
Być może to wyznanie staje się w jakiś stopniu chęcią odkupienia winy…Tak sądzę.
Książka bardzo mi się podobała i zainteresowała. Sądzę, że osoby, które ta część historii Chin ciekawi, również znajdą w niej coś dla siebie.
Moja ocena książki 5/6.
