Taki jest wynik Mistrzostw Europy;) Super.
Świetnie, że mamy prawdziwych sportowców, z których możemy być naprawdę dumni i którzy pokazują naprawdę rewelacyjną grę.
Brawo chłopaki!!!
„Żona pilota”. Anita Shreve.
Wydana w Wydawnictwie Prószyński S-ka (2000).
Moja Mama nabyła ją po korzystnej cenie w którejś z tanich książek i przekazała mi, a że o tej autorce słyszałam co nieco i czytałam wzmianki na blogach książkowych, sama byłam ciekawa, jaka będzie ta jej książka. Ja nawet mam jedną jej książkę gdzieś na półce, przysłaną mi od angielskiej penpal, ale szczerze mówiąc, zaczęłam czytać i temat mnie jakoś wtedy przygnębił na tyle, że zarzuciłam ją.
"Żona pilota" to szerze mówiąc, żadna tam ambitna czy wielce odkrywcza literatura. Jednak jest to książka, która mimo, że czyta się ją szybko, to jednak pewne problemy w niej poruszane zatrzymują na chwilę refleksji. Pojawiają się rozmyślania na temat "jak bardzo możemy stwierdzić, że znamy ludzi, z którymi żyjemy, ci podobno najbliżsi nam". Na ile wydaje nam się, że ich znamy, na ile umiemy przed samymi sobą przyznać, że w pewnych kwestiach możemy ich w ogóle nie znać. Na ile możemy przyzwolić temu drugiemu człowiekowi na posiadanie spraw tylko jemu wiadomych, prywatnych , intymnych, bez usiłowania zawładnięcia nim w każdej sprawie czy kwestii a na ile ta druga osoba powinna jednak się przed nami otworzyć i być szczerą.
Tytułową żonę pilota Kathryn, matkę piętnastoletniej córki Mattie poznajemy w chwili, w której w środku nocy przybywa do niej człowiek ze związków zawodowych pilotów oznajmić jej najgorszą ze spodziewanych (ale jednak spodziewanych) wiadomości, jej mąż nie żyje, zginął wracając do domu. Z czasem pojawia się coraz więcej informacji, na pokładzie samolotu, który pilotował mąż Kathryn ,doszło do wybuchu bomby, potem pojawiają się wręcz plotki o tym, jakoby on sam popełnił w tak nietypowy może sposób samobójstwo.
Po pierwszym szoku Kathryn zaczyna prywatne śledztwo, nie dotyczące jednak ewentualnego zamachu czy samobójstwa a śledztwo dotyczące ich wzajemnych relacji, ich małżeństwa. Małżeństwa, które ona sama określała jako udane, ale czy na pewno? Pewne sprawy, rzeczy ich dotyczące, niektóre zachowania już dawno zdawały się uświadamiać kobiecie, na jak niepewnym gruncie stąpają oboje. Z tym, że ona wydawała się być tą, która chce zapobiec wszelkim kryzysom, rozwiązać każdy problem, jej mąż zaś , co przyznaje sama przed sobą, od pewnego czasu oddalał się od niej w dość szybkim tempie. Kathryn przyznaje, że zwalała to na karb długotrwałego związku, w którym, co przyznają wszyscy z dłuższym, niż roczny staż małżeński, wiadomo, że nie stąpa się non stop po płatkach róż, pojawiają się problemy i niezrozumienia, które jednak przy odrobinie dobrej woli można rozwiązać. Kathryn zastanawia się, na ile przymykała oczy na prawdę, która od dłuższego czasu stała koło niej i wręcz gryzła ją w rękę (żeby nie powiedzieć kolokwialnie, jak w tym powiedzonku;).
W książce według mnie bardziej niż o to, czego domyślamy się niemal od samego początku lektury, chodzi o właśnie sam fakt tego, jak często żyjąc obok kogoś przez długi, długi czas tak naprawdę zupełnie go nie znamy. Nie wiem, co jest gorsze, nieświadomość czy świadomość tego faktu. Nie wiem…
