…wibracje…Nabrałam ich wczoraj na Ślubie, na którym byliśmy. Jako, że my z rozmaitych względów nieweselni, więc ograniczyliśmy się do uczestnictwa w samej ceremonii zaślubin, ale ogromnie pozytywnie mnie ona nastroiła. Po pierwsze dlatego, że oboje Państwo Młodzi widać było, że się cieszą z ceremonii. A dobrze wiemy wszyscy, że różnie to bywa. Mój kuzyn natomiast i jego już teraz żona, autentyczną radość na twarzach wypisaną mieli i muszę powiedzieć, że takie pozytywne wibracje i emocje zdecydowanie się innym udzielają. Podobało mi się, że nie było jakichś cudów wianków, jakie niektórzy urządzają przy okazji własnego Ślubu a ich samych otaczała aura szczęścia i radości. Oby towarzyszyła im na resztę małżeństwa, bo wiadomo, teraz zaczyna się małżeński raj poślubny a kiedyś tam nadciągnie jednak ta zwykła codzienność i rafy, które trafiają się na trasie małżeńskiej podróży we dwoje.
Jednak wczoraj wyglądali super, byli bardzo szczęśliwi. Z wielką radością widziałam mojego kuzyna, jak promienieje szczęściem…Jak cieszy się, że od tamtego dnia są już razem jako małżeństwo.
"Rozbroił" mnie latający gołąbek w Kościele, jednak nie był to wymysł Młodych a innowacja wprowadzona przez samą parafię. Hehe, czego to ludzie nie wymyślą.
Natomiast mieli bardzo fajnego prowadzącego Mszę i sam Ślub, nie księdza, a Ojca (w sensie zakonnika), to dla mnie osobiście różnica i widać to było wyraźnie.
Sam się ogromnie cieszył, że udziela im tego Sakramentu i poświęcił również sporo emocji pozytywnych w sam przebieg ceremonii.
Lubię widzieć szczęśliwych i zadowolonych Nowożeńców;)
jakiś czas temu…
…Capucine przysłała mi pocztówkę z niezwykłą wprost ilustracją. Uwielbiam takie, niezwykłe, tajemnicze, magiczne, powodujące, że coś we mnie poruszają.Spytałam się Jej wtedy, co to i okazało się, że to pocztówka z cyklu ilustratorskiego Księżniczki Zapomniane lub Nieznane.
I oto wczoraj otrzymałam od niej przepiękny kalendarz na rok szkolny właśnie z ilustracjami z owymi księżniczkami autorstwa ilustratorki , która nazywa się Rebecca Dautremer. Ilustracje tej pani są po prostu bajeczne, sami zobaczcie…
Są po prostu bajeczne, mogłabym je oglądać i podziwiać godzinami…coś takiego ta kobieta tworzy, co dotyka mojej duszy, co otwiera jakieś jej zakamarki. Capucine , naprawdę dziękuję za podesłanie mi wcześniej pocztówki a teraz kalendarza z jej ilustracjami, nie znałam jej a po prostu rozkochałam się w jej pracach. Mam wrażenie, że oglądając te ilustracje wracam w szczęśliwą krainę dzieciństwa…
P. wrócił wczoraj ze Szwajcarii. Przywiózł mi cztery pocztówki z Zurychu, ależ to pięknie położone miasto. Zdjęć na razie nie oglądałam, ale pocztówki są śliczne i ogromnie mi się zachciało pojechać do tego miasta tym bardziej, że od osób, które tam były słyszałam tylko i wyłącznie superlatywy. P. również powiedział, że bardzo mu się miasto podobało…Przywiózł też czekoladki i oczywiście skusiłam się już i zeżarłam kilka pralinek. Mniam. Nie wchodzę na wagę;)
„Namiętność”. Jeanette Winterson.
Wydana w Domu Wydawniczym Rebis (2002).
"Namiętność" to druga książka Winterson, jaką czytałam po "Podtrzymywaniu światła".
Proza tej autorki jest specyficzna, nieco magiczna, jakby owiana tajemniczymi zapachami, mgłą, w której wszystko może się zdarzyć.
Ta książka , to opowieść o dziwnych związkach łączących ludzi. O miłości i nienawiści, jaka wynika, kiedy jedna z osób w związku wie, że nic z tego, nie zmusi partnera do miłości i do namiętności właśnie. To opowieść o przyjaźni i o zostawionych u kogoś sercach, które należy odzyskać aby nie czuć się niepełnym.
Głównymi bohaterami, którzy snują swoje opowieści (opowiadają nam bajki, wierzcie im) są kucharz Napoleona, który na stanowisko to dostaje się w dość oryginalny sposób a także córka weneckiego gondoliera, która ma nietypową budowę stóp bowiem posiada błonę pomiędzy palcami. Dlatego moi drodzy, weneccy gondolierzy chodzą po wodzie.
Historia żołnierza-kucharza przemierzająca świat wraz z cesarzem jest dość gorzka, to historia przegranych i tych, którzy orientują się, że niepotrzebnie brali udział w jakimś przedsięwzięciu, które to jest mrzonką kogoś innego.
Jej opowieść to opowieść o magicznej Wenecji, w której można się zgubić wśród kanałów nawet kiedy zna się topografię miasta. W której można zgubić się wśród własnych emocji i namiętności, które owładnąć nami mogą.
Emocjami i namiętnościami, które czasami prowadzą nawet do szaleństwa.
Proza Winterson jest specyficzna, jej opowieści mogą się podobać ale nie muszą, nie wiem, czy każdy znajdzie w nich coś, co go poruszy.
Ja znajduję i mnie się podobała ta książka.
Szwedzki konik, Szkocja, sztuka…
…dzisiejszy wpis sponsoruje "sz":)
Obiezy_swiatka znowu mnie rozpieściła, aż mi głupio, naprawdę, podsyłając mi skarby ze Szwecji, dwa drewniane szpatułki do nakładania masła, zakładkę do książki z konikiem i samego słynnego już konika mi podesłała (i nalepkę z trollem;). Piękne wszystko.
Una-invitada przysłała pocztówkę z cudnym widokiem z Doliny Glencoe…Robi niezwykłe wrażenie.
A Latająca_Pyza zaskoczyła mnie ogromnie spełniając zupełnie nieświadomie moje marzenie z czasów studenckich, dotyczące otrzymania czegoś z prawdziwego Biennale Weneckiego. Dostałam kartkę z tego właśnie wydarzenia. O samym wydarzeniu Pyza pisze u siebie na blogu, polecam zajrzeć i poczytać.
Dzięki Wam za pamięć i miłe niespodzianki.
ps.dlaczego nikt mi nie zwrócił uwagi, że zrobiłam wielkiego byka w tytule? Przeczytałam i aż mnie własne zęby zabolały:)))
1 września 2009
Pamiętam o tej rocznicy. Nie będę się nawet starać
umniejszać faktu (a czytałam wczoraj jakiś komentarz w ten deseń), że 70 lat
temu nie stało się coś ważnego dla historii mojego własnego państwa ani też
świata.
Bo zdarzyło się. Wybuchł jak na razie największy konflikt
nowożytnego świata. W którym zdało się, że wykorzystano wszystkie środki i
padły wszelkie granice. Te fizyczne, zniszczone przez najeźdźców i te moralne.
Chciałabym wierzyć, że coś takiego nie może się już nigdy
powtórzyć w historii świata…ale kto to wie, co niesie przyszłość. Tym bardziej,że mam wrażenie, że i tym razem, gdyby coś
się działo, sojusznicy wystawiliby nas dokładnie tak samo. Obyśmy się nigdy nie
musieli o tym przekonywać…
