Oj, jaki ja fajny film wczoraj widziałam;) I to dzięki miłemu gestowi Ekolozkii.
A mianowicie "Hula Girls". Japoński film, który baaaardzo chciałam obejrzeć. Ekolozkaa pewnie nie wie o tym, a ja chciałam, odkąd wyczytałam świetną recenzję na blogu polskiej_japonki. Polska_japonka tak fajnie napisała recenzję, że ja streszczać treści filmu ponownie nie zamierzam (bo i po co?).
Napiszę za to tak. Ja też, jak i recenzentka polska_japonka, której recenzję zalinkowałam powyżej , miałam nie raz i nie dwa podczas oglądania filmu łzy pod powiekami. Tak, łatwo się wzruszam i ruszają mnie takie obrazy, w których widać , że w życiu jest różnie. Trochę słodko, trochę gorzko. Ale, co mnie urzekło w tym obrazie, to fakt, że to nie kolejny wymyślony film, który opowiada o tym, że czasem nawet najbardziej absurdalny plan, marzenie ma szansę się spełnić. Bo film ten powstał, nie inaczej, na podstawie prawdziwych wydarzeń. To się naprawdę zdarzyło. W, od wieków żyjącej z węgla osadzie, udało się założyć zespół dziewcząt tańczących totalnie egzotyczny taniec z Hawajów. I to przekształciło się w bardziej prężną działalność.
A więc tak, czasem po prostu wystarczy marzyć. Oderwać się od równo przez pokolenia wyrytych kolein, którymi się podążało i spróbować wytyczyć zupełnie nowy, inny, a jak się okaże, pewnie i lepszy, szlak. Nawet jeśli nasi bliscy mają nam to za złe. Czasem po latach i oni przekonują się, że może my, decydując się na prekursorstwo, mieliśmy w swoich działaniach rację.
Szkoda, że u nas nie można obejrzeć takich fajnych filmów;(
Ale, jest strona na filmwebie, poczytajcie.
No i koniecznie polecam wpis polskiej_japonki linkowany wyżej, bo tam dowiecie się, że nauczycielka dziewczyn wciąż tam mieszka, żyje i nawet naucza, mimo, że jest po siedemdziesiątce.
Jeśli ktoś z Was będzie mieć okazję obejrzeć ten film, to polecam. Pokrzepiające, optymistyczne kino, któremu w dodatku nie można zarzucić, że kłamie i łapie nas za marzenia. Bo te się mogą spełnić. Czasem naprawdę wystarczyć tylko mocno, mocno chcieć.
Pieskowa Skała, Wietnam, kot w bibliotece…
Tym razem rozmaitości doszły z każdego rodzaju, no bo i trzy filmy od Ekolozkii ( o jednym zaraz parę słów), wraz z zakładką do książek i z pocztówką z Pieskową Skałą, zamkiem i Maczugą Herkulesa. To już w zeszłym tygodniu.
W tym, pierwsza i jak sądzę, ostatnia w moim zbiorze pocztówka z Wietnamu od Padmy,z widokiem na Hoan Kiem Lake wraz ze śliczną ręcznie wykonaną zakładką do książki i obiecaną książką na wymianę, czyli słynną już na blogach i forach (a mnie nieznaną;) książką "Zatrute ciasteczko" Alana Bradleya.
Regina podesłała mi płytę zespołu "Red Hot Chilli Pipers", tak, Pipers, nie Peppers a Pipers właśnie. Zakład, że nigdy o nim nie słyszeliście? No właśnie, ja też nie;) Ale Regina twierdzi, że to muzyka na poprawę nastroju a ja nie mam powodów aby jej nie wierzyć. Do tego cudowna zakładka do książki z orchideą , jeszcze ładniejszą , niż w szablonie mojego blogu, piękną, naprawdę i pocztówka z cudownym zaczytanym kotem. Kto ma koty ten wie, że one uwielbiają pokładać się na czytanych przez pańciostwa książkach i w ogóle wyczytywać to, co pańciostwo wcześniej czytali. Taka jest prawda. Na pocztówce jest jasnego umaszczenia kot (piaskowy?), który bardzo mocno się zaczytał, bo aż wysunął różowy język, czyli wniknął w lekturę z przejęciem. Siedzi przed otwartą książką a w tle pyszni się regał oczywiście wypełniony książkami. Zastanawiam się, czy to fota jakiegoś bibliotecznego kota? Czy też ktoś zrobił zdjęcie w domu któregoś z moli książkowych, który jest w dodatku kociarzem? Któż to wie..
Za wszystkie przesyłki dzięki ;))
Od kilku dni walczymy z jakimś dziadostwem. Daaawno nic nas tak nie wzięło. Stawiam na stres, który ostatnio mieliśmy, co spowodowało osłabienie systemu immunologicznego (wierzę w psychosomatykę). Poproszę o wyrazy współczucia i zapewnienia, że szybko się z tego wygrzebiemy. Osoby, które mają chęć napisać mi jedynie, jak to je nigdy nic nie bierze i tryskają zdrowiem od dziesięcioleci uprzejmie proszę o darowanie sobie informowania mnie o tym. Mam taki nastrój, że żadna to dla mnie pokrzepiająca wiadomość a mnie też przez dość długi czas nic nie brało i czułam się super.
Z pozdrowieniami;)
Za wszystkie przesyłki dzięki ;))
Od kilku dni walczymy z jakimś dziadostwem. Daaawno nic nas tak nie wzięło. Stawiam na stres, który ostatnio mieliśmy, co spowodowało osłabienie systemu immunologicznego (wierzę w psychosomatykę). Poproszę o wyrazy współczucia i zapewnienia, że szybko się z tego wygrzebiemy. Osoby, które mają chęć napisać mi jedynie, jak to je nigdy nic nie bierze i tryskają zdrowiem od dziesięcioleci uprzejmie proszę o darowanie sobie informowania mnie o tym. Mam taki nastrój, że żadna to dla mnie pokrzepiająca wiadomość a mnie też przez dość długi czas nic nie brało i czułam się super.
Z pozdrowieniami;)
