…pocztówki z tych miejsc nadeszły do mnie wczoraj.
Chihiro podesłała mi pocztówkę z Hrabstwa Dorset, na pocztówce typowa dla tamtych regionów zabudowa, super domki i chałupki, to wszystko, podobnie jak nieco wcześniej otrzymana z angielskiej prowincji kartka od Magi-mary ponownie nastroiło mnie na klimat angielskiej wioski, gdzie wiele zdarzyć się może, gdzie autorzy kryminałów nic, tylko mogą obserwować rzeczywistość a potem zasiadać przy trzaskającym kominku i…tworzyć;).
Regina rozpieściła mnie pocztówkami z Alzacji, konkretnie z Katzenthal, ale również z Wysp Brytyjskich, czyli z Lake District, Isle of Skye, Isle of Lewis, no i pocztówka również z chałupką z Hybryd;) z North Uist.
Goraca zaś podesłała mi książkę Michała Witkowskiego, "Fototapeta", ciekawe, jak mi się spodoba. Z dedykacją;) Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś napisał mi dedykację w książce, chyba, kiedy byłam małym dzieckiem…bardzo to miłe, serio.
No i do tego kartka z le Mont Saint Michel. Przypominam, że podobna wyspa znajduje się w Kornwalii, z której kartkę podesłała mi jakiś czas temu Mala_mi.
Dziękuję Wam dziewczyny;)
„Kolacja z Anną Kareniną”. Gloria Goldreich.
Wydana w Świecie Książki (2008).
Rok temu (przeszło) wymieniłyśmy się książkami ze Spacerkiem. Ja jej wysłałam książkę, która na mnie zrobiła ogromne wrażenie, czyli "Pomaluj to na czarno" (chyba niestety, nie trafiłam , szkoda, bo mnie jakoś ta książka mocno ruszyła), a ona mi podesłała "Kolację z Anną Kareniną". Zerknęłam na recenzje książki w necie , ocenę na biblionetce i…trochę mnie przystopowało. Stwierdziłam, że na tę książkę musi nadejść czas, chwila, kiedy będę chciała zobaczyć sama, jak ona mi się podoba i czy ocenię ją też niezbyt pozytywnie. Sięgnęłam dopiero teraz (jestem przekonana, że Spacerek nie wierzyła już, że w ogóle tę książkę przeczytam hehe). I nagle-wielka niespodzianka i zdecydowanie na plus.
Owszem, powiedzmy sobie jedno, "Kolacja z Anną Kareniną" to nie jest wielka, światowa literatura. To takie babskie czytadło. Ale, mnie się podobało. Ja przy nim odpoczęłam. Podejrzewam, że książka zapewniła mi coś, czego mi w danej chwili brak, czyli grona bliskich (naprawdę mi bliskich) kobiet, z którymi mogłabym spędzić raz na jakiś czas, ale nie w klubie,nie na drinku, a na przyjemnej rozmowie o książkach, której towarzyszy smaczne jedzenie, niezłe wino i poczucie, że otaczające cię kobiety znają cię na tyle dobrze, że nie musisz się im tłumaczyć ze swojego życia, wyjaśniać, dlaczego coś tam dzieje się w nim tak a nie inaczej.One cię po prostu znają , często od wielu lat i akceptują cię dokładnie taką jaką jesteś, z twoimi wyborami, decyzjami, często gęsto błędami. Pytanie, czy takie babskie grona mogą istnieć naprawdę.
Bardzo, bardzo spodobała mi się właśnie idea spotykania się raz na jakiś czas i omawiania książki, którą każda z sześciu kobiet z owych książkowych spotkań wybiera na dane spotkanie. Podobało mi się, że rozmowy o książkach nie były wydumane i jakieś mocno wyśrubowane, a odnosiły się częstokroć do życia bohaterek książki. Z których to kobiet każda dźwiga swój własny bagaż doświadczeń , nieszczęść, smutków, ale również szczęścia i radości.
Owszem, książka pewnie ze zbyt wielką ilością dobrych zakończeń rozmaitych spraw nurtujących nasze bohaterki, ale szczerze mówiąc raz na jakiś czas mam chęć na właśnie taką optymistyczną lekturę, która, jak te wszystkie kobiety, które w książkach odnajdywały ów magiczny kuszący świat, przenosi mnie w świat, w którym wszystko może skończyć się dobrze, w którym jest wieloletnia nie zmącona niczym przyjaźń, w którym można wiedzieć, że masz na kim polegać.
