pozytywne…

…wibracje…Nabrałam ich wczoraj na Ślubie, na którym byliśmy. Jako, że my z rozmaitych względów nieweselni, więc ograniczyliśmy się do uczestnictwa w samej ceremonii zaślubin, ale ogromnie pozytywnie mnie ona nastroiła. Po pierwsze dlatego, że oboje Państwo Młodzi widać było, że się cieszą z ceremonii. A dobrze wiemy wszyscy, że różnie to bywa. Mój kuzyn natomiast i jego już teraz żona, autentyczną radość na twarzach wypisaną mieli i muszę powiedzieć, że takie pozytywne wibracje i emocje zdecydowanie się innym udzielają. Podobało mi się, że nie było jakichś cudów wianków, jakie niektórzy urządzają przy okazji własnego Ślubu a ich samych otaczała aura szczęścia i radości. Oby towarzyszyła im na resztę małżeństwa, bo wiadomo, teraz zaczyna się małżeński raj poślubny a kiedyś tam nadciągnie jednak ta zwykła codzienność i rafy, które trafiają się na trasie małżeńskiej podróży we dwoje.
Jednak wczoraj wyglądali super, byli bardzo szczęśliwi. Z wielką radością widziałam mojego kuzyna, jak promienieje szczęściem…Jak cieszy się, że od tamtego dnia są już razem jako małżeństwo.
"Rozbroił" mnie latający gołąbek w Kościele, jednak nie był to wymysł Młodych a innowacja wprowadzona przez samą parafię. Hehe, czego to ludzie nie wymyślą.
Natomiast mieli bardzo fajnego prowadzącego Mszę i sam Ślub, nie księdza, a Ojca (w sensie zakonnika), to dla mnie osobiście różnica i widać to było wyraźnie.
Sam się ogromnie cieszył, że udziela im tego Sakramentu i poświęcił również sporo emocji pozytywnych w sam przebieg ceremonii.
Lubię widzieć szczęśliwych i zadowolonych Nowożeńców;)