książkowy stosik…

…czyli efekt "przepuszczenia ataku osobistego" na księgarnię Świata Książki.

Najnowsza Joy Fielding, na którą czekałam długo.
"Zapach cedru" opowieść z Kanadą w tle (co jak się domyślacie skusiło mnie przy moich ostatnich zainteresowaniach tym krajem).
Daphne du Maurier, mam nadzieję, że nie zawiedzie, jej "Rebeka" do dziś wspominana jest przeze mnie z rozrzewnieniem…
Dwie ostatnie książki traktują o Chinach, "Kości wróżebne" czyli rzecz o współczesnych Chinach i "Nazywam się numer cztery" o okropnym czasie w historii tegoż państwa, czyli rewolucji kulturalnej. Ja do Chin mam mieszany stosunek. Nie podoba mi się, jak traktują tam ludzi i jak za nic mają prawa człowieka i pewnie dlatego to główny powód aby nawet gdybym miała taką możliwość, nigdy tam nie jechać. To taki mój osobisty bunt, mam do niego prawo. Z drugiej strony intryguje mnie ten kraj a szczególnie właśnie okres rewolucji kulturalnej mnie ciekawi. Zobaczymy, jaka będzie lektura, ale mam nadzieję, że stosik nie zawiedzie.

„Gejsza z Gion”. Mineko Iwasaki.

Wydana w Wydawnictwie Albatros, (2006). Tłumaczył Witold Nowakowski.

Książka ta, którą otrzymałam w prezencie, z niewiadomych dla mnie przyczyn "przeleżała się" czas jakiś u mnie na półce.
Za to, jak zaczęłam ją czytać, to…wciągnęłam się ogromnie i nie mogłam jej odłożyć.
"Gejsza z Gion" to wspomnienia japońskiej gejszy, jednej z najsłynniejszych z Kioto, która w wieku lat pięciu postanowiła, że przeniesie się do domu właścicielki domu gejsz i w przyszłości gejszą właśnie zostanie.

W swoich wspomnieniach stara się ona podkreślić, jak bardzo różni się profesja gejszy od tego, jak często stara się ją widzieć Zachód a mianowicie jako coś na kształt luksusowej prostytutki. A więc nic bardziej mylnego. Co zdaje się być wiadomym dla znawców Japonii i jej miłośników, za to niekoniecznie dla osób , dla których Japonia "dzwoni" tylko pod postacią robotów, kwitnącej wiśni i tego typu stereotypów.
Mineko Iwasaki stanowczo stara się rozprawić więc z owym przekonaniem, i opisuje swoją dawniej wykonywaną profesję nie  jako pełną przyjemności stronę życia a pracochłonne, czasochłonne i wbrew temu, co niektórzy mogą sobie myśleć , dość stresujące zajęcie.
Bawienie innych może się bowiem okazać nie takie łatwe, jak nam się wydaje. Gejsza musi posiadać szereg umiejętności. Oczywiście dobrze jest, kiedy jest nie tylko urodziwa, ale i inteligentna. Ma bowiem bawić rozmową, żartem, bawić, a nie męczyć i nudzić. Nie jest to takie łatwe, jak mogłoby się wydawać.
Mineko Iwasaki opisuje, jak trudna jest droga do stania się gejszą idealną. Jak wiele musi się młoda dziewczyna nauczyć i jak wiele upokorzeń musi znieść, jak wiele też musi ukryć w głębi siebie, nie okazując emocji, aby klienci nie widzieli nic poza perfekcyjnością. Perfekcyjnością, która jest główną cechą gejszy.

Życie Mineko jako gejszy nie było jednak tylko stresujące i pełne wyrzeczeń a również ciekawe, chociażby wtedy, kiedy podczas swojej pracy miała ona okazję poznać sławne osoby tego świata, wręcz głowy koronowane, jak Królową Elżbietę i jej męża, czy ich syna, zanim zresztą ożenił się on był z Dianą.
Ta zresztą część wspomnień nie pozostawia na panujących suchej nitki. Gejsza bezlitośnie wytyka im wszystkie nietakty i błędy jakie śmieli popełnić i nagle okazuje się, że to, co może zdać się zgodne z etykietą jednych niekoniecznie musi być zgodne z etykietą drugich. Niby to truizm ale jednak ciekawie było o tym w jej wspomnieniach przeczytać.

Mnie zaskoczyło to, jak bardzo mnie książka wciągnęła. Z jednej strony interesuję się Japonią, ale akurat temat gejsz nie jest tym, który pasjonuje mnie najbardziej, a tu nagle okazało się, że wciągnęłam się jak mi się dawno nie udało.

Moja ocena książki 5/6.