„Księżniczka z lodu”. Camilla Lackberg.

Wydawnictwo Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & Co), (2009).

Kolejny skandynawski kryminał i tym razem ponownie ze Szwecji. Zapowiada się saga kryminalna i muszę powiedzieć, że ja się chętnie piszę na dalsze jej części (szkoda tylko, że następna, "Kaznodzieja" zapowiadana jest przez wydawnictwo w dopiero 2010 roku).

Kryminał "Księżniczka z lodu" podobał mi się z powodu, dla którego na ogół podobają mi się kryminały z tamtych stron. Otóż oprócz wątku kryminalnego pojawia się w nim obszerne tło obyczajowe. Pojawiają się też, co znamienne dla tego kręgu autorów, problemy społeczne, takie, jak na przykład przemoc w rodzinie.

Historia zaczyna się, gdy w małej nadmorskiej mieścinie zostaje znaleziona martwa kobieta. Nie jest to obca społeczności osoba, kiedyś spędziła tam dzieciństwo, a będąc już dorosłą kobietą Alexandra powróciła niejako i spędzała weekendy w rodzinnej posiadłości. Początkowo sądzi się, iż popełniła ona samobójstwo, jednak śledztwo szybko wykazuje, że nie, że ktoś do tej śmierci się przyczynił.

W mieścinie akurat w owym czasie przebywa Erika, dawna przyjaciółka z dzieciństwa , która zajmuje się z kolei swoim domem rodzinnym po nagłej śmierci rodziców. Erika do dziś pamięta uczucie niezrozumienia i odrzucenia, jakie towarzyszyło jej po tym, jak jej kiedyś najlepsza przyjaciółka z dnia na dzień porzuciła ją a potem nagle opuściła miasteczko wyruszając z rodzicami do miejscowości, w której ojciec jej znalazł rewelacyjną pracę.
Erika zaczyna swoje prywatne śledztwo, w czym nie przeszkadza jej fakt wznowienia znajomości z dawnym wielbicielem z młodości, który obecnie pracuje w Policji.

Owszem, jest wątek kryminalny, ale jak wspomniałam, okraszony opisem życia w małej miejscowości szwedzkiej przez lata, opis mentalności ludzi, ich obaw dotyczących pewnych spraw. Jak bardzo można poddać się uczuciu lęku, który artykułuje się krótkim "co ludzie powiedzą?". I jak bardzo zmieniają się spojrzenia na pewne sprawy na przełomie lat.
Są też skrywane latami rodzinne sekrety, które trzyma się w ukryciu cichaczem i które grożą wybuchem w każdej chwili niczym bomba z opóźnionym zapłonem.

Szwecja przedstawiona w książce nie jest optymistyczna. Ludzie zdają się niby być blisko siebie a jednocześnie są od siebie oddaleni lata świetlne. Niby mieszkają w małej miejscowości a nie ma mowy o poczuciu wsparcia, wspólnoty czy empatii najbliższych sąsiadów. Stąd myślę wiele rozwiązań, na które zdecydują się sami bohaterowie a ich losy pewnie mogłyby ułożyć się zupełnie inaczej, gdyby na ich drodze napotkali więcej osób, które naprawdę wyciągnęłyby pomocną dłoń.

Mnie się podobała, będę czekać na kontynuację.