„Fototapeta”. Michał Witkowski.



Wydana w Wydawnictwie W.A.B , (2006).

O matko, ale się uśmiałam przy niej… Na wstępie , Goraca, wielkie dla Ciebie podziękowania, że się ze mną podzieliłaś jedną z dwóch posiadanych przez Ciebie książek, inaczej pewnie nie sięgnęłabym po nią po moim zawodzie z "Margot".

A "Fototapeta" zupełnie odwrotnie, niż "Margot", ogromnie mi się podobała i tak mnie rozbawiła, jak ostatnio mało co.
I tu , kiedy nie było takiego nagromadzenia wulgaryzmów (ja rozumiem niby uzasadnienie tychże w "Margot", co nie zmienia faktu, że źle mi się takie czyta w prozie), a kilka smakowitych opowieści w dużej mierze z przeszłości, czyli dzieciństwa? młodości autora, proza ta chwyciła mnie za ręce i nie pozwoliła się puścić aż do ostatniej strony.

Wspaniałe, okraszone czasem lekko absurdalnym poczuciem humoru opowieści Witkowskiego to po części podobne moje wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Owszem, różnimy się miejscem urodzenia, wychowania, ale przecież każdy z nas pamięta bezsmakową gumę do żucia, czy to, jak jeżdżący do Związku Radzieckiego ekscytowali się możliwością przywiezienia ze sobą z powrotem złota, prawdziwego ruskiego złota;)

"Fototapeta", to coś, co "wyświetlamy" sobie, nalepiamy w swojej własnej wyobraźni, aby nie oszaleć codziennością. Tak mi się przynajmniej to wydaje.  Za komuny były to owe ohydne prawdziwe fototapety z jakąś to optymistycznie wymazaną tęczą czy też cudowną palmą z raju niemal, schylającą się na plażę i kuszącą owocem kokosa a w tle oczywiście, bo jakżeby inaczej, szumiało morze, którego wtedy oczywiście nie miało się szansy zobaczyć i zażyć tego raju. W obecnych czasach rolę ogłupiającej fototapety pełni kultura masowa, to wszystko, to widzę, z czasem coraz bardziej, chyba lekko fascynuje i samego autora. Mogę się mylić, ale tak to odbieram, być może dobrze owa fascynacja zagrana, ale być może nieco podświadomie dał się on wciągnąć w pewną grę. Nie moją jednak rolą jest analiza osobowości autora, natomiast zgadzam się z nim w tej tezie, że kultura masowa tak nas teraz otaczająca, nachalna, namolna , ogłupiająca, dla większości ludzi pełni rolę owej właśnie tamtej za komuny fototapety.

Przeniosłam się dzięki szczególnie tym wspomnieniowym tekstom w książce do czasów własnego dzieciństwa, powspominałam, zadumałam się, pośmiałam, naszła mnie nuta melancholii.

I teraz jestem niepewna, bo "Margot" zawiodła, a "Fototapeta" zachwyciła, to co też ja mam sądzić o książkach Witkowskiego? Zapewne trzeba by się po prostu przekonać na podstawie innych, jak ja do nich podchodzę i czy ta proza do mnie przemawia.

Ta z "Fototapety" zdecydowanie przemówiła, ja to kupuję, to jest to, co mi się podoba.

Na koniec jeden z najfajniejszych cytatów, według mnie smaczek, pewnie dlatego taki smakowity, bo w 100% prawdziwy:)

"(…) bo to rytuał, że z Rosji przywozi się złoto i że potem nie wiadomo, co z nim zrobić, więc leży w blaszanej skrzynce po ciastkach. Choćby w symbolicznych ilościach."