„Hanami-Kwiat wiśni”. Reż. Doris Dorrie.

Panie i panowie. Oklaski na stojąco. Film ten kupiłam wraz z Newsweek’iem. Niedawno, tak więc myślę, że jest szansa, że zainteresowani wciąż mogą go zdobyć.

Dawno nie widziałam tak dobrego filmu. Ten rok będzie więc rewelacyjny pod kątem marzeń kinomana, bowiem zaczęłam go od prawdziwej perełki.
Filmu pani reżyser z Niemiec a jednak w swej formie na wskroś wschodniego. Takiego, jak lubię. Niespiesznego. Opowiadającego o sprawach najważniejszych. O bliskości bądź poczuciu odosobnienia nawet wśród najbliższych. O miłości i o obcości. O zrozumieniu i jego braku. O odchodzeniu najbliższych i radzeniu sobie z tym. Albo nie radzeniu sobie.

"Hanami-Kwiat wiśni"
zaczyna się w chwili, kiedy poznajemy Trudi, żonę Rudiego. Trudi dowiaduje się w gabinecie lekarskim o tym, że jej mąż jest praktycznie umierający. Trudi nie chce mówić o tym mężowi. Chce go za to zabrać na wyprawę. Oni, tak mało wyjeżdżający z Bawarii ruszą się do Berlina aby odwiedzić mieszkające tam dzieci, syna i córkę. Trzeci syn bowiem przebywa w Japonii. Japonii, która stanowi jedną z największych pasji Trudi. To, po miłości do męża i dzieci, jej największa miłość. Miłość nieodwzajemniona, jako, że Trudi nawet w tym kraju nie była. Zbiera za to pocztówki z Japonii, wszystko, co jej dotyczy. Po domu chodzi nie w swojskim szlafroku a w japońskim kimonie. A jej pasją jest taniec Butoh. Marzy o tym, aby zobaczyć występ tancerza specjalizującego się w tym tańcu, co spełnia się właśnie podczas podróży do Berlina.

Niestety, poza tym jasnym momentem, sama podróż wydaje się być niewypałem, jako, że dzieci zdają się być im totalnie obce. Bardzo smutnym faktem jest ten, że rodzice denerwują własne dzieci samym faktem istnienia, mimo, że nie byli żadnymi rodzicami patologicznymi. Nie. Najwięcej ciepła i serca okazuje Rudiemu i Trudi o dziwo , partnerka ich córki. Obca, zdawało by się osoba. Która to jednak po nagłej śmierci Trudi (czyżby stres ją pokonał i serce nie wytrzymało?) przybywa nawet do Rudiego, aby wraz z nim wziąć udział w pogrzebie i zostać nawiasem mówiąc, wzięta za córkę Trudi i Rudiego.

Pierwsza część filmu dzieje się w Niemczech. Druga, po nagłej śmierci Trudi dzieje się w Japonii, konkretnie w Tokio, dokąd trafia Rudi aby tą drogą spełnić niespełnione marzenie własnej żony, czyli odbyć podróż do Japonii.
Odwiedza tam syna, który kompletnie go nie rozumie, jest mu obcy, a co smutne, ojciec głównie go drażni.
Rudi nie poddaje się. W ubraniu swej zmarłej żony przemierza dzielnie zakamarki Tokio aby pokazać żonie miasto, które tak chciała odwiedzić.
Spotyka tam tancerkę tańca Buto, który tak fascynował jego żonę. I oto nawiązują przyjaźń. Dwoje bardzo zagubionych w świecie ludzi, którzy znajdują bratnią duszę i mimo problemów językowych jednak wiedzą dokładnie, co chcą sobie powiedzieć. O dziwo, sztuka ta nie udawała się Rudiemu z własnymi dziećmi, które władały niemieckim jak i on sam.

Film jest rewelacyjny, przepiękny, dotykający w nienachalny (wierzcie mi, wiem, co mówię) problemu odchodzenia, usiłowania pogodzenia się ze stratą.
Zawiera trzy sceny, które zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.

Pierwsza dzieje się jeszcze w Niemczech, kiedy Rudi wraca do domu i w przedpokoju zastaje czekające na niego i nieżyjącą już żonę dwie pary kapci, z których to jedna z nich nigdy już nie ma być używana.

Dwie pozostałe mają miejsce w Japonii. Pierwsza, to scena zawijania się w folię na kształt gołąbków (tak, tej potrawy, którą najwyraźniej znają też Niemcy, czego, przyznaję się, nie wiedziałam).
Druga, to scena niemal na samym końcu filmu, kiedy Rudi tańczy swój taniec Buto wraz z Trudi na wprost Góry Fuji.
Wzruszająca scena , która pokazuje, że jest tak, jak mówią ci, którzy naprawdę mocno kochali. Miłość nie kończy się wraz z odejściem osoby, którą się kochało. Zmienia się tylko jej forma?

Tym, którzy mają chęć na kino ambitniejsze, kino dla wrażliwców, którzy nie oczekują akcji a zadumy, refleksji- polecam!

Moja ocena filmu 6/6.

update:

recenzja z "Polityki". Zrozumiałam dzięki niej, dlaczego ten film jest tak osobisty, reżyserka sama musiała poradzić sobie z nagłą stratą męża…

update 2:
kto chce obejrzeć film jak najbardziej legalnie, zapraszam do wpisu o tu właśnie.