„Księżna”. Reż. Saul Dibb.

(Nabyty w Empiku w cenie 19.99. )

Kobiety -zabawkami w rękach mężczyzn. To właściwie pierwsza i wciąż kołacząca mi myśl po obejrzeniu filmu "Księżna", który to według mnie nie zawiedzie miłośników filmów kostiumowych.

Dużo, dużo można by pisać o samej postaci księżnej Georgiany Cavendish (nomen omen spokrewnionej z księżną Dianą). Nie napiszę nic odkrywczego pisząc, że w swoich czasach była to postać zdecydowanie nowoczesna na swój sposób i wyprzedzająca wielokroć współczesnych jej. Kobieta zaangażowana w sprawy polityki? To się nie godziło. Powinna raczej spędzać czas w towarzystwie innych ćwierkających do siebie słodko dam, rodzić mężowi dzieci (oczywiście najmilej widziani chłopcy, dziedzice rodu) i stwarzać wrażenie, iż życie w złotej klatce jest tym, co dopełnia jej szczęścia.

Reżyser w swojej opowieści o tej postaci skupił się głównie na życiu osobistym, uczuciowym księżnej. I tak oto poznajemy ją w chwili, kiedy jest młodziutką dziewczyną, którą jej własna matka "sprzedaje" księciu Devonshire (w tej roli jak zawsze cudowny Ralph Fiennes). Matka zapewne kieruje się według niej najlepiej pojętym dla córki interesem, zapewnia jej nie tylko szanowanego małżonka, ale i wspaniały tytuł, i niewyobrażalne dobra. Jak na owe czasy, nic zadziwiającego. Wiadomo było, tak to wtedy wszystko się toczyło, a matka pewnie wręcz puchła z dumy, że udało jej się córkę wydać tak korzystnie za mąż.
Jednak Georgiana szybko orientuje się, że jej życie niewiele będzie miało wspólnego z sielanką małżeńską i spokojnym życiem we dwoje.
Mąż jest w stosunku do niej raczej obojętny i chłodny. Z nieukrywaną chęcią spłodzenia dziecka, która to chęć nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek uczuciem żywionym dla młodziutkiej małżonki. Jeśli chodzi o potomka, to dla księcia liczy się właściwie dziecko tylko płci męskiej, aby zapewnić rodowi kontynuację.

Młodziutka dziewczyna szybko orientuje się, jak naprawdę będą wyglądały jej stosunki z mężem, który bardzo szybko uświadamia jej , że na pewno nie ma co liczyć na wierność z jego strony. Utwierdza ją w tym w chwili, kiedy z przyjaciółki, którą Georgiana przedstawia mężowi, ów mąż uczyni kochankę. Stwarzając przy tym niezwykły trójkąt. Niezwykły nawet jak na owe czasy, kiedy to utrzymanki, kochanki nie stanowiły dla nikogo zaskoczenia. Mało kto bowiem nawet wtedy decydował się na taką jawność niewierności.

Georgiana więc jak pisałam szybko (również dzięki owej przyjaciółce, która potem stanie się nałożnicą jej męża) orientuje się, jakie zasady panują w świecie dorosłych, w który przyszło jej wkroczyć. Tu nic nie dzieje się wprost i nic nie mówi się szczerze. Tu, aby zdobyć coś ważnego, trzeba się upodlić i sprzedać. Nie ma innej możliwości. Tu mąż może zadecydować o twoim losie z chwili na chwilę ciągnąć sznurkami, jak niewprawny lub wręcz odwrotnie ,świetny lalkarz, który może "sterować" losami podległej mu marionetki.

Historia opowiedziana w filmie mimo przepysznych kostiumów, fryzur, pięknych wnętrz i bajecznych ogrodów, jest tak naprawdę dość uniwersalna. Czyż i teraz nie jest tak, że ludzie z przeróżnych powodów dają sobą manipulować? Czyż nie jest tak, że każdy z nas ma swoje słabe strony, które mogą odkryć wrogowie i wykorzystać je przeciwko nam?

I mimo, że odgrywająca główną rolę Keira Knightley jest okropnie wychudzona i nijak się ma typem sylwetki i do samej księżnej i po prostu tego, jak wyglądały ówczesne kobiety w tamtych czasach, według mnie zagrała swoją rolę bardzo dobrze. Jest dla mnie przekonująca i wiarygodna.
Mnie osobiście jej gra się podobała i nie przyczepiam się do niczego. A scena odbierania jej dziecka jest jedną z najbardziej prawdziwych i przejmujących, jakie w ogóle widziałam w kinie…

Film opowiada o niewątpliwie ciekawej, interesującej postaci ,jaką była księżna Georgiana. Mnie się podobał i tym, którzy go nie widzieli, polecam.